Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#88606

~wspomnienczar ·
| Do ulubionych
Dzień dobry, drodzy Piekielni.

Pojawiają się tu czasem historie o dzieciach i młodzieży, a pod nimi komentarze, że znakiem naszych czasów jest skrajne rozpieszczenie dzieci, które prowadzi do ich roszczeniowości i agresji. W związku z czym przypominają mi się historie z moich czasów szkolnych, kiedy to podobno dzieci były cudowne, grzeczne i szanujące dorosłych. Moje czasy szkolne przypadają na całe lata 90. i początek lat 00. - tak dla wyjaśnienia. Chodziłam do szkoły w mieście wojewódzkim, osiedle normalne - żadna dzielnica patologiczna.

1. Druga lub trzecia klasa podstawówki. Miałam w klasie oczywiście kilku gagatków, kilkoro z rodzin dysfunkcyjnych, kilkoro z "normalnych" rodzin. Ci z rodzin patologicznych byli owszem, niegrzeczni, słabo się uczyli. Ci z rodzin "normalnych" byli rozwrzeszczani, pewni siebie i bezczelni.

Jednym z takich dzieci był powiedzmy Michał. Michał często wyzywał inne dzieci, zabierał zabawki, jedzenie, wszczynał bójki. Raz, zupełnie bez powodu, podszedł do grupy dziewcząt, w której byłam też ja. Zaczął nas popychać, kopać i szarpać. Zerwał mi z nadgarstka zegarek (taki na gumce) i uszkodził. Nauczycielka zaalarmowana naszymi krzykami usiłowana wszystko zbagatelizować. Ja jednak musiałam jakoś wytłumaczyć rodzicom zniszczony zegarek, więc powiedziałam prawdę.

Doszło w szkole do spotkania najpierw z nauczycielką, która powiedziała, że ona nic nie widziała, Michałek jest ogólnie grzeczny i ona sobie nie wyobraża, aby zrobił coś takiego. Później u dyrektorki moi rodzice spotkali się z rodzicami Michała, domagali się zwrotu kosztów zegarka i przeprosin. Dyrektorka powiedziała, że ona nie rozumie, czemu moi rodzice chcieli się spotkać w szkole, przecież to sprawa między naszymi rodzinami i szkoła nie ma z tym nic wspólnego.

Rodzice Michała zaś wyśmiali moich rodziców, najpierw idąc w zaparte, że Michałek to grzeczny chłopczyk, oni nie mają żadnych sygnałów, że jest agresywny czy niegrzeczny, a zegarek to sobie sama zniszczyłam. Po tej zauważyłam, że nauczyciele po prostu udawali, że nie widzą agresywnych zachowań Michała, nawet gdy to ewidentnie on był agresorem próbowali wmawiać, że może ktoś go sprowokował. Do dziś nie potrafię sobie tego wytłumaczyć.

2. Bodajże siódma klasa. Mieliśmy bardzo surowego nauczyciela historii. Większość uczniów go nie lubiła, ale szanowała. Była jednak grupka chłopców, która robiła cyrk na lekcji, z czasem każda lekcja historii była szarpaniną słowną między chłopakami a nauczycielem. Chłopaki byli co i rusz wysyłani do dyrektorki, wracali po kilku minutach i jazda zaczynała się od nowa.

Na którymś zebraniu rodziców ktoś podniósł ten temat, mówiąc, że traci na tym cała klasa, bo te lekcje nie mają żadnej wartości dydaktycznej. Rodzice chłopaków podnieśli raban, że to wina nauczyciela, bo on nie ma podejścia do ich dzieci i zaczęli domagać się zmiany nauczyciela. I dopięli swego... Dostaliśmy cichutką panią, która pozwalała się na lekcji zakrzyczeć przez chłopaków i całe lekcje sprowadzały się do czytania podręcznika, a pani gapiła się w sufit.

3. Liceum.

Poszłam do przeciętnego ogólniaka, szkoła jak szkoła. Tu już nie było żadnych "patusów" - przynajmniej w klasycznym znaczeniu tego słowa.

W drugiej klasie, na zastępstwo za nauczycielkę matematyki na zwolnieniu chorobowym, przyszła starsza pani. Od razu zyskała sobie antypatię całej klasy, gdyż była wymagająca. Szybko lekcje przekształciły się w jeden wielki chaos. Pod koniec roku szkolnego okazało się, że kilka osób jest zagrożonych - w tym klasowa gwiazda. Gwiazda ta zwyzywała nauczycielkę na lekcji od kretynek i idiotek i zapowiedziała, że "jeszcze się może zdziwić".

Dzień później samochód nauczycielki został oblany farbą. Oczywiście nikt nic nie widział... Do tego rodzice oburzeni tym, że tyle uczniów jest zagrożonych domagali się spotkania z nauczycielką na zebraniu. Zarzucono jej, że uwzięła się na nielubianych uczniów i specjalnie daje im trudniejsze zadania. Nauczycielka zaproponowała dla zagrożonych uczniów test ostatniej szansy przed poprawką. Rodzice pomarudzili pod nosem, po czym jednak z matek rzuciła "No dobrze, ale niech to będzie taki test, żeby każdy zdał". Tadam!

4. Pobiło się dwóch uczniów. Jeden z nich wyciągnął nóż. Zareagował nauczyciel w-f. Na szczęście akurat on, bo chłopak wcale nie stracił animuszu, gdy pojawił się nauczyciel i usiłował zranić drugiego ucznia. Gdyby nie został bardzo sprawnie obezwładniony, nie wiadomo jakby się skończyło. Wezwana policja, wydalenie ze szkoły. Chłopak podobno w skutek rozprawy sądowej dostał kuratora. Nadal często kręcił się w okolicach szkoły i chwalił się, że koło tyłka mu to lata i do szkoły, do której teraz chodzi nadal nosi nóż.

5. Klasa maturalna - niestety, zmieniono nam nauczycielkę języka polskiego na kilka miesięcy przed maturą. Kobieta bardzo się starała, jednak nie przypasowała klasowej "elicie", która otwarcie dawała jej do zrozumienia, że jej nie lubi i nie słucha. Tu jednak reszta klasy protestowała i uciszała tych przeszkadzających, bo po prostu chcieliśmy się czegoś nauczyć.

Jedna z dziewczyn zwróciła się bezpośrednio do tej grupy uczniów, mówiąc, że jeśli nie chcą się niczego nauczyć, to niech wyjdą i dadzą słuchać innym. O dziwo, zamknęli się. Dziewczynie następnego dnia "nieznany sprawca" włamał się do szkolnej szafki i zniszczył, wszystko, co w niej miała...

szkola

Skomentuj (12) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 186 (200)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…