Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#81796

(PW) ·
| Do ulubionych
Przeczytałem historię https://piekielni.pl/81786 i komentarze do niej. No cóż, jak to często w internecie bywa, spora część wpisów zrobiona została na zasadzie: nie wiem, nie znam się, nie mam nic do powiedzenia, ale czuję nieprzepartą potrzebę ubrania tego w słowa.

Hermiona, łaczę się z Tobą w bólu, sytuacja jest nie do pozazdroszczenia. Żadne Mopsy, policje, czy inne służby nic nie poradzą. Dzieciak albo jest chory, albo ma takie hobby. A dopóki w rodzinie nie dzieje się źle, w sensie przemoc, alkohol, narkotyki, nikt niczego nie zrobi.

Miałem podobna sytuację. Lata temu kuzyn miał katastrofę w domu, więc jego żona z dzieciakiem, Adasiem z Piekła Rodem mieszkała u mnie przez półtora miesiąca. Adaś polegał na tym, że miał 5 lat i od rana do nocy darł ryja, biegał i walił zabawkami w podłogę. Nie dlatego, że go coś bolało, lub, że miał coś popierdzielone pod deklem. Po prostu lubił. Ponadto miał manię zrzucania wszystkiego czego mógł sięgnąć na podłogę. Próby przetłumaczenia bachorowi spełzały na niczym, jego Matka ograniczała się do boleściwego trzykrotnego powtórzenia:
- Adasiu, Adasiu, Adasiu.
I uważała sprawę za zamkniętą.

Gdy zaczął napieprzać stosunkowo ciężkim plastikowym traktorkiem jeździkiem w parkiet (nie w dywan, koniecznie w parkiet), a próby wytłumaczenia, że nie wolno, nie przyniosły skutku, zabrałem traktorek i schowałem do lamusa. Oczywiście spowodowało to wzrost natężenia ryku, a musicie wiedzieć, że dźwięki które z siebie wydawał były skrzyżowaniem kwiku mordowanego konia i syreny okrętowej.

W tym momencie stwierdziłem, że albo on albo ja. Po prostu bałem się, że przepali mi się jakiś bezpiecznik w mózgu i dokonam czynów straszliwych i nieodwracalnych. Myślałem, myślałem i nie mogłem nic wymyślić. Aż zobaczyłem w telewizji jakiś kynologiczny program. Tak, to było to.

Wykonałem kilka telefonów, znalazłem czego szukałem. Pojechałem, kupiłem, wróciłem. Z profesjonalnym ultradźwiękowym gwizdkiem na psy. Gdy tylko Adaś zaczynał ryczeć, lub walić czymś w parkiet (koniecznie w parkiet, nie w dywan) dąłem z całych sił w ustnik. Adaś zamierał bez ruchu, nasłuchiwał i zaczynał swój koncert od nowa, więc ja znowu. Po jakichś 3 dniach pojął związek przyczynowo skutkowy między darciem ryja, a nieprzyjemnymi doznaniami słuchowymi i przestał. Zaczął się normalnie bawić, przestał demolować podłogę, dostał z powrotem traktorek.

Po powrocie do swojego domu zaczął od nowa. Nigdy się nikomu nie przyznałem w jaki sposób go spacyfikowałem, ale kiedyś mu powiem. Teraz jest już dorosłym człowiekiem, studiuje, ogarnął się. Ale ile zdrowia straciłem przez te trzy tygodnie, to tylko ja wiem.

Skomentuj (25) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 221 (257)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…