Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

Trepcio

Zamieszcza historie od: 14 lipca 2015 - 7:11
Ostatnio: 22 listopada 2020 - 9:38
  • Historii na głównej: 32 z 33
  • Punktów za historie: 6965
  • Komentarzy: 382
  • Punktów za komentarze: 2608
 

#87288

(PW) ·
| Do ulubionych
Znajoma prowadzi sklepik szkolny.
Po tym jak parę lat temu kazali jej wycofać słodycze, słodkie bułki itd - jakoś to przeżyła.
Na kanapkach też na swoje wychodziła.
Od 15-go dowiedziała się, że między dziesiątą, a dwunastą może obsługiwać tylko osoby powyżej 60 roku życia.
Nie skomentuję, bo musiałbym to zrobić wulgarnie.

Skomentuj (22) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 149 (165)

#87137

(PW) ·
| Do ulubionych
Myślałem, że niewiele może mnie zadziwić - myliłem się.

W weekend włamano się do kiosku w okolicy.
Wczoraj - poniedziałek - kiosk był przez cały dzień czynny.
Dziś rano widziałem, jak technik policyjny zbiera odciski palców Z DRZWI.

Zrozumiałbym, jakby zbierał je z szuflady kasowej, albo z szuflad dostępnych tylko dla sprzedawców.

Ale na Boginię? Z drzwi? Po tym, jak w poniedziałek pewnie z 500 osób weszło i wyszło?

Skomentuj (10) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 106 (116)

#87036

(PW) ·
| Do ulubionych
Odnoszę wrażenie, że ktoś w MEN nie umie liczyć.
UWAGA: Bardzo długie

Co prawda mnie to już nie dotyczy bo uczyć w szkole przestałem już naście lat temu, ale realia szkoły - powiedzmy, że znam.

Wszystkie poniższe rozważania są na podstawie tego co znam - szkoła podstawowa, 4 równoległe klasy, ok 800 uczniów.


Więc rozbierzmy na części wytyczne MEN:

1. Do szkoły może uczęszczać uczeń bez objawów chorobowych sugerujących infekcję dróg oddechowych oraz gdy domownicy nie przebywają na kwarantannie lub w izolacji w warunkach domowych.

I teraz taka sytuacja - przychodzi do szkoły czwartoklasista (11 lat) - ma gorączkę i kaszle. I co z takim fantem zrobić? Do domu nie wróci, bo rodzice w pracy. Do szkoły nie wejdzie, bo nie wolno.

Druga rzecz - kto ma te dzieci przy wejściu sprawdzać?
Jakieś dofinansowanie na etat "sprawdzacza" są przewidziane?

2. Uczniowie nie powinni wymieniać się przyborami szkolnymi między sobą.

To rozumiem, że rząd zapewni pieniądze na zatrudnienie 32 osób, które będą tego pilnować?

3. Jeżeli pracownik szkoły zaobserwuje u ucznia objawy mogące wskazywać na infekcję dróg oddechowych, w tym w szczególności gorączkę, kaszel, należy odizolować ucznia w odrębnym pomieszczeniu lub wyznaczonym miejscu, zapewniając min. 2 m odległości od innych osób, i niezwłocznie powiadomić rodziców/opiekunów o konieczności odebrania ucznia ze szkoły (rekomendowany własny środek transportu).

Tu nie mam zastrzeżeń. To ma sens. Tylko:
- rodzice bardzo często nie odbierają telefonów ze szkoły
- niekoniecznie mogą w danej chwili po dziecko przyjechać
- o odrębnym pomieszczeniu można w szkole zapomnieć, no chyba że dzieciaka zamkniemy w łazience
- można wyznaczyć miejsce - na przykład na boisku szkolnym - ale kto ma się tym dzieckiem wtedy opiekować?
- a jak to nie będzie jedno dziecko, tylko czworo?

4. Zaleca się korzystanie przez uczniów z boiska szkolnego oraz pobyt na świeżym powietrzu na terenie szkoły, w tym w czasie przerw.

Też niby niegłupie. Tylko kto tych dzieci ma tam pilnować? O ile nauczyciele są w stanie ogarnąć korytarze szkolne (choć to też jest problem, bo trzeba się przygotować na następną lekcję) to nie wyobrażam sobie, żeby byli w stanie upilnować dzieci na terenie szkolnym o powierzchni 1 ha.
Ale ok. Można do tego zatrudnić te osoby "pilnujące" z punktu 2.
W sumie do sprawdzania na wejściu też je można zatrudnić.

5. Podczas realizacji zajęć, w tym zajęć wychowania fizycznego i sportowych, w których nie można zachować dystansu, należy ograniczyć ćwiczenia i gry kontaktowe.

