Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

Wspollokatorka2222

Zamieszcza historie od: 16 sierpnia 2017 - 9:08
Ostatnio: 23 stycznia 2019 - 11:01
  • Historii na głównej: 5 z 5
  • Punktów za historie: 659
  • Komentarzy: 22
  • Punktów za komentarze: 44
 

#83944

(PW) ·
| Do ulubionych
W wakacje moja przyjaciółka miała ślub. Zatrudniła kamerzystę oraz fotografkę. Kamerzysta z filmu wywiązał się w ciągu dwóch miesięcy (a termin ustalili na 3), a Pani fotograf oddała zdjęcia z ponad miesięcznym opóźnieniem - Młodzi mieli dostać sesję poślubną oraz reportaż ślubny do końca listopada. Dostali je przed Sylwestrem.

Zdjęcia ze ślubu i wesela - nałożony określony preset, kadry w ogóle nieprzemyślane. Z kościoła pełno zdjęć (w tym jak goście biorą komunię), a z wesela o wiele mniej. Teraz jednak przychodzi sesja.

Estetyka, mimo ładnego miejsca, zniszczona. Dlaczego? Pani fotograf postanowiła zastosować taktykę, że poza Młodymi cała reszta będzie w kolorze kawy. Młodzi kolorowi, reszta brąz lub nieudana sepia. Nawet na twarzoksiążkę te zdjęcia się nie nadawały, a co dopiero jako pamiątka.

Przyjaciółka poprosiła mnie o to, abym ich wyratowała, bo kiedyś bawiłam się photoshopami. Ze szczerością powiedziałam, że ja nic z takich zdjęć nie wyciągnę. Poprosiłam o to, aby załatwili mi rawy, to coś spróbuję uratować w miarę moich możliwości.

I co się okazało? Fotografka nie pracowała na rawach. Ani na systemie raw+jpeg. Tylko jpeg, który potem ciężko jest edytować. Z łaską udostępniła zrobione przez nią zdjęcia, bo przecież ona się wywiązała i zdjęcia po obróbce oddała. A że była to obróbka niezgodna z umową, to swoją drogą.

Młodzi poszli z nią negocjować zwrot części kosztów, a ja zostałam z 300 zdjęciami, z których chcę i muszę coś wyciągnąć, aby przyjaciółka miała chociaż parę zdjęć do albumu.

fotograf

Skomentuj (31) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 113 (145)
O tym jak to szukałam pracy, znalazłam i najprawdopodobniej stracę.

Głupiej mi zachciało się pracy w zawodzie. Mam już doświadczenie, a więc bez problemu dostałam się do Prestiżowego Miejsca (jak to będę nazywała ze względu na chęć pozostania choć trochę anonimową). Do pracy potrzebne odpowiednie wykształcenie i kwalifikacje. Przynajmniej tak myślałam.

Na okres próbny - 1800 zł na rękę, ale miały być premie początkowe, czyli miałam dostawać 2200. Nie jest źle, ale dobrze też nie, jednakże obiecanej premii po przepracowanym miesiącu nie dostałam, bo coś tam.

W międzyczasie zwolniły się u nas 2 inne dziewczyny. Jako że Szefowie muszą mieć prestiż, to szukali dziewczyny ładnej i do tego z super CV za 1800 zł. Nie udawało im się to, a więc przyjęli dziewczynę ładną, bez kwalifikacji i za 2000.

Jej szkolenie przypadło mi. I tak oto ja, po przepracowanym miesiącu, szkoliłam dziewczynę z zakresu, o którym miałam średnie pojęcie (kompletnie inny system pracy i program do wpisywania danych, jednak wiedzę miałam dużą i mogłam udzielić informacji klientom bez zerkania w notatki). Tym sposobem ja, zarabiając 1800 zł, szkoliłam nową, która dostała bez doświadczenia 2000.

Nie podobał mi się ten stan rzeczy. Zebrałam się do Szefów i jasno powiedziałam, że albo negocjujemy stawkę, albo zostają sami. Na to szefowie:
- Ale jaką stawkę, jak wszystkie dostają tyle na okresie próbnym!
- Nowa dostała 2k, a więc proszę mi nie kłamać, tym bardziej, że to ja wysyłam dane do księgowej i mam wgląd w całe finanse firmy.
- Ale pani dostaje dużo doświadczenia do pracy!
- Doświadczenie mi już niepotrzebne, studia mam praktycznie skończone. Albo dostaję 2100 na rękę, albo dziękuję za współpracę.

Nie wiem, czy mieli mnie za głupią, ale kazali mi poczekać do przyszłego miesiąca na podwyżkę płacy i zejść do 2000. Prosiłam o to, aby promesę o podwyżce sporządzić, ale odmówili. Tak że ja napisałam wypowiedzenie i przyszłam z nim dzisiaj. Ponowna negocjacja, bo nowa sobie nie radziła wcale - doszło do tego, że udzieliła złej informacji klientowi, co Szefowie musieli później odkręcać.

