Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#85968

~Amnestia06 ·
| Do ulubionych
Moja szwagierka całe życie "gnoiła" mnie za sposób wychowywania dzieci… ale od początku.

Ja w dzieciństwie bardzo często byłam pozostawiana sama sobie i to dosłownie, bo rodzice często jeździli na jakieś wyjazdy służbowe, więc mając 10 lat na spokojnie zostawałam sama w domu na dwa dni.
Nauczyło mnie to odpowiedzialności i zaradności, ale nauczyło też tego, że "nie potrzebuję" rodziców w tak dużym stopniu w swoim życiu.
Oni gdzieś tam byli, ale na innym torze. Moi rodzice też nigdy ze mną nie rozmawiali o moim życiu, planach, nie interesowali się tym, co robię.
Nie chcę się rozpisywać, ale skutek był taki, że o niczym im nie mówiłam, nie wiedzieli nic o moim życiu. Gdy zaczęłam się spotykać z moim teraźniejszym mężem, to dopiero po dwóch latach się dowiedzieli, że kogoś mam, a mojego wybranka poznali dopiero po sześciu latach naszego związku. Absurd, prawda?

Postanowiłam, że tego nie chcę, że nie chcę tak samo wychowywać moich dzieci. Dlatego gdy moje dzieci mnie potrzebowały, to byłam, porzuciłam pracę w korpo i otworzyłam własny biznes, dzięki czemu miałam elastyczny grafik.

Zawsze szczerze rozmawiałam z dziećmi i zawsze traktowałam je jak równych sobie, chciałam, by czuły, że jestem ich przyjaciółką.
Oczywiście nie popadajmy w skrajność, w domu były zasady i przede wszystkim byłam matką, ale też przyjaciółką, nie katem czy kimś, kto, tak jak moi rodzice, traktował dom i dzieci jak obowiązek.

Moja córka Majka mówi mi o wszystkim, nie osądzam jej, nie oceniam, wspieram swoimi radami, mówię jej, gdy coś mi nie "pasuje". Tak samo mój syn nie ma problemu, żeby poradzić się w sprawie seksu, wprost mi powiedział, kiedy miał zamiar pić alkohol czy palić papierosy, nie ukrywał się, dzięki czemu nie czuł, że to jakiś "zakazany owoc" i (na szczęście) jego przygoda z papierosami skończyła się na jednej paczce.

Wiem, że dla wielu to chore, a ja nie umiem tego dobrze wytłumaczyć, bo dzieci naprawdę mają postawione granice i są naprawdę zaradnymi młodymi ludźmi.

Przeciwne rozumowanie miała moja szwagierka. Całe życie opluwała mnie, że nie jestem matką, że krzywdzę dzieci, że nie powinnam się wtrącać w ich życie i pozwalać, by robiły, co chciały. Jej sposobem wychowania były kary i bicie. Jej syn Kacper był typowym zastraszonym dzieckiem i w wieku 17-stu lat wpadł w narkotyki. Szwagierka nic nie wiedziała, a ja się dowiedziałam od Majki, która nie bała się, że gdy mi to powie, to ją zleje i wyrzucę z domu.

Miałam ochotę nic nie mówić szwagierce, ale było mi szkoda młodego, więc po rozmowie z mężem postanowiliśmy pojechać do nich. Kacper już wtedy miał 18 lat, a szwagierka dostała furii, wyskoczyła do niego z rękami, zaczęła go szarpać, wyzywać od niewychowanych gó%#niarzy i sku$%synów. Nic nie powiedziałam, wstałam i z mężem wyprowadziliśmy stamtąd zapłakanego Kacpra. I więcej do domu nie wrócił.

Tamtego wieczora po dojechaniu do domu przytuliłam go, a on wyznał, że nie wie, czy kiedykolwiek ktoś go przytulał. Rozmawialiśmy z nim wraz z mężem całą noc i postanowiliśmy, że może się do nas wprowadzić, ale na naszych warunkach.

Kacper z miesiąca na miesiąc coraz bardziej się otwierał, z początku było mu ciężko, bo nie rozumiał tego, jak można dorosłym otwarcie mówić o tym, co się czuje, myśli i robi bez dostania kablem po plecach.

Dziś chłopak ma 26 lat i naprawdę poukładane w głowie, a szwagierka?
Rozpowiada, że zniszczyłam jej rodzinę, że moje bezstresowe wychowanie wpędziło jej syna w prochy (?!). Winnych widzi wszędzie, tylko nie w samej sobie. Nie mam do niej pretensji, jestem jej wdzięczna, że dzięki niej zyskałam drugiego syna.

Jednak coś w tym jest, że widzimy drzazgę w cudzym oku, nie dostrzegając belki we własnym.

Stolica

Skomentuj (13) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 147 (215)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…