Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

Kurys

Zamieszcza historie od: 30 kwietnia 2017 - 23:23
Ostatnio: 21 maja 2017 - 10:34
  • Historii na głównej: 4 z 4
  • Punktów za historie: 727
  • Komentarzy: 5
  • Punktów za komentarze: 21
 

#78127

(PW) ·
| Do ulubionych
Sąsiad! Taki trochę szwagier zawsze, wódki się z takim napić można, ugotować mu wody jak się podstawka od czajnika schrzani, paczkę odebrać od kuriera jak go w domu nie ma.

Można też być takim sąsiadem. Przychodzi taki do ciebie, no sąsiadku wiesz komputer mi szwankuje, mógłbyś zerknąć? No mógłbym sąsiedzie, spoko. Zerknąłem, ogarnąłem - dzięki sąsiad. I tak się te dzięki powtarza i powtarza w nieskończoność.

Druga akcja chodź na piwo, kręci nosem, kręci jak nie wiadomo co, a to żona, a to syna odebrać musi z przedszkola. Śmiałe stwierdzenie, że ja postawię. Nagle dobra, córka po syna pojedzie, a żona niech się buja, męski wieczór jemu się też należy.

Trzecia akcja to przychodzi paczka pobraniowa, akurat gościa w domu ma nie być, to przekazuje mi pieniądze. Starannie odliczone nawet w grosiakach. Ale że złożyło się tak, że jego córka była w domu i zapłaciła za swoje - nie wiedziała, że dostałem od starego odliczoną kwotę - to sąsiad szanowny przybiegł czym prędzej odebrać ode mnie kasę, którą zostawił i jeszcze dla pewności przeliczył czy aby na pewno jest tyle co mi zostawił.

Wisienka na koniec. Robi mi majster chatę, budownictwo stare, oszczędność ogromna, mamy wspólny odpływ z kuchni. Zdałoby się wymienić bo rurka fi 50 a prześwit fi 8. No to sąsiad chodź, majster mówi że trzeba robić dwa odpływy od razu, zmodernizować to by mieć te odpływy oddzielne. Sąsiad zgodę wyraził, toteż majster wyrył dziurę w ścianie, przebił mu się do kuchni, wywalił starą rurę, dał nowe plastiki, rozdzielił te odpływy. Kawałek pustaczka, dziura załatana, zrobił u niego podłączenie od razu. Gitarka, dziękuje sąsiad, dziękuję panie majster.

Wizyta po trzech dniach. Podziękować za dobrą robotę? Jakaś kwota "na piwo" dla majstra? Niee, skasować ode mnie 7zł za rurkę bo jego kolanka i trójnik, a z dobrej firmy były.

Skomentuj (5) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 121 (181)

#78130

(PW) ·
| Do ulubionych
Wyjdę na sfrustrowanego i nieszczęśliwego człowieka dodając historie jedna za drugą, ale jakiś upust tej negatywnej energii musi mieć ujście. Dobrze, że nie jestem sam.

Czuję, że ta historia będzie nieco kontrowersyjna i nie każdemu może się spodobać. Będzie o kościele, a bardziej precyzyjnie, to o przedstawicielach w czarnych szatach - księżach, a także o manipulacji. Moim zdaniem historia jest niesamowicie piekielna.

Wrócę pamięcią kilka ładnych lat wstecz - piąty rok studiów. Wybranka mego serca, dwa lata młodsza, czwarty rok studiów. Nie że miałem rok w plecy, tylko jestem po technikum - jakby ktoś miał się przyczepić. Staż związku to 4 lata plus minus ogryzek w postaci kilku miesięcy. Zbliża się pora i już w zasadzie chęć oświadczyn. Fajnie tak po studiach już się ogarnąć całkowicie, założyć rodzinę. Najpierw jednak - skończ sam, daj skończyć i jej studia - pomyślałem. Przychodzi taki dzień, gdzie Słońce moje wychodzi w niedzielę o 17, wystrojona jak nigdy, pantofelki, sukienka, marynarka. Myślę co Ty Słońce, na jakieś wybory się wybierasz? Nie, do kościoła. Sytuacja zaczyna mieć charakter nawrotowy co niedzielę. No dobrze, zaczęłaś, ani mnie to grzeje, ani ziębi.

