Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#91067

przez ~onnoo ·
| Do ulubionych
Mój mąż i ja mamy braci ulepionych z tej samej gliny.

Na początek o moim bracie, bo historię znam nieco lepiej.
Brat do pewnego momentu w życiu był zupełnie normalny, zawsze dobre oceny, wszyscy mówili, że zdolny i wróżyli mu karierę w jakimś prestiżowym zawodzie, ja zawsze stałam w jego cieniu.

Niestety, nasz ojciec zmarł, gdy brat miał 13, a ja 10 lat. Mamie było ciężko samej, dużo pracowała, a u nas często była babcia.

Mój brat bardzo się zmienił, gdy poszedł do liceum - przestał radzić sobie z nauką, zaczął zadawać się z podejrzanymi typami. Urządzał w domu awantury, robił co chciał, mama nawet kilka razy musiała wzywać policję, bo zastraszał nas. Maturę zdał, bo mama opłacała mu korepetycje, mimo, że nasza sytuacja finansowa była ciężka.

Poszedł na studia na prywatną uczelnię, oczywiście opłacaną przez mamę. Pracował dorywczo, ale i tak brał od mamy kasę na rozrywki.

Potem poznał swoją przyszłą żonę, urodziło im się dziecko i zdawało się, że osiągnął jako taką stabilność życiową - pracował na magazynie, potem na produkcji, całe studia okazały się być o kant tyłka rozbić.

Utrzymywali się skromnie, ale samodzielnie, mieszkali na wynajmie. Brat zaczął mieć do mamy pretensje, że nie może sobie kupić mieszkania, bo za mało zarabiają. Mama więc kosztem swojego zdrowia i potrzeb pracowała jeszcze więcej, aby dać im kasę na wkład własny.

Było to prawie 10 lat temu i było to jakieś 50 tys. Przyznacie, że sumka niezła. Mieszkanie faktycznie kupili, niestety tak je zaniedbali, że już po 3 latach mieszkanie, które kupowali świeżo po remoncie potrzebowało kolejnego remontu.

Brat znów wyciągnął łapę do mojej mamy. Mama nawet jakby chciała to nie miała z czego dać, na tamten moment ja byłam jeszcze na studiach i dokładałam się do budżetu domowego, brat więc zaczął mieć do mnie pretensje, czemu ja mu nie dam. Absurd, prawda?

Przez wiele lat nasze relacje były napięte, potem wydawało się, że brat się ogarnął, gdy mama ostatecznie odcięła go od kasy. Czyżby? Niedawno znów zaczął wyskakiwać do mamy z pretensjami, że się stoczył w liceum, bo mama nie miała dla niego czasu, więc jest mu coś winna, więc powinna mu dokładać ileś tam kasy miesięcznie jako odszkodowanie za brak uwagi w tamtym czasie.

Ponadto, gdy zmarła babcia i mama postanowiła jej mieszkanie wyremontować i wynająć, uważał, że to oczywiste, że powinna je sprzedać i kasę dać jemu, aby mógł kupić sobie dom, bo zawsze o tym marzył. Fakt, że mama tego nie zrobiła, a z wynajmu zrobiła sobie dodatkowe źródło dochodu, jest mu solą w oku - wypomina to przy każdej okazji, że oni z dzieckiem w klitce (65m2!), a mama sama w trzech pokojach i jeszcze kasę ma z wynajmu.

Ostatnio na spotkaniu rodzinnym doszło między nami do awantury, bo już nie mogłam tego słuchać. Jego żona jest kompletnie bierna, mam wrażenie, że nie odzywa się, żeby nie było gorzej.

Wiem, że rozważa odejście od niego, bo gdy tylko coś jest nie tak, to uważa, że to jej wina. Ich syn ma już 12 lat i nawet on dostrzega, że z ojcem jest coś nie tak, unika spędzania z nim czasu, do czego zresztą mój brat wcale nie dąży. Jak ma wolne gra na konsoli albo ogląda telewizję i z nikim nie rozmawia. Nie wie nawet w której klasie jest jego dziecko, z kim się przyjaźni i jakie ma zainteresowania.

