Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#73976

(PW) ·
| Do ulubionych
Historia pewnej bardzo krótkiej, acz burzliwej współpracy.

Dnia pewnego moja znajoma wrzuciła na mordoksiążkę informację, że jeśli ktoś chce pojeździć sobie elektrycznym bmw i do tego zarobić, to żeby się odezwał. Uwielbiam samochody, więc zainteresowałem się tematem. Okazało się, że kwestia polega na wożeniu gości festiwalu fotograficznego reklamową i3-ką dostarczoną przez sponsora. W zasadzie zrobiłbym to za darmo, bo raz, że dla koleżanki, dwa, że można sobie fajnym i ciekawym samochodem pojeździć, ale pieniądze były proponowane - nie jakieś wielkie, nie głodowe, ot, stosownie do fuchy na weekend.

Jako że pracę mam, a zlecenie obejmowało też piątek - dorzuciłem do projektu swoją małżonkę, równie świrniętą na punkcie samochodów co ja. Dla nas obojga cały weekend był po prostu fajną zabawą.

Gdzie piekielność?

1. Zrzucenie na nas odpowiedzialności.

Jestem pracownikiem, ale też i prowadzę rekrutacje, decyduję o zatrudnianiu ludzi i wiem, jak wygląda porządnie przygotowany proces HR-owy, wiem też jak są konstruowane umowy. W naszym przypadku zostaliśmy na miejscu poinformowani, że mamy sobie jechać do dealera i odebrać samochody - na miejscu trzeba było podpisać lojalkę, że samochód zostanie zwrócony w stosownym stanie, inaczej kara umowna. Kara umowna obejmująca osobę podpisującą się pod dokumentem, a nie pracodawcę.

2. Organizacja

Dowóz miał być z punktu A do punktu B i z powrotem, gdzie punkt A to zamknięty dla ruchu obszar centrum, a punkt B to wyłączony z punktu obszar prywatny należący do pewnego popularnego obiektu handlowo-rozrywkowego. Odnośnie punktu A w dniu zaczęcia zlecenia okazało się, że władze zażyczyły sobie dużych pieniędzy, więc punkt A przesunął się ulicę dalej - resztę szacowni goście mieli robić z buta. Władze prywatnego terenu w punkcie B nie słyszały nic o tym, że ktoś w ich dziale marketingu na cokolwiek się umawiał i wywaliły nas również ulicę dalej - gdzie pies z kulawą nogą się naszym projektem nie interesował. W sumie mało mnie obchodziło ile osób faktycznie się tym zainteresuje, no ale pojeździć bym pojeździł, a tu nic...

3. Dodatkowe obowiązki

Na dzień dobry osoba zajmująca się kierowcami wcisnęła mi plik ulotek i stwierdziła, żebym biegał za ludźmi i ich z tymi ulotkami namawiał. W 30-stopniowym upale. Uprzejmie stwierdziłem, że ogłoszenie koleżanki traktowało o byciu kierowcą, a nie ulotkarzem, więc na tego typu pracę się nie piszę. Nie naciskała, więc sprawa się rozmyła. Ulotki leżały w samochodzie, kto się zainteresował, ten dostawał.

4. Umowa

No cóż, zostaliśmy dorzuceni do projektu dosłownie na 2 dni przed faktem, więc umowy nikt nie przygotował. Nikt też o niej nie słyszał. Na pytanie o takową usłyszałem rzucone obrażonym tonem "ależ oczywiście, że będzie, nikt tu nic pod stołem nie wypłaca, co mi tu insynuujesz". No... nic nie insynuuję, zauważam brak świstka i tyle. Nieważne, robota po znajomości, najwyżej koleżankę przycisnę.

Post factum dostałem maila z prośbą o zeznanie podatkowe moje i małżonki - czy pracują, czy działalność prowadzą, jakie umowy, czy bezrobotni, takie tam. Wypełnione, wysłane. Po kilku dniach mail - umowa jest. Jedna. Na mnie. Bo jakby zrobili jedną na mnie, a drugą na żonę, toby się czegoś tam nie dało rozliczyć, albo by było za mało, żeby gdzieś wykazać. Dużo tłumaczenia dziwnej treści. Machnąłem ręką - w sumie zapłacą i tak całą kwotę, fiskus i tak swoją dolę weźmie od całej kwoty, a ja się z lepszą połówką rozliczę poza tym całym burdelem, tym bardziej że mówimy o kwotach poniżej pół tysiąca brutto.

Mail twierdził też, że księgowość jest otwarta w godzinach 8-16, co mi bardzo pasowało, bo ja pracuję 9-17 i nie miałem ochoty niczego przestawiać tylko dlatego, że ktoś nie wpadł na przygotowanie tego, co do niego należy, w stosownym terminie. I tu dochodzimy do...

5. Kontakt

Przybyłem na miejsce, pukam do drzwi, nikogo nie ma. Zaspana białogłowa wychyla się z pokoju obok i po chwili rozmowy informuje mnie, że jak tam 3 lata siedzi, tak nikogo w księgowości przed 9 rano nie widziała. Aha. Fajnie. SMS do niewiasty koordynującej naszą współpracę poszedł. Był to poniedziałek.

Środa: dzwonię do rzeczonej niewiasty - nie odbiera. Przysyła SMS-a - na spotkaniu jest. Dzwonię 2h później - SMS: na spotkaniu jest, oddzwoni. Bardzo długie to spotkanie musi być, bo po dziś dzień nie oddzwoniła - a mówimy o poniedziałku i środzie w zeszłym tygodniu. Wysłałem uprzejmego SMS-a punktującego co od początku z tą współpracą było nie tak i zapytałem, czy mam sprawą zainteresować skarbówkę i ZUS. Pytanie pozostało bez odpowiedzi po dziś dzień.

Chwila obecna:

Wczoraj zadzwoniłem do koleżanki, która nas do interesu zwabiła. Nieco niesprawiedliwie wyładowałem na niej złość - jak się potem okazało, już zakończyła współpracę z tym grajdołkiem. Cóż, mój błąd, przeprosiłem. Niemniej załatwiła kontakt ze strony księgowej, w dniu dzisiejszym temat zamknąłem i tylko drobny niesmak po całej hecy pozostał.

praca festiwal

Skomentuj Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 203 (231)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…