Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#87197

~wyrodnamatka ·
| Do ulubionych
Piekielne mamuśki w natarciu.

Bynajmniej nie będę pisać o maDkach, roszczeniowych Karynach czy patusach płodzących dzieci dla 500+. Nie.

Mam dwójkę dzieci, chłopców, 3 i 5 lat. Staramy się z mężem wychowywać ich powiedzmy rozsądnie, kierując się zasadą złotego środka, bo przesada w żadną stronę nie jest dobra. Nauczyłam się już puszczać mimo uszu uwagi stetryczałych ciotek, że jak chłopcy mają swoje fochy to trzeba przyrżnąć pasem w tyłek albo że jak dziecko dłubie w talerzu i nie pochłania wszystkiego co mu się podstawi pod nos to na pewno jest chore. Bardziej denerwuje mnie czasem postawa kobiet z mojego pokolenia, którym się wydaje, że wszystkie rozumy pozjadały. Po kolei

1. Telefon, tablet, komputer

Moje dzieci wiedzą co to za sprzęty i do czego służą. Dostaną czasem do ręki, ale wiedzą, że to nie są zabawki, tylko sprzęty dla dorosłych, z których mogą korzystać pod naszym nadzorem, na ogół 15-20 min dziennie. Jak mają coś oglądać, to tylko ze mną lub z mężem, my wybieramy, my określamy jak długo. Gier nie znają, bo i my w nic nie gramy.

Od koleżanki, mamy kolegi starszego syna z przedszkola, usłyszałam, że jestem nieodpowiedzialna, bo dzieci dostają od tego raka mózgu, tracą kreatywność, zainteresowanie światem i ona jej dziecko nawet nie wie, czym jest komórka i się nie dowie co najmniej 12 roku życia.

Z forów internetowych - rodzice, którzy pokazują dzieciom te sprzęty w ogóle się nimi nie interesują, dają do ręki, żeby mieć spokój. Każda z kobiet wypowiadających się w tym tonie podkreśla, że ona oczywiście nigdy dziecku telefonu, tableta czy laptopa nie pokazuje, bo kocha swoje dziecko i woli kreatywnie spędzić z nim czas.

Jak się takiej zapytasz, jak kreatywnie spędza czas z dzieckiem to nigdy nie dostajesz odpowiedzi, poza ogólnikami typu "można inaczej spędzać czas niż z telefonem, szkoda, że sobie tego nie wyobrażasz!" Do tego jak się odezwiesz i powiesz, że przecież to, że dziecko jest z technologią zaznajomione nie oznacza, że zajmuje się tylko tym i chyba nie jest tak źle, bo większość rodziców nie pozwala dzieciom na dłuższe korzystanie z telefonu to zostaniesz zakrzyczana, że właśnie, że większość rodziców pozwala dzieciom tak spędzać całe dnie.

Oczywiście, wszystkie te panie przypadkowo należą do chlubnej mniejszości. Nie znają w sumie też nikogo, kto należy do tej okropnej większości, ale przecież tak jest!!!

2. Telewizor

Tak, moje dzieci mogą też oglądać telewizor. Oczywiście w granicach rozsądku. W tygodniu może co drugi dzień ok. 30 min, w sobotę trochę ich rozpieszczamy, ok.1-2h. W niedzielę jeździmy do dziadków z jednej lub drugiej strony więc w ogóle nie.

No i znowu, dzieciata znajoma chwali się, że jej dziecko w ogóle nie ogląda telewizji. Bo ona woli wyjść z nim na spacer. Fajnie, tylko doba ma 24 godziny i spokojnie można ogarnąć jedno i drugie, na co zwróciłam jej uwagę. Nieee, bo ona chodzi na takie długie spacery, a nie to co ja. No to pytam - długie czyli ile? Bo na placu zabaw widzę ją tak maksymalnie godzinę. Zrobiła głupią minę i stwierdziła:

- No, ale musimy jeszcze przyjść i wrócić to na pewno z 1,5h wychodzi!

Tak dla jasności - jak ja wychodzę z chłopakami na dwór to tak, żeby się wyszaleli. Wybiegali, wybawili, wybrudzili. Delikatnie to ujmując nie wierzę, aby im się to udało w godzinę ;)

3. Sterylność

Wiecie, ja wiem, że każdy się boi o swoje dziecko. Aż mi jest trochę tych dzieciaków żal, jak widzę, że na placu zabaw niczego im nie wolno, bo mają śliczne, nowe białe spodenki i się pobrudzą. Wejść na jakiś sprzęt? Nie, bo spadniesz! Huśtawka? Nie, bo spadniesz! Odejść na dalej niż metr od mamusi? Nie, bo się przewrócisz. Podnieść coś z ziemi? A fuj! I ja tu mówię o dzieciakach starszych niż moje.

