Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#87537

(PW) ·
| Do ulubionych
Opowiem wam dzisiaj o kilku piekielnościach związanych z moją alergią.

Garść faktów: od dziecka mam uczulenie na orzechy, mak, sezam i inne ziarna. Nie doświadczam silnych reakcji alergicznych - od zjedzenia połowy orzeszka czy ziarnka maku nic mi nie będzie, natomiast w dużych ilościach pojawia się uczucie dyskomfortu w ustach, obrzęk krtani, a co za tym idzie - trudności z oddychaniem. Generalnie nic przyjemnego. Nie byłam nigdy w stanie zagrażającym życiu - i mam nadzieję, że tak zostanie - więc myślę, że mój przypadek nie jest jeszcze aż tak beznadziejny.
Pierwszych piekielności doświadczałam już w przedszkolu. Mimo tego, że kadra była poinformowana, że pewnych rzeczy nie mogę jeść, zdarzało się, że zapominano o tym, więc otrzymywałam posiłek, który mógłby mi zaszkodzić. Często próbowano zmusić mnie do jedzenia (bo przecież od bułki z sezamem nic mi nie będzie!), czego oczywiście nie zrobiłam, więc za karę niekiedy chodziłam głodna.

W liceum mój ówczesny chłopak zaprosił mnie na obiad do rodziców. Wcześniej dałam mu znać, czego nie mogę jeść. Jego matka na deser przygotowała ciasto z orzechami laskowymi i była bardzo zawiedziona, że jednak go nie spróbuję. Jej komentarz? "Co to za moda, te wszystkie alergie? Gluten, laktoza, orzechy..." No nie wiem. Co jest fajnego w alergii na orzechy?
Restauracje. Temat rzeka, nie zliczę, ile piekielności mnie w nich spotkało. Opiszę może trzy dość ciekawe sytuacje:

1. Poszliśmy ze znajomymi na burgery. Dziesięć razy dopytywałam kelnerkę, czy na pewno mają bułki bez sezamu. ,,Tak, tak, mamy bułki bez sezamu". Dwadzieścia minut później dostałam burgera z bułką... z sezamem. Mówię:
- Przepraszam, ale ja zamawiałam bułkę bez sezamu.
Kelnerka próbowała się ze mną wykłócać, że wcale nie. Po jałowej dyskusji pyta:
- A z sezamem nie może być?
- Nie, proszę pani, mam alergię na sezam.
Żadnego przepraszam, tylko westchnięcie. Z fochem zabrała talerz. Za chwilę wróciła z bułką, na której gołym okiem widać było zeskrobany nożem sezam. No hit. Po prostu hit. Po moim pytaniu, dlaczego tak się stało, usłyszałam, cytuję:
- Chciała pani bułkę bez sezamu, to proszę.
Byłam głodna, nie chciało mi się kłócić. Zjadłam, przeżyłam. Przy rozliczeniu rachunku kelnerka pokusiła się na kilka drobnych uszczypliwości w stosunku do mnie - ,,teraz to każdy na coś uczulony'', ,,wymyślają, a ty człowieku lataj w tę i z powrotem z tym talerzem, bo co, kelnerem to można pomiatać'', więc postanowiłam napisać na facebookowym profilu knajpy negatywną opinię. Opisałam sytuację bez emocji, po prostu tak, jak było - spodziewałam się przeprosin, czy coś... jednak otrzymałam odpowiedź od właściciela, że gdyby mieli spełniać "nierealne zachcianki" niektórych klientów, to przygotowywanie jednego burgera zajmowałoby im pół dnia. I jeszcze zdanie, że zawsze można kupić burgera w Biedronce i zrobić samemu w domu. Aha.

2. Zamówiliśmy z chłopakiem jedzenie do domu. Przez telefon wyjaśniłam pani przyjmującej zamówienie, że poproszę o zmianę sosu z orzechowego na inny. Dla powagi sytuacji dodałam, że mam alergię na orzechy. Jak się domyślacie, otrzymałam moje danie z sosem orzechowym - niestety, sos był wszędzie, nie dało się go zeskrobać. Zadzwoniłam do restauracji i wyjaśniłam, co się stało, poprosiłam też o dosłanie nowego dania (wszystko bardzo spokojnie). Odpowiedź była następująca:
- Niestety, nie wyślemy pani nowego zamówienia. Wie pani, ile osób zamawia coś, a później dzwoni i wyskakuje z jakimiś alergiami, żeby dostać kolejną, darmową porcję?
- Ale ja bardzo chętnie zwrócę państwu to, co dostałam. Nie mogę przecież tego zjeść.
- Hm... tak możemy zrobić, ale za dowóz i nowe danie i tak będzie pani musiała zapłacić.
No nie, nie skorzystałam.

3. I na koniec smaczek. Tu było w sumie bardziej śmiesznie, niż piekielnie:) Któregoś lata poszłam do dość znanej i drogiej lodziarni, gdzie zamówiłam deser lodowy. Trzy porcje lodów, polewa, posypka czekoladowa - wszystko super. Po kilkunastu minutach dostaję swój deser z posypką z orzechów. Wywiązał się taki dialog między mną a kelnerem:
- Przepraszam, ale tutaj miała być posypka czekoladowa.
- A... bo wie pani, skończyła się, niestety.
- Rozumiem, ale ja poproszę jednak lody bez orzechów, mam na nie alergię.
- Ale to nie są orzechy.
- A co?
- To są fistaszki.
W tym momencie naprawdę nie wiedziałam, co mam powiedzieć.

[EDIT: w komentarzach zwróciliście uwagę, że fistaszki jednak nie są orzechami. Tutaj wyszło moje niedoinformowanie, także dziękuję za wyprowadzenie mnie z błędu. Ale nie zmienia to faktu, że kelner powinien mnie najpierw poinformować, że posypki czekoladowej już nie ma i zaproponować posypanie czymś innym, a nie zrobić to bez mojej zgody. Mniej rozgarnięty alergik mógłby nie zauważyć fistaszków i deser lodowy mógł być jego ostatnim posiłkiem.

Wiem, że może i panuje moda na alergię na gluten czy laktozę i niektórzy ludzie wydziwiają w restauracjach. Nie pochwalam tego. Ale spełnienie prośby o bułkę bez sezamu czy zamianę sosu nie wydaje mi się czymś graniczącym z cudem. Rozumiem, że w restauracjach często bywa duży ruch i można coś pomylić w zamówieniu - ale czy nie prościej byłoby po prostu przeprosić i przygotować danie od nowa zamiast się wykłócać i szargać opinię swojemu lokalowi? Jak wspominałam wyżej, mój przypadek nie jest jeszcze aż tak beznadziejny, ale pomyślcie, co by się stało, gdyby osoba posiadająca bardzo silną alergię znalazła się w stanie zagrażającym życiu przez niedbalstwo kelnera bądź kucharza. Bo takie rzeczy jak posypka czy polewa są widoczne, ale co będzie, jeśli alergen znajdzie się w środku i dowiemy się o tym dopiero, kiedy zaczniemy się dusić?

gastronomia restauracje

Skomentuj (89) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 145 (155)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…