Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#68725

(PW) ·
| Do ulubionych
Sytuacja sprzed paru godzin, więc po kolei, może uda mi się opisać tak jak to widziałem...

Autobus linii 182, Warszawa (ważne!)
Siedzę sobie na siedzeniu od strony przejścia, nagle kierowca gwałtownie hamuje (jak potem się okazało, bo i policja była na miejscu - pod Halą Kopińską wyrwał się matce jakiś dzieć i jedną nogą wpadł na jezdnię).
Ja wylatuję z siedzenia i zwiedzam twarzą podłogę autobusu.
Piekielne?

Nie, ani trochę, rozumiem kierowcę, i w sumie nic strasznego mi się nie stało.
Przechodzimy do części piekielnej - szoruję twarzą podłogę autobusu, gdy nad moją głową przelatuje dziecko w wieku góra trzy lata i kończy swój lot na żółtej metalowej rurce. Krew cieknie, nie wiem skąd, dziecko płacze jak to skrzywdzone dziecko.

Objawia się mamusia. Z awanturą do kierowcy: "Czemu Pan tak hamował?" a co lepsze z awanturą do mnie: "Czemu jej nie złapałeś jak leciała?"

Teraz ustalenia policjantów:
Matka ustawiła wózek w miejscu na wózki.
A potem usiadła dwa miejsca siedzące dalej.
Więc jak każe fizyka:
1) gwałtowne hamowanie
2) wózek się wywraca
3) dziecko leci
4) gdzieś się musi zatrzymać

Ja tylko myślę nad tym, czy to po prostu głupota, czy "mam wszystko w dupie" i co matka dziecka chciała uzyskać wrzeszcząc na kierowcę i na mnie?

Skomentuj (19) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 576 (620)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…