Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

Akwilla

Zamieszcza historie od: 11 kwietnia 2011 - 17:52
Ostatnio: 14 września 2017 - 10:59
  • Historii na głównej: 5 z 6
  • Punktów za historie: 695
  • Komentarzy: 10
  • Punktów za komentarze: 92
 

#80007

(PW) ·
| Do ulubionych
Lat temu kilkanaście, bardzo męska, jeśli chodzi o personel, firma. Moja mama dostała awans na kierownika działu. Od razu jeden z kierowników działów równoległych zaczął być dla niej problemem. Wyraźnie rzucał jej kłody pod nogi, był opryskliwy, ignorował jej zdanie, itp. itd. W końcu podczas jednej z kłótni wyszło, co go bolało:

- JA NIE POZWOLĘ, ŻEBY JAKAŚ BABA ZARABIAŁA TYLE SAMO CO JA.

No cóż, za naruszone ego odpowiedzialności nie przyjmujemy.

PS. A dla ciekawych - mama ma naturę "jestem grzeczna, dopóki inni są grzeczni" i bardzo ostry język. Po tym oświadczeniu poczuła się całkowicie rozgrzeszona i zaczęła tak mieszać z błotem faceta za każdym razem, kiedy powiedział coś głupiego na zebraniu, że po paru miesiącach bał się odezwać.

Skomentuj (6) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 152 (166)

#79940

(PW) ·
| Do ulubionych
Opowiedziałam jedną historię o bibliotece w mojej podstawówce, opowiem i drugą.

Za dziecka byłam raczej odludkiem. Trochę w tym było mojej winy, trochę złośliwości innych dzieci (tusza, za dobre oceny i te sprawy), dość, że często na przerwach mi się nudziło. A że mól książkowy był ze mnie straszny, to często zachodziłam do biblioteki. Przeglądałam sobie książki, zerkałam na listy lektur, trochę się kręciłam, bo strasznie lubiłam sam widok pełnych półek.

Nic złego nie robiłam, żadnej książki nigdy nie uszkodziłam, zawsze podchodziłam do nich z wielkim szacunkiem. W końcu bibliotekarka mnie przyuważyła. Wiecie, co profesjonalny bibliotekarz robi z dzieckiem, które jest wyraźnie zafascynowane książkami i aż je skręca, żeby wszystkie poznać? Wyrzuca je na zbity dziób za drzwi, przy wszystkich pozostałych dzieciach, bo podejrzanie się kręci.

Skomentuj (9) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 127 (149)

#79908

(PW) ·
| Do ulubionych
Chciałabym podziękować serdecznie sąsiadowi, który zwinął nam piłę stołową dzień po tym, jak wstawiliśmy ją do blokowej piwnicy. Drzwi do piwnic były nienaruszone, więc złodziej miał klucz, a nasza kłódka, marna, powieszona głównie jako znak "nie wchodzić, prywatne", była jedyną wyłamaną w ciągu piwnic poszczególnych mieszkań.

Za co dziękuję? W pile spalił się całkowicie silnik, chcieliśmy ją za parę dni wynieść na śmietnik dla złomiarzy, więc szanowny sąsiad oszczędził nam zachodu.

A ojciec kupił porządną kłódkę, bo okazuje się że solidne drzwi wejściowe do bloku i do piwnic nie wystarczają, jak ma się złodzieja wewnątrz budynku.

Skomentuj (15) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 147 (159)

#79788

(PW) ·
| Do ulubionych
Wiele księżyców temu, pacholęciem będąc, chodziłam do pierwszej klasy podstawówki, jak to się zapewne wielu czytającym zdarzyło.

W szkole była biblioteka, a więc ktoś wpadł na pomysł, żeby zachęcić dzieci do czytania. Pomysł sam w sobie zły nie był. Dzieciaki ze starszych klas urządziły przedstawienie na podstawie Pippi Pończoszanki dla pierwszaków.

Przedstawienie się odbyło, zresztą w sali bibliotecznej, aktorzy się spisali, było całkiem przyjemnie. Na tyle przyjemnie, że zachęcili mnie zdecydowanie do książki.

Następny dzień, moje siedmioletnie ja idzie zdecydowanym krokiem wypożyczyć tę Pippi. Podchodzę do lady bibliotecznej.

- Dzień dobry. Mogę dostać Pippi Pończoszankę?
- Nie.
- Dlaczego?
- Bo to jest lektura do trzeciej klasy, a ty jesteś w pierwszej.

