Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Tak mi się dzisiaj przypomniało, stara historia. O "sztuce sprzedaży".

Otóż zawitałem do brytyjskiego salonu Renault. Od wejścia dopadło mnie dwóch sprzedawców i nie dając mi dojść do słowa, rzucili się na mnie jak w kiepskim amerykańskim filmie. Wszystkie sztuczki były chyba opisane w "nauka sprzedaży na weekend", takie to wszystko grubymi nićmi szyte było. Nawet specjalnie nie pytali jakiego samochodu szukam i czy w ogóle (ale że akurat miałem w planach zakup, to postanowiłem posłuchać co mają do powiedzenia). A mieli dużo ciekawych rzeczy.

Powiedzieli, że tylko dla mnie i tylko dzisiaj świetna okazja, sprzedadzą mi clio o 4000 mniej niż ono jest warte!

Stało sobie to clio, na szybie był cały rządek cen 13000 skreślone, 11000, skreślone, sale 10000, skreślone today only 9000. Wiecie, jak to w salonie.

Koleś zachwalał jak mógł, super, że ma okna na korbkę, to się elektryka nie popsuje, klimy nie ma, ale po co w Szkocji klima, ważne że ogrzewanie dobre, co prawda są tylko białe, ale zawsze przecież może pan sobie okleić folią na swój ulubiony kolor, a auto zyska na wartości przy odsprzedaży bo się lakier nie będzie niszczył, szczególnie że zderzaki czarne plastikowe i tak dalej. Generalnie gadane miał, przedstawił podstawową biedawersję jako najlepszy samochód na świecie.

W końcu posadził mnie przy stoliku, podał kawkę i ignorując pytania, które miałem zamiar zadać, poleciał drukować umowy mówiąc, że z umowy wszystko będzie wynikać i wtedy mi wyjaśni.

Wtedy przysiadł się drugi, powiedział, że to jest wbrew jego interesom, bo to jego kolega dostanie prowizję a nie on, ale to jest taka świetna oferta, że byłby świnią, gdyby mi nie powiedział, tak prywatnie, między nami, że warto.

W końcu wrócił ten pierwszy i daje mi umowę sprzedaży, a do tego umowę jakiegoś ubezpieczenia, że "jak mi ukradną auto albo coś, to mi wypłacą całą sumę, tyle, ile ono było warte jak było nowe". I wreszcie z uśmiechem jak z żurnala cichnie, proponując, żebym zadał pytanie jeśli mam jakieś wątpliwości.

No to biorę w dłoń tą umowę i co widzę, w przypadku utraty pojazdu lub szkody całkowitej wypłacą mi pełną wartość pojazdu czyli... 9000 funtów. I pytam:
- I to prawda, że pan mi sprzeda to auto o 4000 mniej, NIŻ ONO JEST WARTE?
- Oczywiście że tak odpowiada koleś.
No to ja mu pokazuję tą kwotę i mówię:
- To super, według waszego ubezpieczenia to auto jest warte 9000, minus 4000 to będzie 5000, super, za tyle to ja nawet gotówką mogę zapłacić jak zrobię debet, gdzie mam podpisać?"

Koleś się trochę zmieszał, powiedział, że musi coś dopytać, bo jest chyba jakiś błąd, że musi pogadać z managerem i że zaraz wróci, i zniknął. A ja sobie spokojnie dopiłem kawę, i poszedłem, bo oczywiście nie wrócił.

Ale w sumie się nie dziwię, że ludzie potrafią się ugiąć i kupić pod presją takiego zmasowanego ataku technik sprzedażowych...

A Renault i tak nie kupiłem, bo już w sumie na oku miałem inny samochód. Do salonu wszedłem z ciekawości, bo akurat wtedy weszło nowe Twingo i chciałem zobaczyć jak wygląda ;-)

salony_samochodowe

Skomentuj (42) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 318 (332)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…