Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#89543

przez (PW) ·
| Do ulubionych
O nielogicznym (i być może piekielnym) zachowaniu moich rodziców.

Historia działa się kilka lat temu. Mieliśmy wtedy kota, a te zwierzaki jak wiadomo lubią sobie połazić po okolicy. Po tym gdy nasz sierściuch wrócił z jednego z takich wypadów zauważona została u niego w okolicy pyska piana. Szybka diagnoza była jedna, jak się domyślacie - wścieklizna. Kot został zaciągnięty do transportera i zamknięty w pomieszczeniu w piwnicy wraz z żarciem i miseczką mleka, żeby "zneutralizować" płynące z niego niebezpieczeństwo i przemyśleć dalsze kroki. Był to moment w którym wszyscy członkowie rodziny zaczęli już się z kotem żegnać, bo wścieklizna w takim stadium jest już nieuleczalna.

W niejasnych okolicznościach kot zdołał zwiać z pomieszczenia na podwórko. Rodzice się o tym dowiedzieli, ale próba złapania wściekłego kota na otwartej przestrzeni nie ma sensu, nawet jakby udało się go schwytać to istnieje szansa że cię taki ugryzie czy podrapie. No właśnie. Cała opisana wyżej sytuacja miała miejsce gdzieś przed południem, więc moja nieświadoma niczego siostra nie wiedziała nic o tej inbie ze wścieklizną, więc jak zobaczyła kotka na podwórku to wzięła go na ręce i chciała go wnieść do domu. Kot ją podrapał przez bluzę do krwi. Jak pisałem wcześniej, wścieklizna jest nieuleczalna, także dla ludzi. Czy rodzice naprawdę nie mogli jej napisać żeby uważała jak będzie wchodzić do domu, bo kot jest chory? Dobrze wiedzieli o tym, że pałęta się gdzieś na zewnątrz, a jednak jej nie ostrzegli. Wystarczyło tylko zadzwonić, przecież w dzisiejszych czasach każdy ma komórkę. Nie widzę żadnego wyraźnego powodu by tego nie zrobić.

Ostatecznie historia miała szczęśliwe zakończenie. Okazało się, że nie było żadnej wścieklizny, a rzekoma piana w okolicach pyska prawdopodobnie była śliną (koty nadmiernie się ślinią, gdy boli je ząb lub jak jedzenie stanie im w gardle), a siostra została podrapana, bo kot zobaczył psa i spanikował. Wszyscy żyją szczęśliwie po dziś dzień.
I z góry uprzedzając ewentualnie pytania - nie, nie mogłem zainterweniować w tej sytuacji, bo studiowałem wtedy w innym mieście, a historię usłyszałem kilka dni później.

Skomentuj (51) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 135 (141)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…