Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#88749

~brzoskwinia2 ·
| Do ulubionych
Historia trochę śmieszna i trochę smutna, pokazująca mentalność niektórych ludzi.

Moja mama lubi zagrabiać podwórko. Z suchych liści i jakichkolwiek innych patyczków czy słomek. Mama ma też kury, ale te są ogrodzone, by właśnie na trawniczku niespodzianek nie było. Myślę, że o mojej mamie można powiedzieć to co o Maryli Cuthbert - że swoje podwórko zamiata równie często jak dom.
Ja aż tak grabi nie kocham, ale bałaganu na ziemi nie znoszę. Dlatego ciężko mi się czasem żyje w mieście, bo w rodzinnej wsi, owszem, czasem podwórko się zabrudziło, ale zaraz się je sprzątało. W mieście za oknem miałam widok, na leżące pod blokiem "małpki", resztki jedzenia, psie kupy, śmieci...

Akcja właściwa rozegrała się jesienią w roku, w którym wspólnota mieszkaniowa zrobiła termomodernizację budynku.
Firma budowlana sprzątnęła niby co do niej należało, ale niestety drobne małe, białe kuleczki rozpierzchły się po okolicy. Z okna kuchni miałam więc widok na osiedlową ulicę pokrytą przy krawężniku grubą papką mokrych liści upstrzonych białymi kropkami styropianu. Wkurzało mnie to estetycznie.

Na zarządcę terenu liczyć nie mogłam, bo zasadniczo nic nie robił i próba zmuszenia go do czegokolwiek to była walka z wiatrakami...- tak mniej więcej działa Zakład Gospodarki Nieruchomościami w jednej z dzielnic Warszawy (mieszkania są własnościowe w tych blokach jak i teren pod nimi, ale wszystko poza należy do miasta i jest to fatalne rozwiązanie jakby ktoś pytał czy sobie właśnie takie lokum znalazł...).

Pewnej soboty postanowiłam więc liście po prostu sprzatnąć. Ręce mi od tego nie odpadną przecież. Wzięłam wielką, niebieską torbę z Ikei, małe grabki, które miałam do swojego ogródka pod oknem salonu, rękawiczki i poszłam liście zagrabić.

Zagrabiam więc sobie i widzę ukradkiem ruszające się w oknach firanki. Aha, to taki szok kulturowy dla miastowych - zrobić coś tak po prostu. Jak to tak? Grabić, mimo, że ta praca do ciebie nie należy? Najlepszy był Pan Byczek, który akurat tamtędy przechodził. Spojrzał i z ironicznym uśmieszkiem zapytał:
- Musi pani nawet w sobotę dorabiać, coo?

Nic mu nie odpowiedziałam, ale wkurzył mnie tym tekstem strasznie. Nie oczekiwałam od nikogo pochwały za to co robię, bo to tylko była moja wola. Jednak w jego słowach było tyle pogardy dla pracującego fizycznie człowieka, że zabolało mnie to. Zabolało mnie to nie jakby osobiście, bo tak zawodowo jestem prawnikiem i nie mam kompleksów, ale w imieniu tych wszystkich, którzy takie prace wykonują na co dzień. Ludzie, co z Wami?

sprzątanie praca fizyczna

Skomentuj (12) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 180 (194)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…