Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#91079

przez Konto usunięte ·
| Do ulubionych
Będzie kontrowersyjnie, dostanę minusy, ale się zdenerwowałam. Rząd chce zlikwidować prace domowe. Tak, rozleniwi to uczniów, nie zamierzam bronić tego pomysłu. Ale denerwuje mnie gadanie, że to jest spisek żydokomuny, Niemców, Rosjan czy kogokolwiek mający na celu ogłupienie społeczeństwa. To jest konsekwencja idiotycznego systemu. To nie jest próba zabójstwa edukacji, tylko próba leczenia raka edukacji wlewami z witaminy C, bo nie ma dostępnej chemioterapii.

Jestem studentką trudnych studiów i w porównaniu ze szkołą, to się obijam. Sesja jest tylko dwa razy do roku łącznie dwa miesiące, a poza tym to luźno. Natomiast w gimnazjum miałam średnio 5 sprawdzianów/kartkówek TYGODNIOWO przez półtora roku. Jeżeli w jednym tygodniu były 4, to w kolejnym nadrabiali. Oprócz tego oczywiście odpowiedzi ustne i prace domowe. Skończyło się to tuż po egzaminie gimnazjalnym, ale tylko dlatego, że materiał na większości przedmiotów się skończył. Formalnie statut szkoły wymagał tylko 3 ocen na przedmiot, a przedmiotów było 16, więc nie powinno być tak źle, ale z większości przedmiotów było więcej. To było przed reformą edukacji, więc teraz młodsi mają jeszcze gorzej. Wiem, bo rozmawiam i z nimi i z ich rodzicami.

Na te testy i kartkówki trzeba się przygotowywać w domu, do którego trzeba wrócić po szkole. Ja miałam 1-2 razy od ósmej do piętnastej z hakiem, 2-3 razy od ósmej do czternastej z hakiem i raz do trzynastej z hakiem. Miałam to szczęście, że nie musiałam dojeżdżać zbyt daleko i mogłam wstawać w okolicach siódmej, ale sporo osób dojeżdżało ze wsi obok. Nastolatek powinien spać ok. 9 godzin, czyli powiedzmy średnio od 21:30. Po powrocie do domu ok. 16-tej zostaje ok 5.5 godziny na wszystko włącznie z odrobieniem prac domowych i obowiązkami domowymi. Czyli tylko w weekendy jest czas na to by wyjść na przysłowiowy trzepak, chyba że ktoś nie zamierza odrabiać tych prac domowych.

Na lekcjach marnuje się mnóstwo czasu, ale nie mogę zdecydować, że skoro nauczyciel przedmiotu x marnuje czas, to na x nie będę chodzić albo będę odrabiać przedmiot y. Zanim nauczyciel zejdzie z dyżuru i przyniesie dziennik to mija 5 min z 45. Potem jeszcze z 10 na sprawy organizacyjne, kartkówkę czy sprawdzanie prac domowych. A jak jest matematyka czy inna fizyka, to należy do tablicy wziąć jednego z najsłabszych uczniów i kazać mu się przez 10 minut patrzeć na tablicę, zamiast od razu zacząć go naprowadzać na rozwiązanie. Tym sposobem zamiast 10 zadań robimy 3, a pozostałe 7 uczniowie muszą zrobić sami w domu. I oprócz tego co parę lekcji należy marnować kilkanaście minut na wyzywanie uczniów od najgorszych, bo uczą się przeciętnie.

Moja nauczycielka od geografii wprost mówiła, że tyle materiału to nie jest w stanie przerobić, bo fizycznie jej godzin brakuje i przez to kawałki materiału sami musieliśmy przerabiać. Ale czas by wystawić więcej niż 3 oceny na semestr zawsze się znajdował. Zazwyczaj był czas, by kogoś wziąć do odpowiedzi. A jak kartkówki nam nie szły to na nas krzyczała, że się nie uczymy. Natomiast mój nauczyciel historii robił kartkówki raz w tygodniu, czyli na co drugiej lekcji, jeżeli tylko nie wypadło jakieś święto. Jeżeli materiału brakowało, to po prostu robił kartkówkę z najważniejszych dat, które były omawiane dawno. Oczywiście też było sprawdzanie prac domowych i krzyczenie, że się nie uczymy.

Była zasada, że nie może być dwóch sprawdzianów na dzień, ale ta zasada święta nie była i można było ją czasem nagiąć, bo sprawdzian jest najważniejszy.

Wszystko to przeżyłam i uczciwie zaliczyłam, więc teraz na pewno jestem doskonale wyedukowana czyż nie? Nie. Na biologii brakło czasu na chociażby szczepionki, więc teraz wiem tylko, że to są takie magiczne igły, przez które się trochę rzadziej choruje. Na języku polskim brakło czasu na sprawne pisanie, przez co nie umiem ładnie stylistycznie napisać historii na piekielnych. I tak dalej...

Zaraz znajdą się oburzeni ludzie, że dzieci muszą ciężko pracować. Większa część tych ludzi po ośmiu godzinach kładzie się przed telewizorem, bo się napracowali i muszą odpocząć. Rozumiem, tyle że dzieciaki też by chciały czasem odpocząć. Są jednostki, dla których takie natężenie pracy jest normalne, ale to jest mniejszość.

I właśnie przez takich nauczycieli jak mój historyk nie będzie teraz żadnych wymagań, bo nauczyciele najwyraźniej nie potrafią się kontrolować.

szkoła

Skomentuj (56) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 130 (178)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…