Jakoś niedługo mija, w związku robi się coraz chłodniej. Słońce zaczyna bardzo mocno naciskać na ślub. Przedstawiłem swoje stanowisko jak wyżej - skończmy studia, przyjdzie na wszystko czas. Nie ucieknie. Mija tydzień - stanowcze oświadczenie, że do ślubu celibat. Bo to nie po katolicku, bo to grzech, bo na kocią łapę, kościół zabrania. Kopara do ziemi opada, ale okej, niech będzie. W sumie tylko z jednego powodu ze sobą nie jesteśmy, liczy się uczucie. Jak leci to powiedzenie, daj palec, a co dalej...? Dalej, proszę państwa, z każdym dniem dochodzą nowe zakazy: nie ma trzymania za tyłek, nie ma stringów, nie ma spania razem, nie ma szeptania sprośnych rzeczy do ucha, nie ma rozbierania się do naga. Bo to nie po katolicku! Sumienie nie pozwala, Słońce mówi że czuje do siebie obrzydzenie patrząc na swoje odbicie w lustrze, że robiła takie złe i grzeszne rzeczy, żałuje wszystkiego. Noo Słońce, cios poniżej pasa ostrym narzędziem. Przestaje nagle słuchać muzyki na YT, bo artysta tworzy, a na YT jest za darmo nielegalnie, to jest kradzież, łamanie przykazań. Dochodzi do tego, że skromna pensja studentki robiącej po 80 godzin w miesiącu znika w puszkach i na tacy. Zaczyna brakować na podstawowe środki do życia. Jednak dwoje studentów dziennych w wynajmowanej kawalerce ma problemy mimo wszystko powiązać koniec z końcem.

Co robić? Widać że się dzieje źle, katastrofa. Jak tak bliska osoba może się oddalać? Pora wziąć Słońce na szczerą rozmowę. O co chodzi? Skąd to nagłe nawrócenie? Skąd taka paranoja? No i leci z płaczem; otóż Słońce wstąpiło do wspólnoty parafialnej, jakieś kółko różańcowe, grupa charyzmatyczna, nie znam się na tym. Ma tam swojego księdza prowadzącego, który ją uczy jak żyć w harmonii ze swoim sumieniem, jak oczyścić się z grzechów by dostąpić zbawienia. To on jej wmówił wstrzemięźliwość, mnie nazwał grzesznikiem, złym duchem, diabłem, że potrzebuję duchowego uleczenia, tak jak Słońce. To ksiądz daje jej siłę, by nie miała grzesznych myśli. Daję słowo miałem iść do niego i dać w mordę za zrobienie mojej ukochanej prania mózgu. Nagle w Słońce wstąpiła furia, że to zły duch przeze mnie przemawia, bo gdy czuje że obok działa dobra siła, to on się buntuje i wszystkimi siłami próbuje zasiać ziarno grzechu. Wytrzymałem tak kilka dni i niestety odszedłem. Skoro ważniejszy jest ksiądz, który teraz jest mentorem, pocieszycielem, wsparciem, do niego dzwoni gdy ma problem.

Kontakt zerwany, serce poskładane. Widzimy się po dwóch latach - oczywiście punktem startowym jest piąty rok moich studiów, toteż te dwa lata po liczę w historii od tamtej chwili. U mnie poszło jak planowałem, na tyle się ogarnąłem, że na wynajmie mieszkać długo nie będę już raczej, coś tam sobie robię w życiu, spełniam się zawodowo. Kraina mlekiem i miodem płynąca, satyrycznie i przesadnie to ujmę. A cóż u Słońca za horyzontem? Zrezygnowała z wymarzonej pracy, bo jak stwierdziła, sumienie nie pozwala jej sprzedawać środków antykoncepcyjnych, ani nie reagować, gdy inni je sprzedają - brak reakcji to też grzech! Ksiądz jej pomógł podjąć taką decyzję - albo praca w grzechu, albo czyste sumienie. Dziewczyna, która jest magistrem farmacji, studia skończyła z wyróżnieniem. Którą trzeba było nosić w środku nocy do łóżka, bo zasypiała zakuwając do sesji. Która cieszyła się jak dziecko z każdej 5 i prawie płakała mając 4.5. Która potrafiła zatrzymać się w lesie na szybki numerek. Która była oczytana w kwestii leków do tego stopnia, że na drugim roku ogarniała 90% leków dostępnych na rynku, znała już na pamięć praktycznie całą encyklopedię leków. Która obecnie szuka pracy, by nie godziła w jej sumienie. Szuka tej pracy od prawie roku, musiała wrócić do rodziców, bo sama na bezrobociu co może? Odwróciła się od wszystkich znajomych, bo każdy twierdzi, że jest opętana, wpadła w sidła jakiejś sekty. Stosowała więc wobec wszystkich taką samą formułkę jak w stosunku do mnie. Ona jest na drodze do zbawienia, zły duch przemawia przez ludzi i próbuje ją nakłonić do powrotu na złą drogę. Od tego spotkania minęło też parę lat. Więcej się nie widzieliśmy. Nie wiem co u niej aktualnie.

Czy to nie piekielne? Moje Słońce, z którym dziś byłbym już parę lat po ślubie, może mielibyśmy już dziecko?

