Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

Trepcio

Zamieszcza historie od: 14 lipca 2015 - 7:11
Ostatnio: 27 stycznia 2020 - 16:48
  • Historii na głównej: 25 z 25
  • Punktów za historie: 5727
  • Komentarzy: 317
  • Punktów za komentarze: 1246
 

#85879

(PW) ·
| Do ulubionych
Tu pewnie ja będę piekielny.

Opowieść - wracam z targu z plecakiem zakupów.
Jako pierwsza do busa ładuje się kobieta z dużym wózkiem zakupowym.
I zatrzymuje się dokładnie pośrodku drzwi: "Bo ona zaraz będzie wysiadała".
To pryszcz, że na przystanku stoi jeszcze 6 osób, które nie mają jak wsiąść: "Ona będzie wysiadała".

Zamiast delikatnie tłumaczyć (przecież bus za niecałą minutę odjedzie) wlazłem i machnąłem ją z biodra, tak, że pod okno się przestawiła.

Z jednej strony głupio mi z tego powodu - a z drugiej - jak ma zamiar wysiąść, to może by ustawiła się na końcu?

Skomentuj (1) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 138 (150)

#85639

(PW) ·
| Do ulubionych
W ramach badania dla klienta, trzeba było przeprowadzić pogłębione wywiady na temat satysfakcji pacjenta z tego, jak jest przyjmowany w placówkach opieki zdrowotnej.
I dzisiaj te wywiady sobie przepisuję na literki...

I widzę:
(dyrektor szpitala, rozmowy anonimowe) - Pani, a czemu pacjent ma być zadowolony z pobytu w szpitalu? Żebym miał większą kolejkę, z której mnie potem będą rozliczać?

W sumie facet ma rację, ale smutno...

Skomentuj (9) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 140 (146)

#85478

(PW) ·
| Do ulubionych
"Bądź Polakiem, pisz poprawną polszczyzną"

I właśnie o polszczyźnie tu będzie. I poprawności - tej politycznej.

O ile świetnie rozumiem, dlaczego homoseksualistom nie podoba się, gdy ktoś nazywa ich "pedałami" - bo to zwulgaryzowana forma określenia "pederasta", które (ze starożytnej greki - παῖςἐραστής) oznacza specyficzną formę kontaktów homoseksualnych opartą na różnicy wieku, to nie jestem w stanie zrozumieć dlaczego ostatnio w artykułach "politycznie poprawnych" nie używa się terminu "homoseksualista" czy "gej". Wszak nawet w nazwie "LGBT" literka "G" oznacza "Gay".

Jestem jeszcze w stanie zaakceptować formę "osoba homoseksualna".
Ale ostatnio i to w trzech niezależnych od siebie mediach zetknąłem się z formą "osoba nieheteronormatywna".

Przecież od tego aż oczy krwawią!

Jeszcze chwila i jako heteroseksualista zacznę się domagać nazywania mnie "osobą o poglądach penisosceptycznych" i każdą inną formę będę uważał za obraźliwą i wymagającą wytoczenia sprawy sądowej!

Skomentuj (57) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 159 (263)

#85315

(PW) ·
| Do ulubionych
Historia o tym, jak zostałem krypto-pedofilem

Niezbędny rys historyczny:
Jak część czytelników już wie, mam psicę. Żadne wielkie szaleństwo, wzięta ze schroniska, za to bardzo wdzięczna i posłuszna.

Jakoś rok temu władze w naszym mieście wymyśliły, że usuną trawniki i wsadzą tam ozdobne krzaczki. Do tego te krzaczki są polewane jakąś chemią, która psicy dobrze nie robi. Zaczęliśmy więc chodzić na spacery do sąsiedniego miasta, gdzie jest kawałek lasu/parku. By się tam dostać, trzeba przejść przez dwupasmową jezdnię. W godzinach rannych, gdy tam chodzimy, często w okolicy przejścia spotykamy kobietę 20-25 lat z córką. Taką córką, co już łazi, ale jeszcze niekoniecznie gada.

Ponieważ dziecko rwało się do zwierzaka, to Masza już się nauczyła - siada jak posążek i przyjmuje "pieszczoty".

Tyle historii.

Teraz sytuacja dzisiejsza. Biegnę na szybko do marketu, żeby kupić sobie jakieś rybki do jedzenia. Z marketu wychodzi ten maluch z jakąś starszą kobietą (babcia, jak sądzę). Młoda wyrywa się jej i biegnie do mnie, krzycząc "Mmmm! Pan! Hau hau!”.

Ja tłumaczę dziecku, że teraz Maszy nie ma, ale w poniedziałek czy wtorek znów się spotkają.