Do zrobienia, nie mam zastrzeżeń. Choć nie wyobrażam sobie tego w szkołach sportowych - gdzie uczniowie są ukierunkowani na konkretne dyscypliny.

6. Należy wietrzyć sale, części wspólne (korytarze) co najmniej raz na godzinę, w czasie przerwy, a w razie potrzeby także w czasie zajęć.

Słuszne i racjonalne. W sumie też można do tego zatrudnić osoby z punktu 2. i 4. "Dzieci, nie wychodzimy z klasy, póki nie otworzę okien" (5 okien w klasie, jakaś minuta. Zamykanie następna minuta, bo w trakcie lekcji nie da się tego zrobić, bo trzeba pilnować, czy nie pożyczają sobie ołówków. Wyjście ze szkoły na dwór - 2 minuty, zwoływanie dzieci i powrót 3 minuty. I tak, macie dzieci 3 minuty przerwy! Tylko wypocznijcie dobrze!)

6. Uczeń nie powinien zabierać ze sobą do szkoły niepotrzebnych przedmiotów.

Czyli oprócz mierzenia temperatury na wejściu jeszcze sprawdzanie plecaków? A jak uczeń coś chce wnieść w kieszeni? To na osobistą?

7. Personel kuchenny i pracownicy administracji oraz obsługi sprzątającej powinni ograniczyć kontakty z uczniami oraz nauczycielami.

Zrozumiałe. Tylko jak ma ograniczyć kontakty pani wydająca jedzenie, albo woźna?

8. Należy ustalić i upowszechnić zasady korzystania z biblioteki szkolnej oraz godziny jej pracy, uwzględniając konieczny okres 2 dni kwarantanny dla książek i innych materiałów przechowywanych w bibliotekach.

Też ma sens. Tylko to znaczy, że trzeba dobudować do biblioteki dodatkowe pomieszczanie na "książki w kwarantannie".
I rozumiem, że panie bibliotekarki też nie powinny tych książek dotykać? To jak mają sprawdzić, czy właściwa książka wróciła i w jakim stanie?

9.W miarę możliwości rekomenduje się taką organizację pracy i jej koordynację, która umożliwi zachowanie dystansu między osobami przebywającymi na terenie szkoły, szczególnie w miejscach wspólnych i ograniczy gromadzenie się uczniów na terenie szkoły (np. różne godziny przychodzenia uczniów z poszczególnych klas do szkoły, różne godziny przerw lub zajęć na boisku) oraz unikanie częstej zmiany pomieszczeń, w których odbywają się zajęcia.

A to właśnie jest ten punkt, który mnie rozbił.

- różne godziny przychodzenia uczniów do szkoły. Wydaje się sensowne tylko policzmy. Załóżmy że na godzinę ósmą przychodzą klasy pierwsze. Czyli 100 uczniów i 100 rodziców, których też trzeba sprawdzić. Odpuśćmy sobie sprawdzanie plecaków. Mierzymy temperaturę. 10 sekund na przejście od osoby do osoby, wyzerowanie termometru i pomiar. 2000 sekund. Ale zaraz! przecież termometry bezdotykowe należy co 100 pomiarów skalibrować. Co zajmuje od 10 do 30 minut. Ale załóżmy że termometr z wyższej półki. Czyli mamy 2000 sekund + 20 minut - ok godziny.
Jest dziewiąta, zaczynamy lekcje z pierwszakami.

Pierwsze klasy weszły, wpuszczamy drugie klasy.
Procedura jak wyżej, jest godzina dziesiąta.

Trzecie klasy - 11:00.

Teraz pójdzie już szybciej, bo od czwartej klasy nie muszą odprowadzać rodzice.

Więc ósme klasy wchodzą o 13:30.

Nie mówiąc już o harmonogramie przerw - o ile w klasach 1-3 jest to do zrealizowania, to jak wyobrażacie sobie nauczyciela, który właśnie kończy lekcję, a następną ma z klasą, która skończyła przerwę 10 minut temu?

No i ostatnie - unikanie częstej zmiany pomieszczeń - skoro nie można na lekcję fizyki pójść do pracowni fizycznej etc, to może wszystkie lekcje prowadźmy na boisku szkolnym, albo przed szkołą, Podejrzewam, że będą równie (nie)użyteczne.


I taki mój wniosek - choć raczej podejrzenie - minister dostał polecenie, żeby dzieci poszły do szkoły i choćby skały sr@ły to je tam wepchnie.
Na te dodatkowych 30+ etatów niezbędnych do zrealizowania jego wytycznych nie rzuci nawet złotówki.
A czemu dzieci muszą iść do szkoły? Bo wtedy nie trzeba będzie wypłacać zasiłków opiekuńczych.

Ufff... Dziękuję jeśli ktoś doczytał, ale naprawdę musiałem to z siebie wyplumkać.

