Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

Ezik

Zamieszcza historie od: 22 sierpnia 2021 - 1:11
Ostatnio: 29 sierpnia 2021 - 14:47
  • Historii na głównej: 1 z 1
  • Punktów za historie: 172
  • Komentarzy: 3
  • Punktów za komentarze: 9
 

#88447

(PW) ·
| Do ulubionych
Jestem tu od kilku lat, ale dopiero dzisiaj zdecydowałem, że czas opisać coś, co sprawia, że regularnie mi gorzej w mózg.

Otóż moi drodzy, jestem sobie studentem i, jak to ze studentami bywa, wakacje spędzam na pracy w celu niezakończenia mojej egzystencji śmiercią głodową w trakcie roku akademickiego.

W tym roku pracuję jako ochroniarz na dość dużym obiekcie przemysłowym. Praca w skrócie polega na użeranie się z ludzką głupotą dochodząca do nas zewsząd. Piekielności znajdzie się kilka, tak więc zaczynajmy:

1) Początek będzie lekki. Dwa miesiące temu zepsuła się żarówka w kiblu. Zdarza się. Co jednak się dzieje kiedy zły los odbierze nam przywilej przebywania podczas defekacji w świetle? Zapytałem kolegi po fachu i dowiedziałem się że kolejno:
- Ponieważ chodzi o "toaletę" ochroniarzy należy zgłosić usterkę szefowi ochrony.
- Szef ochrony pisze oficjalnego maila do jednej z kierowniczek, która ma za zadanie ogarniać takie rzeczy (podobno).
- Ta z kolei kontaktuje się z zewnętrzną firmą zajmującą się naprawą usterek związanych z instalacjami elektrycznymi (nie mamy własnych elektryków, wszyscy u nas pracujący należą do właśnie zewnętrznych firm.)
- Szef tejże firmy zleca konkretnemu pracownikowi naprawę.

Okej, nie wymagamy zbyt wiele. To że całość z boku wygląda jak przerost formy nad treścią nie znaczy, że jest całkowicie pozbawione sensu. No tyle że właśnie jest, bo sprawa utknęła na pierwszym szczeblu tej drabiny i nikomu nie spieszy się z wymianą tejże durnej żarówki. W ramach ciekawostki mogę dodać, że pracownicy idąc do pracy muszą naturalnie minąć ochronę. Kilka razy dziennie mijam kilkunastu elektryków i żaden nie może wymienić żarówki w kiblu, bo procedury.
Srajcie w ciemności.

2) Kilkukrotnie zdążyło już się, że po przyjściu do pracy dana osoba dowiaduje się, że wypadła nagła zmiana grafiku i dzisiaj jednak nie masz do pracy na rano tylko na noc (zmiany są po 12 godzin). Zakład znajduje się na obrzeżach miasta, samochód to must have. Wiele osób pochodzi z okolicznych wiosek. Dojeżdżaj do pracy 10 km, dowiedz się że jechałeś bez sensu, wracaj do domu 10 km, znowu jedź do pracy za 12 godzin. Gdyby tylko istniały telefony i dało się informować ludzi o takich rzeczach na odległość...
Hmm... No gdyby istniały. Dodam, że każdy z kierowników ma własny telefon służbowy niby właśnie do takich celów.

3) Umowa, którą podpisałem leciała do mnie 1,5 miesiąca, bo szefowej nie chciało jej przynieść ze swojego biurka.

4) W umowie jest jasno napisane, że pracodawca ma obowiązek zapewnić każdemu z nas strój do pracy. Kiedy odbierałem swój powiedziano mi, że nie było mojego rozmiaru buta. Trochę dziwne, bo inny chłopak też tu pracujący, mający ten sam numer i w podobnym wieku jakoś buty dostał, ale spoko. Szefowa ma mi je dowieźć za kilka dni. Minęły dwa miesiące, nadal ich nie dostałem. Ostatnio przypruła się do jednej z pracownic, że chodzi w swoich prywatnych butach, zamiast tych z pracy. Czekam kiedy o to samo przyczepi się do mnie, mimo, że to ona nie dopełniła swoich obowiązków, nie dostarczając mi podstawowych rzeczy pracy. Oficjalnie chyba chodzę boso.

5) Nawet nie zamierzam podejmować się dzisiaj opisywania wszystkich nieprzyjemnych sytuacji z kierowcami przyjeżdżającymi do nas po towar. W skrócie: kierowcy tirów to serio stan umysłu i nie wiem kim trzeba być, żeby opsikiwać opony swojego pojazdu czy też wypróżniać się na trawniku, bo za daleko do łazienki znajdującej się przy samym wejściu. Rozumiem że można nie znać języka i nie wiedzieć gdzie jest toaleta, aczkolwiek istnieje coś takiego jak tłumacz Google i skoro są ci kierowcy na tyle pojętni, że dają radę odebrać towar w innym kraju niż swój to dlaczego przerasta ich znalezienie w internecie słowa "toaleta"? Z radością w głosie osobiście bym ich tam prowadził.

