Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Tak a propos jeszcze rodaków na emigracji, którzy nie czują potrzeby nauki lokalnego języka.

Jako tłumacz dostałem zlecenie do dentysty. W sumie łatwa robota, po potwierdzeniu tożsamości klienta i ustaleniu co będzie robione, siedziałem sobie w poczekalni za uchylonymi drzwiami do gabinetu i czytałem sobie gazetę, co jakiś czas powtarzając "proszę otworzyć usta", "proszę zacisnąć", "proszę przepłukać i wypluć" i takie tam.

Po zakończeniu zlecenia uprzejmy klient bardzo mi dziękował, mówiąc, że jest w UK od 2004 roku i jestem najsympatyczniejszym tłumaczem jaki mu się trafił.

Zapytałem go, czy mieszkając tyle lat w UK nie pora by była nauczyć się lokalnego języka...
"A po co?" - odpowiedział - "W pracy tylko sprzątam biura, więc język mi niepotrzebny, a jak coś ważnego wypadnie, to mi mają obowiązek zapewnić tłumacza za darmo. Należy mi się, bo płacę tu podatki!"

Po czym zaproponował, że postawi mi kawę jeśli zgodzę się poświęcić mu pięć minut i przetłumaczyć mu list, który do niego przyszedł, a którego on nie rozumie. "To ważne" - mówi - "bo może mi chcą odebrać working tax credit*".

*) Dla nieznających brytyjskich realiów: working tax credit to jest taki zasiłek, kiedy ktoś zarabia zbyt mało, żeby płacić podatki, to zamiast tego on dostaje pieniądze od państwa :)

zagranica

Skomentuj (12) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 385 (413)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…