Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#90740

przez ~iamthewaitress ·
| Do ulubionych
Od kilku miesięcy pracuję w restauracji w centrum dużego europejskiego miasta. Nie będę podawać jakiego, bo po opisie lokalu łatwo byłoby go namierzyć, a tym samym mnie.
Lokal jest miejscem typowo wieczorowym otwartym od 18 i jest dość luksusowy, nastawiony na klientów biznesowych.

Do lokalu wstęp jest dla osób powyżej 18 lat, a także obowiązuje zakaz wprowadzania zwierząt na cały teren lokalu.
Czasem zdarza się, że jakaś rodzina z dziećmi tu zabłądzi, natomiast najczęściej wystarczy zwrócić im uwagę, że nie jest to miejsce przeznaczone dla nieletnich. Owszem, zdarza się, że rodzice usiłują negocjować, z dwa razy zdarzyło się, że byli nieprzyjemni, ale dużo większy problem dotyczy właścicieli psów.

Żeby było jasne, nikt tu nie ma personalnie problemu ani z dziećmi ani ze zwierzętami. Nie jest to też ukryty burdel czy klub ze striptizem, po prostu klientela chciałaby mieć spokój i móc zachowywać się swobodnie, a poza tym często zapraszani są tu goście z różnych kręgów kulturowych, dla których widok psa w restauracji może być szokiem, a wręcz obrazą.
Powiecie pewnie, że powinni się dostosować do kultury, w której chcą, ale szefostwo wychodzi naprzeciw oczekiwaniom klientów, a ci oczekiwaniom swoich gości, z którymi czasem negocjują milionowe kontrakty.

W każdym razie, od kiedy tu pracuję, co najmniej raz w tygodniu mam sprzeczkę z kimś, kto usiłuje wejść do nas z psem.
W 90% przypadków osoby te reagują agresją i złością na zwrócenie uwagi, że psów do lokalu nie wolno wprowadzać. Padają różne argumenty od "ale on jest grzeczny" po "to jest dyskryminacja, ja was pozwę!" Najbardziej rozczula mnie argumentacja o tym, że pies jest cichy i nikt go nie zauważy, po czym po odmowie usadzenia przy stoliku, właściciel psa zaczyna się wydzierać, a pies razem z nim.

Jedna pani kazała mi wytłumaczyć to jej psu, że nie jest u nas mile widziany. Z powodu niedoskonałej znajomości języka, nie przyszło mi nic innego na myśl, jak powiedzieć, że nie rozmawiam po psiemu, na co pani stwierdziła, że robię sobie z niej żarty i złoży na mnie skargę. Innym razem jakaś para wniosła psa w torebce, a gdy tłumaczyłam pani, że niestety, pies nie ma prawa przebywać w lokalu zaproponowała, że zamknie go w torebce.

Innym razem pani z psem po opuszczaniu w złości lokalu usiłowała nakłonić psa do obsikania nam stolików na zewnątrz.
Nie rozumiem, czy to tak gorąco chęć zjedzenia akurat u nas, w co wątpię, czy raczej czysta złośliwość i chęć wymuszenia swoich racji.

restauracja

Skomentuj (32) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 155 (165)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…