Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#69580

(PW) ·
| Do ulubionych
Jak już wspominałem, prowadzę działalność gospodarczą, produkuję i sprzedaję sprzęt zabezpieczający przed poślizgiem, zarysowaniem czy obiciem.

Od czasu do czasu zajmuję się transportem w ramach działalności. Przeprowadzam osoby, transportuje różnoraki sprzęt (quady,motory czy inne ustrojstwa) czy po prostu transportuje meble z Ikei. Dzisiaj właśnie będzie o przeprowadzce.

Kolega, który zajmuję się tym na co dzień, polecił mnie dla klienta. Sam nie mógł zrobić kursu bo miał za mały samochód i brak czasu w związku z innymi kursami, dlatego polecił mnie. Dogadałem się z facetem ile wszystko ma kosztować, umówiliśmy się na konkretny dzień i wszystko wyglądało w porządku. Do czasu.

Należy jeszcze wspomnieć, że facet przeprowadzał się z Białegostoku do Wiednia. Czyli naprawdę daleko.

Przyjechałem umówionego dnia pod dom pana Adama (a co mi tam podam, niech wie). Załadowaliśmy meble, ubrania i inne klamoty (pomagał mi, nie chciał dopłacić za drugą osobę). Już mam wsiadać do auta i ruszać. Kiedy następuję taka oto sytuacja.

[A] - Jeszcze mam taką nietypowa prośbę.
[J] - Słucham?
[A] - Bo widzi pan, mam 4 dzieci, swój samochód już sprzedałem, bo dostałem służbowego Passata, no i nie mam gdzie wsadzić najstarszego syna. Byłby pan tak miły i go zabrał ze sobą. Chłopak na pewno nie będzie robił problemów.
ŻE CO?!
[J] - Słucham? Dlaczego pan nic nie mówił o tym wcześniej? Ile syn ma lat?
[A] - A bo myślałem, że dadzą w nowej firmie mi inny samochód. A syn ma 11 lat. Da radę, to dzielny chłopak.
[J] - Ale czy pan jest poważny, 11 letnie dziecko puszczać w trasę z obcą osobą?
[A] - Panie Nyord dogadajmy się. Naprawdę nie mam jak go zabrać.

Zgodziłem się za dodatkową opłatą, choć nie było mi to wyjątkowo na rękę. Nie było już jak odmówić z prostej przyczyny. Dwie godziny na rozładowywanie auta także nie były mi na rękę.

Teraz czas na drugą akcję.

Dzieciak nie był problemowy, rozmowny, ciekawy świata. Był jeden problem. Dostał jedną kanapkę i żadnego napoju. Wiadomo jak to się chce jeść w trasie z nudów. Poczęstowałem go swoim jedzeniem. Przejechaliśmy już całkiem sporo, czas na tankowanie, zatrzymuję się na stacji. Tankuję, kupuję sobie hot-doga i colę. Wychodzę ze stacji i wtedy podjeżdża pan Adam z rodziną. Żona jego mówi że proszę dla mego dziecka nie dawać coli. Cóż cola jest dla mnie. Informuję ich, że to trochę niepoważne na około 5 godzin jazdy dla dziecka dać jedną kanapkę i żądam żeby zaopatrzyli małego w coś do jedzenia. Mamusia jak niepyszna poszła i kupiła małemu jakieś kanapki czy rogaliki, o napoju oczywiście zapomniała.

Ostatnia akcja.

Jak pewnie większość z was wie, najgorzej podróżuję się przez Polskę. Zgodnie postanowiliśmy przenocować jeszcze w Polsce. Hotel znaleźliśmy pod Czechowicami. Chodziło o to żeby z samego rana być w Wiedniu. Tutaj następuje tekst.

[A] - Czy może wziąć pan trójkę (pokój) zamiast jedynki (pokój). Bo nam nie bardzo się opłaca wynajmować dwa pokoje i dzieciaki by z panem przenocowały.
Tak za pokój płaciłem sobie sam.
[J] - Przykro mi ale nie. Nie ma takiej opcji. Państwo są rodzicami, a ja nie jestem opiekunką. Na dodatek sam płacę za ten pokój i chciałbym spędzić tą noc bez żadnych dodatkowych atrakcji.

Pan Adam jeszcze próbował mnie przekonywać, jednak byłem twardy jak chleb z Biedronki.

Dalsza podróż i wyładunek przebiegały spokojnie.

Jakim trzeba być rodzicem, żeby własne dziecko wsadzić do obcego faceta do auta i żeby cały Boży dzień podróżować z nim. Jakim trzeba być rodzicem żeby chcieć żeby twoje dzieci nocowały w jednym pokoju z obcym facetem, który nie wiadomo jaki jest. Którego znasz od 12 godzin.

No ale trzeba oszczędzić, chociaż na dzieciach, skoro transport jest tak drogi.

Pozdrawiam pana Adama!

Skomentuj (37) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 767 (821)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…