Skomentuj (43) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 226 (272)

#86986

(PW) ·
| Do ulubionych
Może być nieco długo, ale chciałbym opisać w miarę dokładnie.

Sytuacja:
Droga szybkiego ruchu po 2 do 3 pasów w jedną stronę i przecinająca ją dróżka lokalna.
Na skrzyżowaniu światła, pasy dla pieszych, brak drogi rowerowej.

Stoję sobie przed przejściem przez tą mniejszą uliczkę. Czerwone światło, więc czekam. Dobija do mnie od tyłu para rowerzystów.
Nazwijmy ich R1 i R2. Widać że jadą razem.

R1 zatrzymuje się obok mnie i zsiada z roweru. Czeka ze mną, aż się światło zmieni.

R2 przelatuje na czerwonym i skręca w prawo, przez tę drogę szybkiego ruchu. Tylko w międzyczasie już się światło zmieniło i samochody tam ruszyły.

R2 ładuje się pod jakiś niewielki samochód - na szczęście samochód ruszał i tylko potrącił R2.

R1 i ja przeszliśmy przez pasy. Dochodzimy do miejsca zdarzenia.

Ja pytam tak normalnie - pomóc, wzywamy pogotowie, policje?

R2 - "Miałam pierwszeństwo!"
R1 - "Ty przeproś pana i ładnie poproś, żeby nie dzwonił"

R2 - "Ale rower ma pierwszeństwo!!!" (i to już naprawdę wrzask)

R1 - do kierowcy - Nie ma strat, nie musimy wzywać?
Kierowca - "No dobrze, dobrze" - widać, że szczęśliwy, że nikogo nie uszkodził...

R2 - "Ale on we mnie walnął!"

I tu jako świadek/obserwator usłyszałem piękną rzecz.
"Kochanie, ja Cię lubię, ale zamknij wreszcie ryj"

PS. Świadome wjeżdżanie przed samochody.
To powinno się kwalifikować jako samobójstwo?

Skomentuj (17) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 184 (200)

#86813

(PW) ·
| Do ulubionych
Opowieść o dziurze.

Przy okazji ulewnych deszczy coś podmyło chodnik i zrobiła się tam dziura. Taka 50 cm na 50 cm i z 50 cm głębokości.

Poinformowałem opiekunów drogi o tej dziurze - co też nie było łatwe, bo okazało się, że droga tam biegnąca nie jest gminna. ani powiatowa tylko wojewódzka - myślałem, że coś się podzieje.

I nie myliłem się - po dwóch dniach stanął tam pachołek. Który jeszcze bardziej utrudniał przejście - bo to jedyne przejście przez drogę wojewódzką na drugą stronę w zasięgu ok. 2 km.

Ale, ale - nie będę marudził - po 3 dniach przyjechała ekipa, zasypała dziurę piaskiem i położyła nową kostkę.

Następnego dnie znów była burza. Piasek wymyty, dziura jeszcze większa.
Tym razem już nie musiałem dzwonić - po dwóch dniach ustawili pachołek, po pięciu - piasek, kostka i tak dalej.

Po wczorajszej ulewie dziura ma już jakieś półtora na półtora metra. Włazi na jezdnię i trawnik.
Ale co tam - znów piaskiem zasypiemy :)

Skomentuj (4) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 96 (104)

#86332

(PW) ·
| Do ulubionych
Przepraszam, za wczorajsze zamieszanie, po prostu w pewnej chwili musiałem wybiec - bo jakaś awaria u klienta. I widocznie jak się pakowałem postawiłem plecak na klawiaturze - i dziabnęło się ENTER :)

To już opowiadanie od początku:

Wczorajszy dzień, po wprowadzeniu tych ograniczeń.

Wędruję sobie z psicą do sklepu.

Dopada mnie patrol - ale na Boginię, jakbym widział ten ze stanu wojennego - jeden policjant i jeden jakiś "wolontariusz".
OK, nie mam im za złe, to ich praca sprawdzać.

- Dokumenty!
- Nie mam.
- Ale jak to?
- Nie słyszałem, żeby był obowiązek noszenia przy sobie, wyszedłem na zakupy.
- A pies! (to wszystko wrzaskiem)
- On też wyszedł na zakupy.
- Proszę wracać do domu!

W tym momencie usiłuję im wyoślić, że do domu mam z kilometr, a do upragnionych przez mnie sklepów jakieś 200-400 m (bo sklepów jest kilka).

Tu policjant się ucieszył...
- No to będzie mandat!
- A za co?
- Wyjście z psem to nie jest potrzeba życiowa.
- A wyjście po zakupy?
- Tak, ale bez psa.