Prośby, czy nie dam rady pociągnąć jeszcze do końca okresu wypowiedzenia za 1800 zł, czy opłacenie parkingu by nie było lepsze (mam do pracy 700 metrów i autem nie jeżdżę), czy obietnica podwyżki po okresie próbnym mnie nie zadowoli. Odpowiedź - nie. W czasach, gdy w mojej miejscowości kasjerka w Biedronce zarabia 3500 na rękę (oczywiście nie obrażam tu kasjerek, a wręcz cieszę się, że w końcu dostają godną pensję), utrata pracy mi niestraszna. Zawsze znajdę coś innego, choćby na chwilę, lub utrzyma mnie mój luby albo w ostateczności rodzice.

Gdy się nie zgodziłam i nadal chciałam wyrównania do pensji, stwierdzili, że muszą to rozważyć i dadzą mi odpowiedź do końca tygodnia. Coś czuję, że może być ona równie pozytywna, co negatywna. Ale tej pracy mi nie szkoda - kilka historii mogłabym z niej sklecić na ten portal i cóż, na pewno byłyby one z piekła rodem.

praca

Skomentuj (22) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 167 (181)
Szukanie mieszkania do kupienia okazało się równie trudne, co szukanie mieszkania do najęcia. Ale dziś ciśnienie mi się podniosło.

Umówiłam się na oglądanie mieszkania. Znaczy, chciałam umówić. Według opisu mieszkanie znajdować się miało na ulicy Białej, która była jedną z główniejszych ulic miasta. W miarę dobrze skomunikowana, fajna okolica. Jako, że patrzę również się na ewentualny najem w przyszłości, cieszyłam się, bo blisko miała być uczelnia - studentom łatwo będzie wynająć mieszkanko. Napisałam do pośrednika, który wystawiał ogłoszenie o potencjalne godziny obejrzenia nieruchomości. Godziny dogadane, poprosiłam o dokładniejszy adres, bo w ogłoszeniu nie było nic poza ulica Biała.

I uwaga - tu następuje zgrzyt. Ulica Biała okazała się nie ulicą Białą, a Czarną. Owszem, ulica Biała przechodzi w Czarną, ale to już kompletnie inna okolica. Jeden autobus na pół godziny, z częstymi opóźnieniami. Aby przesiąść się na tramwaj trzeba przejechać 2-3 przystanki - ktoś powie, że to mało, ale łącznie przystanki mają 2,1 km.

Napisałam więc, że nie pojawię się na spotkaniu, bo w ogłoszeniu jest zupełnie inna okolica. Podziękowałam za informacje i życzyłam miłego dnia. Co dostałam w odpowiedzi?

Pretensje, że umawiam się na spotkanie, a potem nie daję znać, że się nie pojawię. Także argument, że to jest poprawny adres, bo "ulicy Czarnej mało kto kojarzy, a jest przedłużeniem Białej", a także że najwidoczniej nie znam tamtej okolicy, a oj znam znam, bo często tam wybierałam się na rower/spacer i doskonale wiem jakie tam kwiatki się pojawiają.

Podsumowując więc, pośrednik był podróżnikiem w czasie, bo nie przyszłam na spotkanie umówione dziś wieczór (o czym poinformowałam go o dziś o 11, bo i dziś rano konwersacja się toczyła), jasnowidzem, bo przecież nie mogę znać tamtej okolicy i chyba geodetą z uprawnieniami zmiany i wydłużania dowolnie ulic.

pośrednicy nieruchomości

Skomentuj (10) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 140 (146)
Historia parę postów niżej przypomniała mi o tym jak nam chciano urozmaicić WF w czasie zimy. Czasy późnej podstawówki-5 lub 6 klasa. W mojej miejscowości, dosłownie rzut kamieniem od szkoły, otworzono w końcu lodowisko. Zwykła wylewka na boisku, ale można było wypożyczyć łyżwy itd.

Szkoła wpadła więc na pomysł, aby Ci, którzy mają WF na pierwszych lub ostatnich lekcjach oraz po długiej przerwie, mogli tam wychodzić na zajęcia. Ja zajarana, bo na łyżwach już wtedy dobrze jeździłam z zadowoleniem przyjęłam tę propozycję. Pierwsze zajęcia miały być próbne, a po nich rodzice mieli dać zgody (a co w zgodach-poczytacie za chwilę).

Padła propozycja, że łyżwy będzie można przechować w szkole, aby nie nosić ich w tą i w tą. Oczywiście jeśli ktoś posiadał własne. Ja taki przywilej miałam i na pierwsze zajęcia przyszłam z moimi łyżwami, które w tym roku kończą chyba 45 lat albo i więcej. Tak, moje łyżwy to relikt PRLu, na których uczył się jeździć mój tato oraz wujek. O coś takiego, tylko w o niebo lepszym stanie- https://8.allegroimg.com/s400/01d3ba/f100aea54425b1ca35f6319e00b8