Skomentuj (51) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 229 (329)

#78087

(PW) ·
| Do ulubionych
#78020 i jakże popularny problem z miejscami parkingowymi. Słuchajcie co u mnie się odwaliło rok temu. Stary blok, lat tyle, że gdy mój ojciec miał wąs dziewiczy to pierwsze cegły stawiano. Była ulica z trylinki, brzydka, dziurawa, z ogromną zatoczką, w której mieściło się około 40 samochodów, umownie był to skośny parking. Za blokami po drugiej stronie był duży plac manewrowy z ośmioma miejscami parkingowymi, w tym trzy dla inwalidów. Podjazd ten był genialny, ponieważ kurierzy, czy firmy przeprowadzkowe, czy transport osób niepełnosprawnych miał możliwość przytrzymania się, czy zostawienia na chwilę samochodu, przyniesienia ciężkich zakupów do domu i odstawienia auta na miejsce właściwe.

Kilka lat temu wyrósł nam na środku osiedla blok. Wiadomo, deweloperzy wciskają bloki gdzie się da, więc mamy taką konstrukcję niepasującą do okolicy między innymi blokami. Na podwyższeniu, ogrodzone, odseparowane, plus od strony zatoczki, czyli naszego skośnego parkingu jest fosa, taki wzdłużny pas ziemi niczyjej bez jakiegokolwiek ogarnięcia. Dla zobrazowania: mur, ziemia niczyja, skośny parking. Ziemią niczyją podróżowali na skróty ludzie, psy załatwiały tam swoje potrzeby.

Przyszedł, rok temu właśnie, czas remontu naszej starej zniszczonej uliczki. Wymieniono trylinkę na bruk, wyrównano nawierzchnię, zrobiono chodniki. Pierwszym burakiem było zlikwidowanie zatoczki manewrowej za blokiem i zrobienie tam tylko i wyłącznie jednego (!) miejsca dla inwalidów, dodatkowo postawiono krawężnik 18cm. Nasz skośny parking doczekał się krawężnika najazdowego, miejsca zostały nieco zredukowane. Cóż, wróciliśmy na swoje, każdy postawił auto.

I teraz zaczyna się historia właściwa! Wracam autem z pracy, zbiegowisko cholera jasna na pół osiedla, a za wycieraczkami aut znajdują się mandaty. Kłótnia ogromna, trzy patrole policji i straż miejska udająca kozaków zza pleców policjantów. Okazuje się, że nasz parking dłużej parkingiem nie jest, tylko chodnikiem! I albo parkujemy na chodniku tak, by zostawić pieszym 1,5m przejścia, albo będą mandaty. Czyli co: z około 40 miejsc zrobiło się ich 10 pod warunkiem, że wszyscy ładnie staną, gdyż musimy stawać jeden za drugim.

Delegacja do administracji: zostało przegłosowane, że tam ma być chodnik, koniec kropka, zażalenie do UM piszcie. UM umywa ręce, do straży miejskiej trzeba, straż miejska bez komentarza. A teraz wiecie co - ziemia niczyja została nietknięta! Pas błocka, przez który zawsze trzeba było robić slalom między psimi kupskami pozostał. Nagle ludziom się zamarzyło tam chodzić chodnikiem, choć chodnik tamtędy prowadzi donikąd, bo i tak zaraz trzeba przeskakiwać na drugą stronę ulicy. Ziemia niczyja według miasta jest naprawdę niczyja, toteż samowolka w zrobieniu z tego chodnika byłaby karalna. A że metr obok położyli kostkę, to wszystkim się zamarzyło chodzić po kostce... donikąd.

Obecnie jest tak: samochody stoją dosłownie wszędzie, jeden pas nowo wybudowanej ulicy wiecznie zastawiony, parking zastawiony, niektórzy stają na ziemi niczyjej, pasy zieleni poniszczone, autem trzeba się poruszać 5km/h by nie zahaczyć o nikogo. Powrót do domu po godzinie 19 i znalezienie miejsca graniczy z cudem - trzeba zastawiać śmietniki, koperty, chodniki, szukać na innym osiedlu i tłuc się później 15 minut do domu.

Zarządca tego nowego bloku znalazł dla wszystkich receptę. Kupcie u mnie miejsca w garażu podziemnym, jest około 100 wolnych, jedyne 20 tysięcy złotych, ale w promocji specjalnie dla nas, poszkodowanych, sprzeda za 18 tysięcy.

Jak się dowiedzieliśmy - ziemia niczyja wcale nie jest niczyja, tylko należy do nowego bloku. Sęk w tym, że zarząd tej wspólnoty wcale nie ma zamiaru remontować tego skrawka na użytek "bloków komuchów". Dwa, cóż za hojność i gest z tymi miejscami po obniżonej cenie. Trzy, gość ma ogromne chody w mieście, bo każdy skrawek wolnego gruntu podkupuje i choćby było to miejsce przy samej drodze, to i tak to kupi, i postawi tam blok. Cóż za zbieg okoliczności!

