Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#87214

~demencja ·
| Do ulubionych
Krótka historia o mojej szczerości, która dla części ludzi z mojego otoczenia wydaje się piekielna. Otóż, uzgodniłam z rodzicami, że gdy przestaną być samodzielni albo zatrudnię do nich opiekunkę (jeśli będzie mnie stać) albo znajdę im ośrodek blisko mojego aktualnego miejsca zamieszkania.

Dla ludzi jest to egoistyczne zachowanie. Według większości w przypadku gdy moi rodzice staną się niesamodzielni, miałabym rzucić wszystko i się nimi opiekować. Tyle, że są to wygłaszane opinie przez osoby, które nie miały doświadczenia z osobą chorą na demencję lub alzheimera.

Moja mama opiekowała się swoją matką, a moją babcią. Na szczęście pomagała jej w tym siostra oraz bratowa. Miały ustalone dyżury. Każda po tydzień. Wszystkie pracowały od 7-15, a więc w tych godzinach przychodził opiekun. Babcia bardzo się z nim zaprzyjaźniła, a wręcz w nim zakochała, więc bez problemu można było ją z nim zostawić. Gorzej, gdy Pan Jarek brał wolne i na zastępstwo przychodziła kobieta. Babcia nie chciała jeść, nie chciała się przebrać ani umyć. Bo nie było Pana Jarka.

I tym sposobem opieka nad babcią spadała na cztery osoby. Co nie oznaczało, że mama miała luz. Nie mieliśmy warunków mieszkaniowych aby zabrać babcię do siebie, a dodatkowo psycholog zalecił nam pozostawienie jej w znanym środowisku, gdy choroba zaczęła się pogłębiać.
Na początku choroby, gdy babcia się zapominała, trzeba było jej po prostu pomagać w zakupach, sprzątaniu, gotowaniu. Sama jednak jadła i się myła. Potem zapomniała jak się płaci, a parę razy sama poszła po rzeczy pierwszej potrzeby jak np. bułki, bo zapomniała, że ma je w chlebaku (na szczęście nasza miejscowość była mała i każdy jej pomógł bez oszustw). Potem padło sprzątanie i gotowanie.
W końcu babcia zapomniała jak jeść stały pokarm. Trzeba było każde danie przerabiać jej na papkę i karmić. Potem zaczęła bać się wychodzenia na dwór, gdy wcześniej bez problemu mogłam ją zabrać na spacer. Tabletki już nie pomagały. Widzieliśmy, że jest z nią coraz gorzej. Ale według mamy, jej bratowej oraz cioci, babci nie można było oddać do domu opieki, bo co ludzie powiedzą.

I tym sposobem dyżur mojej mamy wyglądał tak, że zjadła to co ugotowałam, leciała do babci. Gotowała jej, ubierała, dawała obiad i kolację oraz leki. Raz w tygodniu zgadywały się we dwie, aby ją wykąpać, bo babcia utyła do 70 kg i moja mama, mająca 150 cm wzrostu i 60 kg wagi nie była w stanie jej umyć w prawidłowy sposób. Ja znalazłam w Internecie porady jak nie pogłębiać tego stanu, próbowałam zmusić babcię do ćwiczeń. Nie pomagało, bo choroba zaczęła rozpędzać się jak pociąg.

Potem przyszedł grom - Pan Jarek będzie przeniesiony i nie będzie mógł zajmować się babcią. Dostała nową opiekunkę, której jednak nie polubiła i gdy wcześniej z Panem Jarkiem potrafiła zjeść talerz zupy i drugie danie, tak teraz zjadała pół talerza. Mama biegała, gotowała, babcia zaczynała chudnąć. Gdy wpadał dyżur mojej mamy w domu była tylko na sen. W ostatnich miesiącach życia babci widziałam, że męczy się i ona i cała nasza rodzina.
Babcia już prawie przestała mówić. Nie jadła, piła tylko słodkie, co przy jej cukrzycy nie było wskazane. Ale stwierdziliśmy, że trudno. Lepiej jakby miała zapaść w śpiączkę niż umierać z głodu, bo organizm nie domagał się normalnego jedzenia. Babcia już nie kontaktowała, jedyne co ją poruszało to jej kot. I gdy w końcu babcia odeszła, poczuliśmy ulgę, bo skończyło się jej cierpienie i nasze.

Mama wróciła do domu, gdzie miała małżeństwo na włosku, bo opieka nad babcią w ostatnich miesiącach jej życia wymagała tego, że dyżury, dyżurami, ale i tak biegła pomóc albo bratowej albo siostrze, bo babcia była już leżąca. Ojciec, mimo że rozumiał, miał już dość. Sam przy babci nie pomagał, bo babcia się go krępowała, bo był mężem córki i go wyganiała (coś jej się zakodowało, że nie powinna tak się przed nim prezentować jako matka jego ukochanej). Żonę widział dwie godzinny dziennie, gdy szła się myć i spać. Odpadły nam rodzinne przyjemności takie jak wyjazdy na rower, na spacery do lasu. Ja starałam się mamie pomóc, bo kochałam babcię i smutno było mi jak obserwowałam jej stan. Ale też nie mogłam robić tego codziennie, bo wyjechałam na studia. W weekendy odwiedzałam babcię i robiłam co w mojej mocy, aby ulżyć mamie i ciotkom. Sama czasem przejmowałam nad nią opiekę. Mnie pomagało to, że była za mną stęskniona i w miarę się słuchała. Ale i tak było to męczące.

I stwierdziłam z rodzicami, że ja nie dam rady się nimi opiekować samodzielnie. Jestem jedynaczką, pracuję od 8:30 do 16:30, moje aktualne mieszkanie to sypialnia i pokój z aneksem oraz ogródek. Rodzice mieszkają 200 km dalej i w mieszkaniu tylko o 5m2 większym niż moje obecne mieszkanie. Opieka nad chorym wykończy psychicznie, fizycznie. I oni i ja jesteśmy tego świadomi, bo sami to przeżyliśmy.

Niestety w mentalności wielu osób ja jestem tą złą córką, która już teraz zapowiada, że wypnie się na rodziców, zgarnie ich hajs, a samych umieści w domu opieki, gdzie zgniją, a ja będę się cieszyła spadkiem. Chciałabym aby społeczeństwo zrozumiało jak ciężkie jest takie życie albo sami zaoferowali się do pomocy przy takich osobach, aby ktoś mógł też odpocząć, nabrać sił do dalszej walki z chorobą jego bliskich. Niestety, w większości ludzie potrafią tylko krzyczeć...

demencja alzheimer opieka

Skomentuj (35) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 207 (219)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…