Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#73556

(PW) ·
| Do ulubionych
Pracuję przy opracowywaniu pozwoleń na budowę.
W zależności od zakresu prac na budynku, potrzebuję współpracować z konkretnymi branżystami (konstruktor, sanitarny, drogowiec etc). Jako że jesteśmy tu na końcu wszechświata, każdy ma tu swoją działalność gospodarczą i we własnym zakresie krwawi co miesiąc ZUS-em.

Dzwoni do mnie Kosztorysant [K] i mówi, że jest fajna fucha - przetarg na stronie gminy Piekiełko, taki a taki zakres, tylko oferty składa się do piątku rano, czyli JUTRO RANO trzeba ją wysłać.
No to odpaliłam zakres i dzwonię po branżystach. Bo cena projektu jest sumą cen branżystów i oczywiście moją + 10% na dojazdy, mapy i takie tam.

Pod dwóch godzinach mam już od nich deklaracje i dzwonię do kosztorysanta, który jest właśnie na terenie w gminie Piekiełko, na oglądzie budynków będących przedmiotem przetargu.

Ja: K, jest problem: Asia, z którą zawsze współpracuję jest na wakacjach i nie da mi wyceny. Potrzebuję [nazwa branży].

Dodać tutaj muszę, ze jest to branża mocno specjalistyczna i trzeba do niej posiadać uprawnienia. Na dodatek są to osoby zapracowane jak diabli i może się zdarzyć, że akurat nikt w tym sezonie nie będzie miał mocy przerobowej.

K: A to super się składa. Bo ja tutaj jestem na oglądzie i jest tu taka młoda i napalona, nigdy nie robiła pozwolenia na budowę - świeżo ściągnięta z rusztowania.
Ja: No ale co to za babka?
K: Miejscowa, wygodna do współpracy będzie. Napisze te swoje programy i się ją przyuczy do roboty.
Ja: No to daj ją do telefonu.

Więc pogadałam z laską, ustaliłyśmy ile mam na nią przewidzieć w płatnościach, co ma konkretnie zrobić i następnego dnia wysłałam ofertę.
I wygrałam.

Jako uczestnik przetargu mam prawo zapoznać się z innymi ofertami. Siedzę w gminie Piekiełko, wertuję sprawozdanie po przetargu i co widzę? Że moja nowa branżystka wystartowała z ofertą w połowie mniejszą od mojej. Tak, w rozmowie z nią wspomniałam, ile mniej więcej będę deklarować.
Odpadła ze względu na brak referencji.

Dzwonię do K.i mówię mu, że ta pi... osoba złożyła własną ofertę. K. nic nie rozumie.
Dzwonię do tej pi.... osoby i pytam się jej, czy ona uważa to za moralne postępowanie.

Oczywiście, że tak, bo ona ma swoją własną działalność gospodarczą i miała prawo złożyć ofertę. Oczywiście, że złożyła o połowę mniejszą niż ja, bo to kapitalizm jest i mogłam jej nie mówić ile składam. Niech ja się nie martwię, ona by sobie znalazła branżystów, którzy zrobiliby jej w tej cenie. Tego kwiatu pół światu. Do nikogo nie dzwoniła, po co, skoro nie wygrała. I o co mi chodzi, skoro ja wygrałam. Teraz zrobimy dokumentację razem (!!!).
A tak w ogóle to mam jej nie oceniać, bo ja jej nie znam, a ona jest MAMĄ i ma WŁASNĄ FIRMĘ i też musi się utrzymać na rynku. I nie po to zakładała firmę, żeby jej ktoś mówił co ma robić (!!!). I mam jej nie mówić, że jest niemoralna, bo ja nic o niej nie wiem. I ona miała prawo złożyć ofertę, bo nie miałyśmy umowy pisemnej, tylko ustną.

No to jej zrobiłam kapitalizm w praktyce i wywarczałam jej do słuchawki (przez szczękościsk), że jakby nie wydawało jej się, że jest sprytna, to by jej firma miała zlecenie i nie musiałaby się martwić innymi branżami, tylko by zrobiła swoją cześć opracowania i miałaby spokój. A tak nic nie będzie miała.
I nagle okazało się, że nasze ustalenie ceny przez telefon jest wiążące i ja MUSZĘ ją zatrudnić, bo inaczej mnie pozwie.
No to szczęść Boże.
Czekam na pozew.
Asiu - wróć...

PS Dopadła mnie ostatnio na terenie i kazała się przeprosić.

Skomentuj (12) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 301 (329)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…