Nie raz, nie dwa byłam pod ostrzałem pytań typu: "No co ty, tak go puszczasz? A jak mu się coś stanie?" No to się stanie. Ale ja w przeciwieństwie do przewrażliwionych mamusiek chodzę za chłopakami, asekuruję i pomagam, gdzie trzeba. Ale łatwiej usiąść na ławce, posadzić dzieciaka koło siebie i chwalić się, że codziennie zaliczają spacer.

Podobnie podejście do zwierząt - absolutnie żadnego kontaktu, bo się alergii nabawi. Nie mamy póki co zwierząt, bo w gryzonie się nie chcemy bawić, a dzieciaki są za małe na psa. Ale dziadkowie z obu stron mają psy, dzieci je uwielbiają, uczymy obchodzić się odpowiednio ze innymi stworzonkami. Mogą głaskać, zachęcać do zabawy (psy akurat w wieku dziadkowym, więc średnio chętne)

No i zarówno od znajomych mamusiek, jak i z forów internetowych dowiedziałam się, że raz, że moje dzieci to na 100% będą miały alergie, a dwa, że jestem chora, bo przecież każdy pies to zabójca, który rzuca się na dziecko i przegryza mu gardło, więc trzeba trzymać z dala najlepiej do osiemnastki.

4. Kontakty z innymi dziećmi

Ja swoim dzieciom pozwalam na luzie zaczepiać inne dzieci na placu zabaw. Oczywiście chodzi mi o zaczepianie w formie zagadywania, dzielenia się zabawkami i wspólnej zabawy, a nie szarpania, bicia czy wyzywania. Nie widzę powodu, aby za każdym razem, gdy synowie "zakumplują się" z dzieckiem w piaskownicy lecieć do rodzica i pytać czy mogą się razem pobawić.

Ot, patrzeć, kontrolować, sprawdzać, czy wszyscy w tej zabawie czują się ok i nie dochodzi do jakichś nieprzyjemności. Raz już zebrałam za to opieprz. W piaskownicy bawił się jakiś chłopiec, chłopcy podeszli do niego, starszy, bardziej rozgadany zapytał czy chce się razem z nimi pobawić i zobaczyć nasze zabawki. Chłopiec nie odpowiedział, więc mały zapytał jeszcze raz. Na to do piaskownicy wpadła pani matka, zaczęła drzeć dziób na moje dziecko, więc wkroczyłam do akcji. No to wydarła dziób na mnie, że chyba widać, że jej syn się bawi, dlaczego ja wpuszczam swoje dzieci do piaskownicy, jej syn ma autyzm i nie chce się z nikim bawić, więc moje "gnojki" mają go zostawić w spokoju.

Opisałam tę sytuację na jednej z twarzoksiążkowych grup i okazało się, że pani miała rację, bo dzieciom trzeba ostrożnie dobierać kolegów, poza tym wiele dzieci ma zaburzenia rozwojowe i nie mogą się bawić z innymi, a poza tym dać dzieciom się tak po prostu ze sobą bawić jest nieodpowiedzialne, bo mogą się nie polubić i dojdzie do nieszczęścia (może pogryzą się jak psy bez smyczy? No nie wiem).

Żeby było jasne, sytuacja sprzed czasów, gdy "korona" stała się słowem roku 2020.

5. Jedzenie

Moje dzieci jedzą wszystko. Na co dzień jemy raczej zdrowo, gotuję codziennie ze świeżych warzyw, dobrej jakości mięsa lub ryb, nie za tłusto.

Ale chłopcy znają też słodycze, chipsy (no możesz raczej głupki), owoce, różne zbożowe przekąski. Obiady, które gotuję doprawiam lekko, my z mężem dosalamy sobie na talerzu. Oczywiście, też wszystko robię źle. Dzieciom trzeba gotować osobno. Jak zapytałam takiej jednej mamusi na forum, dlaczego i czy jest jakaś lista produktów zakazanych dla dzieci w tym wieku to odpisała, że trzeba osobno i aż strach, że osoba, która tego nie wie, ma dzieci.

Oczywiście, wszystko co dziecko spożywa musi być organiczne, bezglutenowe, bez laktozy, bez soli, bez cukru, bez konserwantów. Parówką to można dziecko co najwyżej zabić. A zamiast ciastka to już mu lepiej od razu wsadzić arszenik do buzi, zaoszczędzisz cierpienia, otyłości, cukrzycy i raka żołądka.

Nie wiem, może faktycznie jestem złą matką i podświadomie nienawidzę swoich dzieci, a może to te panie po prostu mają pier...olca. Póki co zostaję przy swoim.

matki i dzieci

Skomentuj (33) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 169 (199)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…