Z okazji świąt i braku dostępności do lekarza, przypomniała mi się historia sprzed roku.
Przez kilka dni budziłam się rano z bólem oka. Cały czas miałam wrażenie jakby coś było pod powieką.
Poszłam do lekarza rodzinnego. Stwierdził, że to może być zapalenie spojówek, ale on się nie zna i nic mi nie przepisze, więc mam iść do okulisty.
Poszłam do rejestracji. Do okulisty są miejsca na za 2 tygodnie. Chcąc, nie chcąc zapisałam się. Kupiłam jakieś kropelki bez recepty w nadziei, że pomogą.
Jednak po kolejnych 2 dniach, ból i swędzenie było na tyle uciążliwe, że postanowiłam pojechać na ostry dyżur okulistyczny.
W kolejce przede mną 1 osoba.
Tuż przede mną weszła dziewczynka z matką, jej znajoma to pielęgniarka, więc weszły bez kolejki. Mimo, że ja byłam wcześniej. Na szczęście w środku były 2 stanowiska, więc i ja mogłam wejść równocześnie.
Opowiadam lekarce, że mnie piecze, swędzi i boli, oko łzawi, do tego mam wrażenie jakby coś było pod powieką. Na to starsza lekarka stwierdza, że to pewnie zapalenie spojówek i że po co ja tutaj przyszłam. To jest ostry dyżur, tutaj to nagłe przypadki, a takie błahostki to do zwykłego okulisty. Na szczęście druga, młodsza lekarka zbadała mnie i potwierdziła, że to zapalenie spojówek. Dostałam kropelki i coś tam jeszcze. Łącznie wydałam około 70 zł, ale przynajmniej przeszło.
A gdzie tu piekielność?
Otóż starsza pani doktor, w momencie kiedy darła się na mnie z pretensjami, że na ostry dyżur z zapaleniem spojówek, była w trakcie badania dziewczynki, której matka jest znajomą pielęgniarki. I co dolegało dziewczynce? Ano miała zaczerwienione oczy i mama z nią przyszła, żeby sprawdzić czy wszystko ok. Jak się okazało córeczka była na basenie i od chloru miała przekrwione oczy. To naprawdę prawdziwy nagły wypadek...
Przez kilka dni budziłam się rano z bólem oka. Cały czas miałam wrażenie jakby coś było pod powieką.
Poszłam do lekarza rodzinnego. Stwierdził, że to może być zapalenie spojówek, ale on się nie zna i nic mi nie przepisze, więc mam iść do okulisty.
Poszłam do rejestracji. Do okulisty są miejsca na za 2 tygodnie. Chcąc, nie chcąc zapisałam się. Kupiłam jakieś kropelki bez recepty w nadziei, że pomogą.
Jednak po kolejnych 2 dniach, ból i swędzenie było na tyle uciążliwe, że postanowiłam pojechać na ostry dyżur okulistyczny.
W kolejce przede mną 1 osoba.
Tuż przede mną weszła dziewczynka z matką, jej znajoma to pielęgniarka, więc weszły bez kolejki. Mimo, że ja byłam wcześniej. Na szczęście w środku były 2 stanowiska, więc i ja mogłam wejść równocześnie.
Opowiadam lekarce, że mnie piecze, swędzi i boli, oko łzawi, do tego mam wrażenie jakby coś było pod powieką. Na to starsza lekarka stwierdza, że to pewnie zapalenie spojówek i że po co ja tutaj przyszłam. To jest ostry dyżur, tutaj to nagłe przypadki, a takie błahostki to do zwykłego okulisty. Na szczęście druga, młodsza lekarka zbadała mnie i potwierdziła, że to zapalenie spojówek. Dostałam kropelki i coś tam jeszcze. Łącznie wydałam około 70 zł, ale przynajmniej przeszło.
A gdzie tu piekielność?
Otóż starsza pani doktor, w momencie kiedy darła się na mnie z pretensjami, że na ostry dyżur z zapaleniem spojówek, była w trakcie badania dziewczynki, której matka jest znajomą pielęgniarki. I co dolegało dziewczynce? Ano miała zaczerwienione oczy i mama z nią przyszła, żeby sprawdzić czy wszystko ok. Jak się okazało córeczka była na basenie i od chloru miała przekrwione oczy. To naprawdę prawdziwy nagły wypadek...
ostry dyżur okulistyczny
Ocena:
376
(506)
Komentarze