Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#53251

(PW) ·
| Do ulubionych
Pewna miła pani sprawiła, że mimo trzydziestki na karku, znów poczułam się jak studentka w dziekanacie...

Pracuję sobie w jednym z urzędów. Ostatnio staramy się zbudować bazę danych we współpracy z innymi instytucjami, które zbierają różne ciekawe informacje o swojej działalności, ale rzadko je udostępniają, bo w sumie nikt ich o to nie pyta. No to poszło kilkanaście pism i przyszło kilkanaście odpowiedzi z zakresem danych do ewentualnego udostępnienia. Wszystko pisemnie, z pieczątkami, pełna pompa. Jedni pisali mało, inni całe wypracowania. A że ja też z urzędu to muszę zrobić sprawozdanie.

Żeby nie wklepywać tego odręcznie do komputera, dzwoniłam i mailowałam do większości tych "bardziej rozpisanych" z prośbą o elektroniczną wersję pisma. Nie jest to żadne naciągnięcie przepisów, w końcu tekst został zatwierdzony i przypieczętowany przez Wszystkich Świętych przed wysłaniem, więc puszczenie tego mailem jest zwykłą kurtuazją...
Wojewódzka Komenda Policji i WK Straży Pożarnej uwinęli się w 5 minut. Izba Skarbowa, Izba Celna? Nie ma problemu, od ręki.
Szpitale, urzędy wojewódzkie, różne jednostki podległe i tym podobne potrzebowały kilku chwil, czasem godziny, żeby coś wysłać. Generalnie sielanka i serce rośnie na tą przyjazną atmosferę współpracy.
Na ścianę trafiłam, gdy próbowałam to samo uzyskać od Rektoratu.

Dzień 1, środa
Nie.
Pan Rektor jest dziś na urlopie, jego sekretarka też i nikogo tu nie ma (paranormal activity normalnie).
A ja tu nie znajdę tego pisma, może pani mi przesłać skan tego pisma, to będzie mi łatwiej?
No numer pisma też może być.

Dzień 2, czwartek
Nie.
Pamiętam o pani, ale przecież mówiłam, że rektor jest na urlopie. Do poniedziałku. Tak, znalazłam to pismo, ale nie wyślę.
Bo Pan Rektor jest na urlopie, a bez jego zgody w rektoracie nie wysyła się maili.
Nieważne że już to podpisał i to nie jest żadna tajemnica.
Nie i już. Jak wróci z urlopu, i będzie miał czas, żeby o tej sprawie porozmawiać, to podejmie decyzję.

Dzień 6, poniedziałek
Nie.
Pan Rektor jest teraz na bardzo ważnym spotkaniu i nie wiadomo, kiedy wróci.
Nie wiem, czy będzie miał czas ze mną porozmawiać w tej sprawie.
Być może w pani urzędzie dyrektor ma czas żeby rozmawiać ze swoimi pracownikami, ale tutaj Pan Rektor jest bardzo zajęty.

I w tym miejscu coś we mnie pękło, przyznaję się bez bicia, zapowietrzyłam się okrutnie i rzekłam, że moim miejscu pracy nie muszę się pytać o pozwolenie w kwestii takich pierdół. Tekst przepisałam odręcznie, rzucając co bardziej soczyste wiązanki na wszystkie Panie Halinki*
A potem zaczęłam się śmiać... Bo w sumie.. to prawie tak, jakby znowu ktoś mnie poprosił o dowód przy zakupie piwa.
To było ponad tydzień temu. W robocie zaczęliśmy robić zakłady, ile to może potrwać, ale potem zwyczajnie miałam inne sprawy i to zostawiłam. Maila oczywiście nie dostałam. Pani oczywiście na pewno o mnie pamięta, ale przecież Pan Rektor jest taki zajęty...

*dla niezorientowanych: www.pani-halinka.pl

Rektorat

Skomentuj (15) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 311 (365)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…