Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Jakiś czas temu przeprowadziłam się ze swoim partnerem na swoje. Wyszło tak, że mi udało się nazbierać więcej oszczędności, przez co własność mieszkania nie jest po 1/2, a 1/4 i 3/4. Dla nas to było oczywiste, skoro wykładam więcej pieniędzy, to należy mi się większy udział. Nie spodobało się to jednak teściom, przy czym temat jest poruszony przy każdej okazji do wspólnego spotkania się.

2 urodziny siostrzeńca partnera. Nasza pierwsza okazja do spotkania się z całą rodziną po braku widzenia się od początków koronawirusa. Miło spędzamy czas, grillujemy, pada pytanie o mieszkanie i o to czy się już w końcu urządziliśmy do końca (szło nam to bardzo opornie :D).
-No i nawet już porządną kuchnię mamy, wyszliśmy ze starych blatów i szafek. -mówimy, a tu wtrąca się teść-z wykształcenia stolarz, który robieniem kuchni zajmuje się zawodowo.
-Jakieś papierowe meble wzięliście, durne szafki z Komandora, a ja bym wam to zrobił! Zaraz wam się to rozleci i tyle będzie z waszych pieniędzy!
-Dzięki, już sobie poradziliśmy bez waszej łaski.
-Jakiej łaski! Ja tam synowi dam wszystko!- tu słowo wyjaśnienia. Prosiliśmy teścia, aby pomógł nam z kuchnią i z szafkami-oczywiście chcieliśmy mu zapłacić. Nasza prośba spotkała się z odmową, bo to mieszkanie nie jest jego syna, a moje, a on do interesu gdzie nie ma małżeństwa dokładać się nie będzie. Policzył nam cenę prawie 30k za kuchnię, za którą w salonie kuchni, czyli stolarzu o rozwiniętym zapleczu, zapłaciliśmy około 10-11. Szafy wycenił na jakieś 6k od sztuki, gdy inny stolarz wycenił je na 3.Dlaczego? Bo on nie będzie dawał do obcego domu. Nie uznawał tego, że przecież jest własnością jego syna w 1/4.
-Tato, rozmawialiśmy już o tym wcześniej, a to nie miejsce i czas.
-No tak, bo lepiej dać to komuś, a potem ty zostaniesz z niczym jak cię wyrzuci, bo mieszkanie jest na nią!- i tu wskazuje na mnie. Widzę, że mój partner zaczyna się gotować, a nie chcę psuć urodzin 2 latka awanturą rodzinną, więc pod byle pretekstem wychodzimy na taras. Teść został usadzony w międzyczasie przez siostrę, która powiedziała, że nie życzy sobie takich odzywek w swoim domu.

Wcześniej, gdy podchodziliśmy do zakupu mieszkania, teściowie też musieli wrzucić swoje trzy grosze. Oczywiście każde oglądane przez nas mieszkanie było małe i beznadziejne, a jak pojawi się dziecko to, cytując, będziemy je chyba trzymać na suficie. Nie rozumieli, że nam większe mieszkanie nie jest na tę chwilę potrzebne, a co więcej, nie stać nas.
-To może się dołożycie skoro te 20 m2 to jest dla was nic? W końcu wyjdzie to tylko dodatkowe 120 tysięcy.
-My się wam nic nie będziemy dokładać, to jest wasze mieszkanie sami sobie zaróbcie. Przecież rodzice Wspólokatorki też się nic nie dokładają!- co było nieprawdą. Mieliśmy do wyboru mieszkanie o niższym standardzie oraz o wyższym, ale brakłoby nam 20-30 tysięcy. Moi rodzice zadeklarowali, że wrzucą nam to jako prezent na start, bo woleli, abyśmy kupili to lepsze mieszkanie. Oczywiście teściowie o tym wiedzieli, ale ani ja, ani mój partner, nie wymagaliśmy od nich podobnych gestów. Mieli po prostu przestać wtykać nos w nasze mieszkanie, czego nie robili dopóki mi nie puściły nerwy i powiedziałam, że jak nie dorzucają się ani groszem, ani żądną robocizną, to mają patrzeć się na swój dom, którego nie potrafią wykończyć od 20 lat.

Raz przyjechali z wizytą. Teściowa pomarudziła, że te meble są takie bez gustu, płaskie, żadnych wzorów. No i jak to tak może być, że meble są bez nóżek, a stoją na podłodze. Podłoga też oczywiście nie taka, bo powinna być drewniana. Dlaczego to w sypialni mamy łóżko, by druga kanapa nam wystarczyła i byłoby miejsce na łóżeczko dla dziecka (którego jeszcze przez najbliższe 7 lat nie planujemy). A te obrazki liście to szczyt tandety, ona nie rozumie jak tak można mieszkać. Na szczęście ja tego nie słuchałam, bo w tym czasie pracowałam, a tylko ich syn miał wolne.

To była ich ostatnia wizyta u nas, na której koniec poczęstowali mojego partnera tekstem, że mają nadzieje, że on kupi swoje mieszkanie i się stąd wyniesie na swoje i urządzi je w swój prawdziwy i gustowny sposób- tak trzy razy podkreślali SWÓJ.

Ogólnie rzecz ujmując, moi teściowie są bardzo toksyczni i dopóki krzykiem nie wyznaczy się im granic (innego języka nie rozumieją), będą starali się narzucić swoje zdanie i robienie pod ich dyktando. Na szczęście my mieszkamy od nich bardzo daleko, a mój kochany zdołał nabrać doświadczenia w mówieniu nie.

teściowie

Skomentuj (33) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 163 (185)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…