Czy to nie wystarczająco piekielne?

Skomentuj (7) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 158 (188)

#78080

(PW) ·
| Do ulubionych
Będzie o pracy.
Jest sobie rekrutacja na pewne stanowisko, wymagania adekwatne do obowiązków; kierowca, dlatego też kandydat musi mieć oczywiście prawo jazdy, mieć zorientowanie w branży, niepijący, dyspozycyjny.

Spływają CV, rzuca mi się w oczy jedno, pisane nie przy użyciu żadnego schematu. Wielkimi literami imię i nazwisko, jak neon w galerii handlowej, że jest przecena o 20%, zdjęcie tak wyretuszowane jak na okładkę, poniżej znajdują się zalety: 1/3 strony wypisanego jaki gość jest, jakie ma zainteresowania, jego motto życiowe, największe osiągnięcia, wytrwałość, ogromne doświadczenie zdobyte poprzez wieloletnią pracę na różnych stanowiskach, niesamowite zdolności techniczne, wysokie kompetencje miękkie. Wiek - 22 lata.

Zaprosiłem człowieka na rozmowę. Gdy opowiadał mi o sobie, czułem się jakby gość prezentował scenariusz filmu, jego autobiografia mogłaby mieć z 800 stron, daję słowo. Przechodzimy do wnikliwej analizy jego CV. Z tych danych wynika, że był w dwóch miejscach jednocześnie. Robił zaoczne liceum, oraz pracował na drugim końcu świata jako kierownik działu rozwoju. Spytany jak to możliwe, stwierdził, że służbowym samolotem latał do kraju jak taksówką na zajęcia i na maturę tak samo. Dlaczego nie został na stanowisku kierownika? Nudno, daleko od rodziny, przyjaciół, pieniądze to nie wszystko.

Druga pozycja w CV: praktykant. Co robi praktykant? Wiadomo; przynieś, podaj, pozamiataj. Rzadko kiedy przywiązuje się wagę do tego, by praktykantom cokolwiek pokazać. Kolega szanowny pisze, że był koordynatorem zespołu sprzedażowego, pozyskiwał nowych klientów, budował wizerunek marki. Rozprawiał mi o największych markach z jakimi podpisywał kontrakty na grube tysiące jako praktykant.

Przechodzimy do wykształcenia. Maturę kolega zrobił faktycznie, w terminie jak wyżej, w słynnej szkole "3 za 3", musieli go tym prywatnym samolotem transportować widocznie no. Bogatemu to nawet diabeł dzieci kołysze. Wcześniej skończył zawodówkę w branży, więc myślałem może tu jakoś mnie zaskoczy pozytywnie. Cóż, podstawowe pytanie w branży elektrotechnicznej: gdzie się kończy instalacja elektryczna? Kolega wiedział, ale zapomniał. Dawno przy elektryce nie robił, a robił chałturki, tylko już pół roku temu było, to z głowy wypadło. No ale jeszcze pół roku temu był na drugim końcu świata jako kierownik, to gdzie on robił te chałturki? A może rok temu? No rok temu też był kierownikiem. Dobra nieważne, robiłem.

Coraz bardziej zaplątany w zeznaniach chłopak, przechodzimy do umiejętności. Doświadczenie w prowadzeniu pojazdów, prawo jazdy zrobione dwa tygodnie temu. Cóż, 30 godzin w Fiacie Punto nie można nazwać doświadczeniem. Kolega broni się, że tam w pracy jeździł Dodżem Hemi służbowym po kilka godzin dziennie. Ale ten cały Hemi to model auta tak? Tak tak tak, automat.

Nie wytrzymałem w końcu i kazałem wyjść pajacowi, bo to co napisał w CV to brednia, strata czasu i jego, i mego. Firma, w której był rzekomo kierownikiem nie istnieje. Firma, gdzie był praktykantem to jednoosobowa spółka z siedzibą w mieszkaniu. Mitoman mitomanem, a teraz proszę państwa najlepsze - kolega sympatyczny mieszka w tym samym bloku co ja, kilka klatek obok. Zaciekawił mnie jego zawodowy życiorys biorąc pod uwagę to, że go widziałem dzień w dzień pod blokiem. Ten samolot to chyba niezłe przyspieszenie miał skoro tak. Także no matura, zakupy dla mamy i bycie kierownikiem w firmie widmo. A i widziałem raz jak odjeżdżał eLką spod bloku, żabką ruszał przez pół ulicy. Także ten cały Docz Hemi to też musiał być chyba z napędem na nieistniejące koła.

Co ludzie mają w głowach, by tak zawzięcie kłamać, to ja nie wiem. Brak słów, szkoda gadać.

Skomentuj (31) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 219 (247)

1