Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
zarchiwizowany

#55117

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Dawno, dawno temu, zapewniwszy sobie jakieś tam dochody postanowiłam wyprowadzić się z domu. Desant został wykonany sprawnie i- po raz pierwszy w życiu- zamieszkałam zupełnie sama. Bez rodziców, współlokatorek, brata i podobnych. Pierwszej nocy odbyła się impreza, a drugiej nie mogłam spać, bo wydawało mi się, że się do mnie włamują. W moim zupełnie pustym mieszkaniu słychać było jakieś nieokreślone stuki i odgłosy, z których każdy budził mnie ze snu, interpretowany jako ostrzeżenie przed złodziejem/ gwałcicielem/ mordercą (niepotrzebne skreślić).

Po tygodniu podskakiwałam na każdy niespodziewany odgłos. Nie chciało mi się też wracać do domu- bo po co. Siedziałam znajomym na głowie i wszyscy mieli mnie dość, bo zrobiłam się nerwowa.

- Przygarnij se coś- podsunęła mi koleżanka, mając na myśli chłopa, ale pomyślałam sobie, że zanim sobie jakiegoś oswoje na tyle, żeby mógł się się wprowadzić, to wcześniej zwariuje na tej swojej pustelni.
Przygarnęłam sobie wiec kota, jako że był opcją mniej kłopotliwą. Dachowca ze schroniska. Odtąd wszystkie nieokreślone odgłosy były zwalane na niego i mogłam spać spokojnie.
Nieoczekiwanie (dla mnie przynajmniej) okazało się, że całe mnóstwo ludzi ma problem z moim kotem. Zaczęło się od:
- "zostaniesz starą panną, z piątką kotów".
- "on jest brzydki, dlaczego nie wzięłaś sobie rasowego"
- "ja nie będę u Ciebie nic jeść, bo będzie z sierścią"

i dalej, chór ciężarnych koleżanek:

- "ja do ciebie nie przyjdę bo ty masz kota". Zaświadczenie od lekarza, że kot jest "czysty" i nie wychodzi oraz argument, że jest karmiony tylko karmą sklepową nie trafiał.

a potem:

- "jak to nie kupujesz skórzanej kanapy? Kot podrapie? No wiesz- urządzać mieszkanie pod kota- zupełnie ci odbiło, pozbądź się go"
- z wymianą glinianych doniczek na plastikowe to samo
- i z wymianą ciemnych dywanów na jasne, bo kot biały i nie ma tego koszmarnego problemu ze sierścią przy jasnych- to tym bardziej
- a jak wrzuciłam zdjęcie z siebie z kotem na fb to już w ogóle
- ale to i tak było niczym, w porównaniu ze stopniem zdziwaczenia,jaki u mnie zdiagnozowano kiedy przyznałam się, że wydaje 100 zł miesięcznie na kota
- i kiedy rozmawiałam z koleżanką- kociarą (szczęśliwą posiadaczką 7 miu) o tym jakie one są śmieszne
- i jeszcze an dodatek sprzątam mu kuwetę ręcznie, co dla każdego normalnego człowieka jest uwłaczające
- a podrapane dłonie świadczą w ogóle o tym, że to psychol, i jak ja mogę na takie rzeczy pozwalać
- poza tym każdy lepiej ode mnie wie jak wychować mojego kota
- i on mnie w ogóle nie kocha. Koty nie potrafią...
-... i zje mnie po śmierci.

Jako, że jestem mistrzem biernej agresji i upartego, milczącego oporu kot dalej jest a znajomości zweryfikowały się same z siebie, bez żadnego podejmowania drastycznych decyzji z mojej strony. Po prostu jakoś tak wyszło, że ludzie najbardziej nieprzyjaźnie do niego nastawieni tak na prawdę tolerowali mnie a nie akceptowali. Ot ciekawostka :)

Skomentuj (47) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 175 (345)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…