Babcia (?) podchodzi wściekła, łapie malucha za rękę (ale tak, że dziewczynka stopami do ziemi nie sięgała) i cedzi do mnie przez zęby: "Jеbany zboczeniec”.

Skomentuj (8) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 161 (171)

#84114

(PW) ·
| Do ulubionych
Piekielni my.
Tak, ja też się w tym mieszczę, a nie zdawałem sobie z tego sprawy.
Wydawało mi się, że mówię i piszę ładną polszczyzną.
W ostatnią sobotę moje mniemanie pękło jak bańka mydlana.

A było to tak:
Jak zwykle (co uważni czytelnicy z pewnością zauważą, bo to nie pierwsza historia spacerowa) byłem ze swą psicą na spacerze + zakupach. I mijaliśmy taką drobniutką staruszkę, która chodzi z psicą marki mop - takie coś 20 cm od podłogi, z sierścią zbierającą wszystko z ulicy. O ile nasze psice się znają i nigdy nie było problemu - podchodzą, powąchają, ogony ciągle w górze - to tym razem tam mała czegoś się widać wystraszyła i zaczęła na moją psicę warczeć.

OK - normalna sytuacja, wycofałem się w alejkę, do psicy komenda "Siad" i niech sobie przejdą.

I w tym momencie staruszka odezwała się (do psa):
"Perełko, nie sróżże się na koleżankę"

Jej psica się uspokoiła, ale ja dobre 20 sekund stałem jak słup. Tak, słowo znam, ale żeby używał go ktoś w życiu codziennym i to w trybie rozkazującym w formie zwrotnej?

Z racji słownictwa podejrzewam staruszkę o jakieś 90 lat+.
Ale to my pozwoliliśmy by nam tak język schamiał.

PS. Ciekawostka - słownik nie podkreśla mi słowa "schamiał" ale "sróżże" już nie przełyka :)

Skomentuj (45) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 183 (253)

#84092

(PW) ·
| Do ulubionych
Wstęp - jakby ktoś nie czytał wcześniejszych historii.
Jestem stary facet, z brodą i siwiejącymi włosami.
Waga 85, wzrost 173 (bo to może być ważne).

Po kontuzji ręki postanowiłem pójść na siłownię i odbudować. Bloki na dowodzenie i odwodzenie, jeśli to kogoś interesuje.

Spokojnie sobie zaczynam po rozgrzewce...
Na luzie, serie po 30 i przerwa, bo nie chcę przeciążyć.

I nagle wokół mnie zebrało się - nie wiem co - sfora?
Dwóch ABS-ów, 4 istoty płci żeńskiej, które chodzą na siłownię nie wiem po co, po sweet-focię?
I komentują każde moje ćwiczenie.
Poczułem się niekomfortowo.

Ruszyłem się do obsługi lub "trenerów personalnych" - jak lubią się ostatnio nazywać.
Mówię jaki jest problem.
Nie, nie zwrócą mi za karnet, a w ogóle (to usłyszałem) "po ch@j przylazłeś?".

Czyli co? Mam stary dziadyga poradzić sobie z tymi byczkami? Przecież zbiorą mnie w najbliższej uliczce i rozsmarują po ścianach.

Dobra, niech będzie podstęp - rzuciłem "Widzicie panowie, że mam rękę niesprawną, ale może sprawdzimy się na nogi"
(podstęp polegał na tym, że przez 3 lata tańczyłem w AZS-ie, więc 4000 godzin "palce-pięta" potrafią nogi wyrobić)

Pierwszy odpadł przy 150, drugi przy 165 (pełen jestem podziwu, starał się). Dociągnąłem do 185.
Jakby wiedział, że swą lubą, która waży 150 kilo podnoszę razem ze swoją wagą, to może wcześniej by odpuścił.

I tego co dłużej wytrwał zapytałem: "To już OK, i mogę tu przychodzić?"
Myślę, że było to mądrzejsze niż pytać tfu... trenerów.

Generalnie rzecz jest o tym, że łatwiej przekonać dwóch ABS-ów, niż ludzi, którzy w celu pilnowania porządku są zatrudnieni.

Skomentuj (23) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 164 (178)

#83166

(PW) ·
| Do ulubionych
Z okazji innych zajęć, ruszam na spacer ze swoją psicą około godziny siódmej rano. Jako że nie lubię innym robić wbrew, to zawsze zaopatrzony jestem w kilka foliówek na "wiadomo co”.

Więc dziś wędruję sobie za jakimś młodym człowiekiem - takim w wieku od siedmiu do dziesięciu lat (w przybliżeniu).

