Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#89851

przez ~Piekielnamatka2345 ·
| Do ulubionych
Sama nie wiem już co mam zrobić i chyba piszę tę historię, aby się po prostu wygadać i może uzyskać na całą sytuację inną perspektywę. Jestem na piekielnych, ale często komentarze tu są bardziej merytoryczne, niż to co słyszę w swoim otoczeniu. Z góry przepraszam za literówki, ale telefonowy słownik to loteria.

Urodziłam mojego malucha. Wyszedł trochę szybciej niż to było planowane, ale w mojej rodzinie wcześniactwo i szybkie porody to norma. Dosłownie sama akcją trwała 20 minut, a Młody pojawił się o prawie miesiąc szybciej. Był przez to w inkubatorze (miał problemy z oddychaniem). Nie wiem czy ze stresu czy z braku kontaktu, ale po kilku dniach straciłam pokarm. Na nic wszystkie rady pielęgniarki- w końcu jedna, bardzo doświadczona (30 lat w zawodzie), stwierdziła, że mam się tym nie stresować, bo tak się zdarza i ja na to nic nie poradzę, ani nie jestem gorsza niż inne matki.

Potem wyszłam do domu. Już od znajomych słyszałam, że czemu jem ostre dania, skoro karmię. Wyjaśniłam im, że Młody jest na MM. Pojawiły się sugestie, że to niezdrowo i powinnam go karmić sama. Opisałam całą sytuację, a jedna z dziewczyn znajomego powiedziała, że jakbym się postarała to by mi to mleko wróciło, bo wystarczy że dziecko ssie. Potem że to wina tego wcześniactwa, do którego ja doprowadziłam, bo pracowałam prawie do końca ciąży (praca biurowa, projektowanie, o czym niżej). Jakbym bardziej o siebie dbała, to Młody by wyszedł w terminie, a ja bym karmiła. Na nic wyjaśnienia, że to u nas rodzinne, a ja sama urodziłam się 1,5 miesiąca przed terminem.

Ale przełknęłam sytuację, może dziewczę nieświadome, może trochę w tym mojej winy, bo nie wgłębiałam się w macierzyństwo, gdyż jestem 2 matką wśród znajomych i nie chciałam robić z siebie "madki" tylko zostać sobą (1 rodzice aktualnie są na emigracji, więc realnie jesteśmy jedyni).

Byłam zatrudniona na 3/4 etatu (nieformalnie czas zadaniowy) i przy okazji brałam różne zlecenia z mojej branży. Niektóre współpracę były stałe i nawet w ciąży je robiłam. Niestety na polecenie lekarza zawiesiłam je na czas do końca ciąży i tak jakoś się przeciągnęło, że dopóki nie ogarnęliśmy życia z Młodym, nie podejmowałam współprac. Po 3 miesiącach od narodzin Młodego współpracownicy zaczęli się odzywać, że w sumie mogłabym powoli wracać, bo cenią sobie moją pracę. I tak powoli wracałam, małymi krokami, najpierw na trochę do pracy, potem powoli do zleceń i w końcu stwierdziliśmy z mężem, że chyba to pora zatrudnić nianię do Młodego albo oddać go do żłobka, bo robienie na pół gwizdka nie jest dobre ani dla mnie ani dla moich Klientów, czy współpracowników. Jednocześnie nie wyobrażałam sobie powrotu do bycia jedynie mamą, bo widziałam jak marnieję z dnia na dzień - były dni, że nie miałam siły wstać (podobno to były początki depresji). Dlatego do Młodego zaczęła przychodzić niania gdy miał 7 miesięcy.

I znowu jestem wyrodną matką w oczach rodziny męża i co gorsza, ciotek z mojej strony, bo najpierw dziecka nie karmiłam, teraz daje go "obcej babie" na wychowanie, a sama zajmuje się "pierdołami". Znajomi też trochę krzywo się patrzą, ale mówią że rozumieją naszą decyzję, a w dzisiejszych czasach każde pieniądze się przydadzą. Podobne reakcje były gdy wyszliśmy na rocznicową kolację z mężem, żeby nie stracić siebie i wrócić do początków gdy byliśmy sami, tak dla regeneracji i odejścia od roli rodziców Tomka (bo dla niektórych przestaliśmy być osobami, a staliśmy się mamą i tatą Tomka)

Mam uczucie, że wszyscy wymagają ode mnie zostawienia na boku swoich potrzeb, odcięcia od wszystkich przyjemności i rozwoju zawodowego w imię dziecka. Bo przecież mąż jest w stanie nas utrzymać (i rzeczywiście jest ale tylko na bieżące potrzeby, o oszczędnościach czy wakacjach możemy zapomnieć), a praca jest moją zachcianką, a to jedyne miejsce gdzie jestem Natalią, a nie mamą Tomka.

Może za bardzo się też tym przejmuję, ale boję się, że kiedyś ktoś powie mojemu dziecku że go nie kochaliśmy, bo wybrałam pracę zamiast jego albo że staraliśmy się zachować nasze zdrowe relacje w związku. Albo że zwalą że jest chorowity, bo nie dostał piersi. A ludzie potrafią być wredni.

wychowanie

Skomentuj (40) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 147 (169)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…