Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

denaturat

Zamieszcza historie od: 11 kwietnia 2014 - 23:52
Ostatnio: 20 grudnia 2017 - 14:33
  • Historii na głównej: 4 z 4
  • Punktów za historie: 825
  • Komentarzy: 99
  • Punktów za komentarze: 351
 

#81028

(PW) ·
| Do ulubionych
Tydzień temu, będąc w pracy, bardzo źle się czułam, niestety już drugi dzień z rzędu. Objawy typowo "grypopodobne" - ból wszystkich mięśni, dreszcze, ból głowy, katar, stan podgorączkowy.

Po zakończonej zmianie, o godzinie 22, postanowiłam iść na dyżur nocny, bo nie wyobrażałam sobie iść w takim stanie następnego dnia do pracy.

Pan doktor, najpierw ignorując moją obecność, poszedł na 20 minut do pielęgniarek na ploteczki (drzwi były uchylone, wszystko było słychać). Potem przyszedł do mnie i zapytał, co się dzieje. W trakcie moich opowieści i pokazywania, gdzie najbardziej boli, nawet na mnie nie patrzył. Badanie? Badanie polegało na zmierzeniu mi temperatury. Stan podgorączkowy to nie choroba, zwłaszcza u kobiety. L4? Pani, mi się druki skończyły, nie wypiszę i koniec. Na mój wyraźny protest, że naprawdę źle się czuję, pan stwierdził, że mam iść do domu i przepisał mi... kropelki do nosa. Będąc w zbyt złym stanie, żeby się kłócić, dałam spokój.

Następnego dnia lekarz rodzinny zgodził się przyjąć mnie między pacjentami po tym, jak przez całą noc miałam gorączkę.
Okazało się, że mam anginę. Antybiotyk i zakaz wychodzenia z domu przez minimum półtora tygodnia.

Mam dane lekarza z dyżuru, rozważam napisanie skargi.

Skomentuj (14) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 63 (111)

#70424

(PW) ·
| Do ulubionych
Pracuję w saloniku prasowym, w którym mieści się punkt InPostu.

Ostatnio notorycznie ludzie przynoszą awiza Poczty Polskiej i są święcie przekonani, że te przesyłki są u mnie (co z tego, że to dwie inne instytucje, a nawet adres inny...).

Gdy okazuje się, że niestety nie mam mocy, która pozwoliłaby mi na natychmiastowe przekształcenie się w Pocztę Polską, to zaczyna się oburzenie - bo jak to tak? Dlaczego? Jak ja tak mogę?

Mam wrażenie, że ludzie głupieją coraz bardziej.

Skomentuj (12) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 255 (289)

#70337

(PW) ·
| Do ulubionych
Pracuję w saloniku prasowym, który mieści się w budynku marketu. Obok saloniku jest jeszcze stoisko mięsne i piekarnia.

Dzisiaj będzie o wspaniałych rodzicach.

Wiadomo, czasami trzeba zabrać dziecko na zakupy. Problem polega na tym, że "sprytni" rodzice robią sobie spokojnie zakupy - a to w piekarni, a to w mięsnym... a dzieci biegają! Zwykle galopem prosto do mnie, bo przecież kiosk to świetny plac zabaw - można sobie mieczem świetlnym pomachać, pojeździć autkiem po podłodze, zrobić bałagan w gazetach, ewentualnie stać z zewnątrz i mocno walić głową w szybę.

Niestety dzieci podczas tych swoich galopów nie uważają. Półki na prasę są metalowe i ostre, dużo kantów, na dole jeszcze drewniane półki - o tragedię wcale nie jest trudno.

Właśnie dzieciak sobie rozwalił buzię o lodówkę.

Drodzy rodzice - włączcie myślenie.

Skomentuj (10) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 329 (341)

#69565

(PW) ·
| Do ulubionych
Pracuję w saloniku prasowym.

Praca jest super - spokojna, przyjemna, piekielnych klientów nie mam, a wręcz przeciwnie - lubią sobie pogadać, często życzą miłego dnia i czasami nawet dostaję jakieś słodycze w prezencie. Oczywiście nie może być zbyt pięknie, dlatego zrobili u nas punkt odbioru przesyłek InPostu.

Roboty jest przy tym sporo, dostajemy za to dosłownie grosze, nie za bardzo mamy gdzie chować te przesyłki (a co drugi dzień przychodzi mnóstwo listów).

Piekielny jest doręczyciel, ludzie odbierający listy i w sumie cały InPost.

1. Doręczyciel - przez ponad miesiąc go prosiłam, żeby pisał na awizo "odbiór od dnia następnego". A nawet nie musiał pisać, wystarcza pieczątka. Dlaczego? Notorycznie przychodzili do mnie ludzie z awizo z tego samego dnia, a ja jeszcze nawet nie miałam tych listów u siebie, przez co ludzie marnowali swój czas.

2. Maszyneria i działanie firmy - gdy zepsuł się skaner do kodów na przesyłkach i tablet do elektronicznych podpisów, na wymianę czekałyśmy miesiąc. Wtedy trzeba było ręcznie wypisywać druczki odbioru, co generowało gigantyczne kolejki, szczególnie gdy ktoś miał do obioru np pięć listów. Zaginione listy - na porządku dziennym, rzecz jasna "nikt nic nie wie".

3. Odbierający - pretensje, że nie chcę dać listu sądowego do żony/kogoś tam gdy nie mają upoważnienia to norma. Najbardziej irytujący są ci, którzy przychodzą tego samego dnia po przesyłkę (oczywiście mówię o tych, którzy mieli już pieczątkę na awizo "od dnia następnego") i dziwią się, że jeszcze tego nie mam, albo się dziwią, że muszą długo czekać, bo doręczyciel był chwilę temu i nie mam jeszcze tych listów poukładanych.

Mają też na awizo wyraźnie napisane - odbiór między godziną 8 a 20. Co z tego! Ciągle ktoś przyłazi przed 8 albo po 20, co nie jest mi na rękę, bo rano mam kilka paczek gazet do rozłożenia, a wieczorem trzeba posprzątać, zacząć liczyć kasę i powoli wszystko ogarniać do zamknięcia. Oczywiście nie robię problemu jak ktoś przyjdzie później, ale jak pewna pani przyszła o godzinie 21.01 (czynne mamy do 21) i się bardzo zdziwiła, że jej nie wydam przesyłki bo za minutę wychodzę, to ręce mi opadły... Obraziła się, że nie zamierzam zrobić wyjątku "skoro już tu przyszła" i czekać potem pół godziny na kolejny autobus.

4. Codziennie ktoś robi awanturę, że nie może nas znaleźć i że mamy pisać, w którym markecie mieści się salonik prasowy. Nie dociera, że to nie my roznosimy przesyłki i że to zależy od doręczyciela.

Ludzie, jak dostajecie awizo, to czytajcie co tam jest napisane i szanujcie czas innych ludzi. A jak odbieracie coś z szanownego InPostu w kioskach czy innych miejscach (słyszałam, że w sklepie mięsnym nawet taki punkt istnieje...) to nie miejcie pretensji do osób które tam pracują, bo to naprawdę nie od nich zależy.

Skomentuj (17) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 178 (258)

1