Młody człowiek targa ze sobą na smyczy coś dużego - tak z 50 kilo (wiem, jak wygląda labciuch 40 kilo, a to było większe).

Nagle pies przysiada i wydala zawartość swych jelit. Młodzieniec odchodzi, więc doganiam go z foliówką. I słyszę:

"Spierd.laj kut@sie!”.

Skomentuj (13) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 151 (165)

#82745

(PW) ·
| Do ulubionych
Historia jeziorna.

Płyniemy sobie pod żaglem. Trochę spinając się, bo poumawialiśmy się ze znajomymi, a tu jak na złość wiatr nas nie lubi i trzeba halsować.
Wstajemy więc o piątej, do szóstej jakieś śniadanie i podstawy higieny, a potem na wodę.

I tak sobie płyniemy nie za szybko, ale około piętnastej psica będąca z nami na pokładzie zaczyna piskać.
No nic, staramy się ją zając, bo za godzinkę powinniśmy być w Sztynorcie, to nie warto już do brzegu dobijać.
Szczęśliwie dobijamy do kei, psica szybki skok i bieg w krzaki.

Ja powoli za nią sobie drepczę ze smyczą, wiem, że psica nie zgubi się i zaraz przybiegnie. Wtem dopada mnie Piekielna Mamuśka.
Otwór plująco-gryzący rozwarty ma do granicy oporu i wrzeszczy:

- Kto to widział, psa wypuszczać, przecież on tu nasika, a tu się dzieci bawią!

Zapytałem tylko czy uważa, że mam prowadzić psa do toitoiki, a jeśli tak to co z nim robić, bo nie jest nauczony z toalety korzystać. Nie chciało mi się kłócić z kobietą.

Wieczorem delikatnie poimprezowaliśmy, ale z założeniem, że o piątej znów wstajemy.
PLOT TWIST: dzień następny godzina piąta. Wychodzę żeby odwiedzić toitoikę. Na zejściu z pomostu spotykam Piekielną z córką (na oko z 7 lat). Trzymając się za rączki i patrząc sobie głęboko w oczy w przykucu, wspólnie obsrywają zejście z pomostu. A kabina jakieś 20 metrów dalej.

Ja rozumiem, że toitoiki za wonne i za higieniczne nie są, ale ludzie...

Skomentuj (5) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 139 (167)

#82051

(PW) ·
| Do ulubionych
Wracałem ostatnio z Warszawy.
Jako, że wsiadałem na pętli, to zająłem to miejsce za kierowcą (szersze), bo było wolne, a ja nikomu nie chciałem na boku wisieć, bo szeroki w ramionach byłem.
Dokładnie obejrzałem, czy nie ma tam naklejki "dla matki z dzieckiem" albo "dla niepełnosprawnych".
No nic, zasiadłem i jadę.

3 przystanki później wsiada starsza pani i twierdzi, że mam to miejsce jej zwolnić. Na moja pytanie "Dlaczego?" odpowiada, ze gdzie indziej nie będzie miała gdzie ustawić wózka na zakupy.

Odpowiedziałem, że przepraszam, ale nie zwolnię.
Co się nasłuchałem to moje. Nie szanuję starszych, a w ogóle jak będę w jej wieku to zrozumiem (tu nadmieniam, że w autobusie było dużo miejsc wolnych).

Wykazałem się asertywnością i nie zwolniłem miejsca.

A teraz podstawa całej historii. Wracałem ze szpitala z 15 kg gipsu od szyi do pępka, tylko z jedną ręką wolną. I było to widać, bo żadne moje ubranie nie jest w stanie tego zakryć.

Skomentuj (13) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 187 (195)

#81441

(PW) ·
| Do ulubionych
Do miasteczka, w którym mieszkam zawitała nowoczesność!

Do przychodni można online zarejestrować się na wizytę.

Procedura wygląda tak:
1. Na stronie przychodni zakładamy sobie konto.
2. Wypełniamy milion danych wszelakich.
3. Wybieramy, do jakiego lekarza chcielibyśmy się zarejestrować.
4. Na adres e-mail otrzymujemy potwierdzenie i nadany nam przez przychodnię numer pacjenta.

A teraz gwóźdź programu:

5. Dzwonimy do przychodni do rejestracji (podejrzewam, że wyobrażacie sobie, ile można dzwonić), dyktujemy pani z rejestracji numer pacjenta, mówimy, do jakiego lekarza byśmy chcieli się zapisać, a pani informuje, kiedy jest najbliższy wolny termin. W przypadku neurologa na przykład na ten rok już terminów nie ma.

Tego by chyba nawet Kafka nie wymyślił...

Skomentuj (13) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 148 (164)