Moim ulubieńcem został pan, który owszem chciał skorzystać z toalety, ale tak intensywnie, że się w niej zatrzasnął. O 2 w nocy szukałem awaryjnych kluczy do łazienki, celem uwolnienia szanownego kierowcy. Klucze były nieopisane. Znalezienie ich trwało z pół godziny. Wcześniej lekko licząc pan spędził tam godzinkę. Pozostali nie byli w stanie zrozumieć sytuacji, dlatego równolegle do szukania kluczy, zajmowałem się swoimi standardowymi zajęciami.

6) Zakończymy opowieścią o prawdziwym człowieku pracy. Każdy zna ten typ. Przychodzi do pracy ostatni, wychodzi pierwszy. Ostatnio miałem ochotę zrobić mu fizyczną krzywdę, kiedy spóźnił się do roboty pół godziny. Ja po nocce padnięty, ledwo żywy, a ten na bezczela pyta czy na pewno wszystkie dokumenty z mojej zmiany zostały wypisane. No tak, jeszcze by się królewicz pracą zmęczył, mimo, że logicznym jest, że każdy po sobie swoje rzeczy kończy. Rzuciłem krótkie "tak" i pojechałem do domu. Dwa dni później to ja zmieniam Janusza. Zostawia po sobie stertę dokumentów i mówi, że miał bardzo trudny dzień. Aha. I że niby ja mam się tym zająć za niego. Powiedziałem że opcji takiej nie ma. Po wysłuchaniu obelg na swój temat, cierpliwie poczekałem aż wypisze co jego i tyle. Tyle? Nie. Oczywiście że nie.
Z niewiadomych mi przyczyn zajął się jedynie jakąś mizerną częścią tego co zostawił i wyszedł zostawiając mnie ze stertką dokumentów do zaopiekowania się.

Kolejne dwa dni później (o zgrozo) mamy pracować razem. Przychodzę na stanowisko, Janusza jeszcze nie ma. Po chwili przychodzi i... Mówi mi, że jestem niewychowanym bachorem, bo jak się gdzieś wchodzi to się mówi dzień dobry. Ja tam stałem. On tam wszedł. Sama praca z nim była piekłem, bo mimo wieloletniego stażu nie ogarniał podstawowych czynności, które należą do naszych obowiązków.

Pomijam w tym momencie jego regularne chamstwo. Powiedziałem szefowej, że nie ma opcji, żebym kiedykolwiek jeszcze z nim pracował. Obiecała nie wstawiać nam razem zmian. Okej. Obietnica działała do dzisiaj, gdyż na skutek rozchorowania się jednego z pracowników, musiałem przyjść dzisiaj na noc. Konkretnie obudzono mnie o 5 rano telefonem czy mogę przyjść na rano, bo ktoś im wypadł, po czym kiedy już mając dość ich trucia du*y zgodziłem się, oddzwonili do mnie po 2 minutach mówiąc, że jednak mam przyjść, ale na noc, bo komuś się coś pomyliło. Aha. Niech im będzie.

Do tej pory żałuję. Oczywiście nikt mi nie powiedział, że zmiana wypada z Januszem. Z racji przyjścia wcześniej zająłem sobie wygodniejszy fotel i zająłem się swoimi obowiązkami. Po chwili przychodzi spóźniony Janusz i mówi, że po pierwsze to mam mu oddać ten fotel, bo on to go tu kiedy przywiózł i gdyby nie to to byśmy wszyscy z du*ami na ziemi siedzieli, a po drugie to szacunku do starszych śpiący królewiczu. Autorytetem jest on żadnym, więc rzuciłem twardą odmowę. Usiadł na drugim fotelu obok,, marudząc na cały świat i po jakimś czasie słodko sobie zasnął.

Przypominam - chwilę wcześniej nie wiem dlaczego nazwał mnie śpiącym królewiczem. Typ śpiący w pracy na każdej nocnej zmianie. Prawdziwy powód jego miłości do okupowanego przeze mnie fotela jest taki, że miejsca, w którym on stoi nie widać na kamerach.

Siedzę sobie właśnie obok chrapiącego Janusza i czekam na koniec tej zmiany, umilając sobie czas opisywaniem tej historii. Może nie jest to najmądrzejsze wrzucać ją tutaj teraz, skoro nadal pracuję w tym szacownym miejscu, ale w sumie to mnie to nie obchodzi.
Życzcie mi powodzenia.

Praca

Skomentuj (16) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 187 (203)

1