Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#87545

~Cos ·
| Do ulubionych
Moja żona. Kobieta mądra, świetnie wykształcona, z masą zainteresowań. Czemu więc piekielna? No nie ona, tylko te zainteresowania właśnie sprawiły, że życie z nią jest bardzo utrudnione. Z jakiego powodu? Apokalipsy, armagedonu, wielkiego resetu itd.

Moja ślubna interesuje się kosmosem. Wiem, szeroko zakrojone określenie, ale ją zajmuje wszystko. Od powstania przez procesy jakie w nim zachodzą, aż do tego jak go zmienia człowiek. Nie chcę w temat wchodzić głębiej, bo jestem kompletnym laikiem i mnie to nigdy nie interesowało. Zaczęło się niewinnie. Od asteroidy. Jest ich mnóstwo. Niektóre mogą, ale nie muszą stać się zagrożeniem dla planety. Niestety jakaś miała się znaleźć przed Bożym Narodzeniem blisko Ziemi. Żona dużo o tym czytała i mądry internet zaczął jej sugerować jakie artykuły mogą być w kręgu zainteresowań. Widzicie do czego zmierzam?

Żeby nie przedłużać. Moja ukochana zaczęła przejawiać stany lękowe. Przeczytała gdzieś, że w 2024 nastąpi coś co nazwano wielkim resetem. Czyli zmiecie naszą cywilizację. Podobno powtarza się cyklicznie co paręset lat i jest udowodnione. Podobno ma coś wspólnego ze zmianą biegunów. A na dodatek, jakiś inny oświecony stwierdził, że złamał kod Biblii i w marcu 2021 zacznie się biblijna apokalipsa, a skończy się właśnie w tym nieszczęsnym 2024... Wiem sporo. W końcu słyszę o tym kilka razy dziennie.

Nie mogę jej przetłumaczyć, że jesteśmy bezpieczni. Przeżyliśmy tyle końców świata. No nie umiem. Sam zacząłem o tym czytać i dawać jej kontrargumenty, szukam źródeł, podsuwam wypowiedzi naukowców, ale wpadła w jakiś stupor. Ja nazywam to stanem „a jeśli”.
-„A jeśli to prawda? A jeśli naukowcy kłamią, że nic nam grozi?”.

Wyczytała gdzieś, że w niektórych krajach jakieś tunele budują czy coś. Przecież nie bez powodu prawda?
I teraz. To nie jest tak, że ja się z żony śmieję. Małżonka też widzi, co się z nią dzieje. Umówiła się do psychologa, ale termin jest dopiero w połowie stycznia. Bardzo mało je i widocznie schudła z tego stresu, a karmi dziecko. Wiem, że nie śpi po nocach. Płacze, że nasze dzieci zostały sprowadzone na świat, który się kończy i nie może ich ochronić.

Rozmawiam z nią, tłumaczę ponieważ rozmowa o tym czego się boi na krótko pomaga. Ten temat jednak mnie już męczy i widzę sam, jaki złośliwy czasem jestem. Wałkujemy koniec świata od tygodni, a ona coraz bardziej się nakręca. Wkurzam się, bo nie umiem jej pomóc. Doszło do tego, że ona te lęki w sobie tłumi i odmawia rozmowy żeby nas nie denerwować. Nie wiem skąd to się wzięło, bo nigdy nie miała ani stanów lękowych ani żadnych epizodów depresyjnych. Jesteśmy ze sobą od 15 lat więc coś bym zauważył.
Zawsze podchodziła do wszelkich spraw bardzo logicznie i zdroworozsądkowo.

Dlaczego piszę to tutaj? Ślubna wstydzi się tego co się z nią dzieje. Nasza rodzina by to po prostu wyśmiała. Obiecałem nikomu nie mówić. Tyle, że ja też muszę się wygadać.

Czytam piekielnych od dawna i wiem, że paru mądrych ludzi tu siedzi. Mnie pomysłów brakuje, ale może ktoś z Was wpadnie na jakiś przekonujący argument lub zna jakieś sensowne źródło informacji. Proszę o pomoc zanim mi się małżonka wykończy.

Skomentuj (44) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 115 (125)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…