Zgłupiałem. Ale zapytałem, że skoro nie ma stanu wyjątkowego, to czemu chce mnie ukarać?
- art. 116 KW! (i to naprawdę cały czas krzyk)

OK, ponieważ w telefonie nie mam netu i go nie pragnę, zadzwoniłem do pani radcy prawnej. I mówię jej co jest grane.

A ona mówi mi, że ten artykuł obowiązuje tylko osoby, które "Wiedzą, że są chore".

To samo przekazałem zatrzymywaczom,
Chwila konsternacji...
- To ja udzielam Panu (o, już jestem Pan) pouczenia.
- Dobrze, poczułem się pouczony.

I teraz dla wyjaśnienia cytuję:

"Art. 116. KW

§ 1. Kto, wiedząc o tym, że:
1) jest chory na gruźlicę, chorobę weneryczną lub inną chorobę zakaźną albo podejrzany o tę chorobę,
2) styka się z chorym na chorobę określoną w punkcie 1 lub z podejrzanym o to, że jest chory na gruźlicę lub inną chorobę zakaźną,
3) jest nosicielem zarazków choroby określonej w punkcie 1 lub podejrzanym o nosicielstwo, nie przestrzega nakazów lub zakazów zawartych w przepisach o zapobieganiu tym chorobom lub o ich zwalczaniu albo nie przestrzega wskazań lub zarządzeń leczniczych wydanych na podstawie tych przepisów przez organy służby zdrowia,
podlega karze grzywny albo karze nagany.

§ 2. Tej samej karze podlega, kto, sprawując pieczę nad osobą małoletnią lub bezradną, nie dopełnia obowiązku spowodowania, aby osoba ta zastosowała się do określonych w § 1 nakazów, zakazów, wskazań lub zarządzeń leczniczych."

Koniec cytatu.

Skomentuj (42) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 124 (146)

#86145

(PW) ·
| Do ulubionych
To tak, w temacie klapsów/lania, zrozumiem jak zminusujecie, ale to jest moje:

OK. Ja może jestem stary, ale rozumiem różnicę między "laniem", a "laniem".

W życiu swoim dwa razy dostałem w kuper od rodzicielki.
Pierwszy raz - gdy pojechałem na rower na godzinę i wróciłem po pięciu godzinach.
Drugi raz - gdy miałem pilnować o 5 lat młodszej siostry, ona wróciła do domu, a mnie nie było.
I wtedy rozumiem - nawaliłem, należało się.

Od ojca mego nie wiem ile razy dostałem, bo to było całkiem losowe - był na coś zły - trzeba się wyładować.

Dlatego jedno od drugiego odróżniam.

A jak miałem jakieś 17 lat i ojciec na mnie podniósł rękę, to chwyciłem mu ją i odłożyłem na stół. Od 15 roku życia tańczyłem zawodniczo - to jednak wyrabia mięśnie.
Słuchajcie, jak ja się wtedy bałem... Jak mi się nie uda...

Ale wracając do tego od czego zaczynałem - naprawdę jest "bicie" i "bicie".

Jak kilka lat później w mieszkaniu studenckim wychowywaliśmy córkę koleżanki - to za zabawę z palnikami kuchni gazowej sam jej od razu dawałem po łapach.
A czy półtoraroczny dzieciak zrozumie tłumaczenie?

Więc tak - sam skrzywdzony jestem wielce biciem, ale rozumiem sytuacje, gdy jest to właściwe.

Skomentuj (46) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 124 (168)

#85879

(PW) ·
| Do ulubionych
Tu pewnie ja będę piekielny.

Opowieść - wracam z targu z plecakiem zakupów.
Jako pierwsza do busa ładuje się kobieta z dużym wózkiem zakupowym.
I zatrzymuje się dokładnie pośrodku drzwi: "Bo ona zaraz będzie wysiadała".
To pryszcz, że na przystanku stoi jeszcze 6 osób, które nie mają jak wsiąść: "Ona będzie wysiadała".

Zamiast delikatnie tłumaczyć (przecież bus za niecałą minutę odjedzie) wlazłem i machnąłem ją z biodra, tak, że pod okno się przestawiła.

Z jednej strony głupio mi z tego powodu - a z drugiej - jak ma zamiar wysiąść, to może by ustawiła się na końcu?

Skomentuj (1) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 152 (166)

#85639

(PW) ·
| Do ulubionych
W ramach badania dla klienta, trzeba było przeprowadzić pogłębione wywiady na temat satysfakcji pacjenta z tego, jak jest przyjmowany w placówkach opieki zdrowotnej.
I dzisiaj te wywiady sobie przepisuję na literki...

I widzę:
(dyrektor szpitala, rozmowy anonimowe) - Pani, a czemu pacjent ma być zadowolony z pobytu w szpitalu? Żebym miał większą kolejkę, z której mnie potem będą rozliczać?

W sumie facet ma rację, ale smutno...

Skomentuj (9) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 147 (155)