Ta informacja jest o tyle ważna, że gdy zobaczył je mój WFista zakazał mi w nich wchodzić na lód, bo one STANOWIĄ ZAGROŻENIE. Dla mojego dziecięcego móżdżku to był error. Jak to? Przecież są w pełni sprawne, naostrzone, zadbane- w zeszłym sezonie jeździłam na nich po moim stawie, a tu nie mogę wejść? Chcieli mnie za to wcisnąć na figurówki, których ani razu w życiu nie miałam na nogach. Po dłuższej chwili i telefonie do rodziców, pozwolono mi wejść w swoich łyżwach. Nastąpiła następna piekielność ale wobec całej klasy.
Chłopcy dostali hokejówki, dziewczyny figurówki (nie licząc tych co mieli własne). Jak wiadomo różnią się one techniką jazdy. A że w mojej klasie mało kto na łyżwy jeździł, czy je miał, to pierwszą lekcją było poruszanie się. Ci co potrafili mogli sobie już pojeździć obok. Uczył nas oczywiście WFista. I nakazał wszystkim wykonywać ruchy takie jak na hokejówkach. Skończyło się na paru upadkach ze strony figurówek, bo jak wiadomo- tam do odpychania się służą ząbki.

Reszta zajęć wyglądała tak, że jeździliśmy lub próbowaliśmy (zależnie od umiejętności) jeździć w kółko tafli. A na koniec nauczyciel oznajmił nam, że na zaliczenie zajęć na lodowisku trzeba będzie umieć przejechać kawałek na jednej nodze. Miał być to wstęp do przekładanki podobno.

Wspomniałam już o zgodach-wraz ze zgodą na uczestniczenie w tych zajęciach przy opłacie w wysokości 10 zł, była zgoda na trzymanie łyżew w szkole i UDOSTĘPNIANIE ich innym uczniom. Moi rodzice mieli szczerze mówiąc gdzieś udostępnienie, bo łyżwy stare jak świat, ale Ci, którzy mieli już coś nowszego podnieśli bunt.

I tak po dwóch wyjściach łyżwy się zakończyły. Patrząc na to jak miały wyglądać te zajęcia- na szczęście.

łyzwy w szkole

Skomentuj (21) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 103 (129)
Jeśli już w temacie oddawania rzeczy za darmo jesteśmy, to dorzucę swoje trzy grosze.

Jakiś czas temu robiłam porządek w szafie i znalazłam starego laptopa. Nie był on laptopem sprawnym w 100%, ale zdecydowałam się wystawić go na olx za 10 zł albo czekoladę oreo z milki. W ogłoszeniu ujęłam, że w laptopie bateria działa jak chce (to znaczy, że raz uda się ją naładować, a raz trzeba cały czas być podłączonym do zasilania) i że już "muli", jednak do przeglądania sieci na spokojnie się nadaje. Napisałam również, że chodzą na nim gry z okolic lat 2000, które nie mają dużych wymagań, bo sam laptop miał i5U. Ale w końcu czego spodziewać się po Samsungu z 2012 roku ;)

I cóż, kupiec trafił się bardzo szybko, lecz do transakcji nigdy nie doszło, bo "zawsze coś, zawsze ktoś". Potem napisała do mnie kobieta, że weźmie go dla synka. Uprzedziłam ją, że jeśli chodzi o dziecko,, ten laptop może mu nie odpalić nowszych gier. Kobieta napisała, że jej syn i tak dużo nie gra, a więc go weźmie. Transakcja dokonana.

I tu mogłaby się zakończyć historia, lecz po 3 dniach otrzymałam telefon od zbulwersowanej matki, że laptop to syf, kiła i w ogóle masakra. Dlaczego? Bo jej syn chciał odpalić na tym komputerze Wiedźmina 3 i cóż, nie odpalił się. Dosłownie parsknęłam śmiechem. Jeszcze raz powiedziałam kobiecie, że to jest laptop stary jak świat i gra taka jak Wiedźmin, która już potrzebuje lepszego sprzętu, na nim nie pójdzie. Chyba, że mówimy tylko o 1 części serii. Kobieta chciała oddania pieniędzy. Zgodziłam się, mimo że w teorii kobieta miała świadomość co kupuje za tę 10.

Przyjechała z synem, ale bez laptopa. Pytam się więc, gdzie laptop. Co na to kobieta? Że w ramach rekompensaty za to, że traciła paliwo, ona zabiera pieniądze i zatrzymuje laptopa. To powiedziałam jej, że jak przywiezie laptopa to będą pieniądze. To kobieta zagrała inaczej. Że mam jej wymienić laptopa na jakiegoś innego. Już lecę pędzę. Dla śmiechu spytałam się chłopca jakiego laptopa chce. To ten zaczął wymieniać, że musi być 1080, a najlepiej to żeby cały laptop był od MSI gamingowy. To mówię do mamuśki, że mogę takiego laptopa jej załatwić. Mamuśka już szczęśliwa, ale mina jej zrzedła, gdy powiedziałam, że na laptopy gamingowe to trzeba w okolicy 4-5k wydać. Wyzwała mnie od wariatek, że tyle pieniędzy na komputer dawać nie będzie. Zabrała syna i już na szczęście więcej się nie pokazała.

A myślałam, że kwota minimalna wytępi takie osoby.

mamuśka vs komputer

Skomentuj (50) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 136 (142)

1