Przeszło dwadzieścia lat minęło, a ja dalej nie ogarniam, po co w takim razie było to przedstawienie i dlaczego ta Pippi była tak straszną lekturą, że uznano, iż mój siedmioletni mózg nie jest jeszcze gotowy na to wstrząsające przeżycie.

Niestety dla pań bibliotekarek rodzice średnio się przejęli ich troską o moją psychikę. Książkę dostałam i przeczytałam. Szkód długoterminowych w mózgu nie zanotowano.

Edit: Pojawiły się komentarze, że pewnie pierwszoklasista blokowałby dostęp do książki trzecioklasistom omawiającym lekturę. Wątpię - to była lektura nadobowiązkowa, której nigdy w szkole żaden nauczyciel nie omawiał.

uslugi

Skomentuj (23) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 119 (155)

#79785

(PW) ·
| Do ulubionych
Instrukcja "jak się nie narobić pracując w księgarni":

1. Stój w rogu i udawaj bardzo zapracowaną.
2. Na pytanie "gdzie znajdę taką a taką książkę", zaaferowana podejdź z klientem do losowej półki.
3. Przez pół minuty szukaj ze skupioną miną.
4. Kiedy zorientujesz się, że klient też zaczął szukać na danej półce, skorzystaj z umiejętności dematerializacji. Oczywiście bez ani jednego słowa.
5. Przeteleportuj się pod kasę i bardzo usilnie staraj się pomagać koleżance, która właśnie kasuje (mimo że tamta wyraźnie sobie doskonale daje radę).
6. Za wszelką cenę unikaj kontaktu wzrokowego z niecnym klientem, który ośmielił się zakłócić twój spokój.
7. Zrezygnowany klient po 5 minutach czekania na jakikolwiek odzew z twojej strony, zaczyna sam szukać po całej księgarni i odnajduje książkę na zupełnie innej półce, w zupełnie innym dziale.
8. Jeśli nie zdążysz się ulotnić spod kasy, zanim wyżej wymieniony klient do niej dotrze, uruchom tryb "amnezja" i zapomnij w trybie natychmiastowym, że ów klient czegokolwiek od ciebie chciał. Najlepiej w momencie, kiedy koleżanka kasuje, patrz przed siebie z twarzą myślą nieskażoną.
9. W poczuciu dobrze spełnionego obowiązku wróć do punktu 1.

Skomentuj (12) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 97 (131)
zarchiwizowany

#8434

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Słowem wstępu: bardzo lubię czytać, głównie fantastykę, ale czasami nachodzi mnie na coś z klasyki. Czas jakiś temu polowałam na Nędzników Victora Hugo. Słówko dla mniej zorientowanych - Hugo to jeden z największych francuskich pisarzy, żył w XIX wieku, skrobnął między innymi Dzwonnika z Notre Dame (tę historię kojarzą chyba wszyscy ;) ). Nędznicy natomiast w wielkim skrócie opowiadają o byłym więźniu, który chce odpokutować za swoje winy i opiekuje się osieroconą dziewczynką. Wracając do tematu, poprosiłam mamę, żeby po drodze z pracy spytała w Matrasie, czy aby nie mają tej książki. Po powrocie zrelacjonowała mi następujący dialog między nią, a sprzedawczynią:
M: Dzień dobry, czy są Nędznicy Victora Hugo (powiedziane tak, jak się prawidłowo wymawia - Igo)
S: Słucham? (strach w oczach i tęsknota za rozumem)
M: Nędznicy, Victor H-U-G-O (literuje)
S: Aha. (klepie na klawiaturze komputera) Nie ma. (po chwili namysłu) Pewnie jakaś nowość, jeszcze do na nie doszło.
M (tonem pół rozbawionym, pół kpiącym): Nie proszę pani, to jest klasyka.
S: Aha... (po chwili głębokiego namysłu) Czy to fantastyka?
Mama nie wytrzymała i parsknęła śmiechem.

Ja nie wiem, może za dużo wymagam od ludzi, ale pracownica księgarni (bo Matras w odróżnieniu od Empiku sprzedającego wszystko co popadnie jest rasową księgarnią) powinna chyba kojarzyć PODSTAWOWYCH pisarzy.

Na obronę sklepu dodam, że to była jedna wpadka, zwykle w Matrasach można sobie swobodnie z ludźmi pogadać o książkach.

Matras

Skomentuj (18) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 53 (195)

1