Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#63151

(PW) ·
| Do ulubionych
Kiedy słyszę historie o Powiatowym Urzędzie Pracy (zwanym pieszczotliwie PUPą) przypomina mi się epizod z własnego życia, kiedy to często bywałam tam jako petent. Konkretnie po to, żeby wydębić środki, a rozpoczęcie działalności gospodarczej.
Jaka PUPa jest każdy wie, więc daruje sobie opis poszczególnych etapów mojej drogi krzyżowej zwanej rekrutacją i przejdę do razu do piekielności.

Aby otrzymać dofinansowanie potrzebowałam dwóch żyrantów, którzy musieli PUPie udowodnić, że posiadają dochody na pewnym określonym poziomie. Kazano im zatem przedłożyć zaświadczenie o dochodach.
Jednym z żyratów był mój ojciec. Karnie poszedł do księgowej w swoim zakładzie pracy po odpowiedni świstek papieru, a następnie odbił się od drzwi PUPy, gdyż dowiedział się, że jego zaświadczenie jest nieważne. Bo brakuje na nim pewnych istotnych informacji, których PUPa wymaga. Konkretnie nie ma sformułowania "zakład pracy nie znajduje się w stanie upadłości".

Mój ojciec jest pracownikiem Wojewódzkiej Komendy Policji.

Księgowa na komendzie pośmiała się i dopisała zdanie długopisem. Zwyczajnie firmowy druk Policyjny nie zawierał tego sformułowania - nikomu chyba do głowy nie przyszło. Padło nawet stwierdzenie, że prędzej zlikwidują PUPę niż Policję.

PUPa zaświadczenia nie przyjęła, bo to nie wygląda poważnie takie popisane i dopiero przy tym drugim podejściu wydrukowała odpowiedni formularz, z którym Ojciec pomaszerował do Księgowej (po raz trzeci). I na szczęście ostatni.

I tak było ze wszystkim.

PUP

Skomentuj (28) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 498 (546)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…