Co do mojego szwagra... Rodzice mojego męża rozstali się, gdy był maleńki, ojciec wyniósł się za drugi koniec kraju i założył nową rodzinę. Owocem tego małżeństwa jest właśnie m.in. szwagier, młodszy od mojego męża o prawie 10 lat.

Szwagier wychowywał się w niewielkiej miejscowości i przez większą część życia mąż nie miał z nim kontaktu, poznali się dopiero gdy mój mąż był już dorosły. Szwagier był zachwycony, bo zawsze chciał starszego brata. Niby kontakt mieli, ale tak naprawdę nie mieli ze sobą wiele wspólnego. Szwagier to typ bad boya, imprezy narkotyki, praca raz była, raz nie.

Utrzymywali go rodzice i w pewnym stopniu konkubina. Tu trzeba dodać, że teść wybudował naprawdę piękny i duży dom, ponad 200m2 podzielone na dwa mieszkania.

W jednym mieszkał on z żoną, w drugim syn z dziewczyną, córka się wyprowadziła. Teściowie płacili rachunki za oba mieszkania. Powiedzcie mi, że w takiej sytuacji dwójka dorosłych ludzi zarabiając nawet minimalną krajową się nie utrzyma...

Okazuje się, że nie, bo przecież większość z tego szła na imprezy, chlanie i granie na automatach. Przynajmniej z pensji szwagra. Teść zmarł kilka lat temu. Dodajmy, że jego żona nigdy nie pracowała, a jej jedynym źródłem utrzymania stała się renta po mężu, ale ta kobieta miała wtedy 55 lat, a nie 70 - mogła więc iść do pracy.

Dodam, że mój mąż zrzekł się swojej części spadku po ojcu, właśnie po prośbę macochy i brata.

Mamy więc 3 dorosłe, zdolne do pracy osoby. I one nie są w stanie się utrzymać. Macocha męża jest nieporadna, nie tylko nie pójdzie do pracy, ale nawet nie wie jak zapłacić rachunki, podobnie brat i jego dziewczyna. Dosłownie mąż ich tego uczył. Po śmierci ojca kontakt między mężem a tamtą rodziną rozluźnił się jeszcze bardziej, tym bardziej zadziwiające było, że brat nagle zaczął do niego intensywnie wypisywać i namawiać na odwiedziny jak najszybciej.

Stwierdziliśmy, że na weekend można pojechać z dzieciakami. Przyjęto nas ciepło, acz szybko brat przeszedł do rzeczy - mają długi i potrzebuje od nas 10 tys. Jak to? Ano pieniądze się jakoś rozeszły, nie było na rachunki. Odebrało mi mowę, choćby dlatego, że widać, że dom był urządzony na nowo, tak jakby luksusowo, meble, na które nas nie byłoby stać, różne elektrogadżety, wszystko obsługiwane na aplikacje albo głosem, dwa wielkie telewizory. No tak, pieniądze się jakoś rozeszły.

Byliśmy zszokowani - mąż powiedział, że sorry, ale my też mamy swoje wydatki, dzieci, kredyt i pieniądze na czarną godzinę też są potrzebne. Brat niby spoko, rozumie, ale od tego momentu atmosfera była mocno napięta, więc wyjechaliśmy tego samego dnia.

Do mnie zaczęła wypisywać jego dziewczyna, że bardzo mnie prosi jak kobieta kobietę, u nich ciężko z pracą, niewiele płacą, a my sobie mieszkamy w wielkim mieście i nas stać. Pokazałam wiadomości mężowi, na co on zadzwonił do brata, aby przestali nas naciskać. Brat wywalił z pretensjami, że mąż musi mu pomagać, bo miał przywilej mieszkania w dużym mieście i lepsze możliwości rozwoju, a on na tym zadupiu to tylko praca za minimalną krajową, wszędzie się czepiają, on pije i gra na automatach, bo nie ma tak wspaniałych rozrywek jak my w wielkim mieście.

Ostatecznie mąż zablokował numer brata i nie ma zamiaru się z nim kontaktować.

Skomentuj (7) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 120 (126)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…