Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

Grav

Zamieszcza historie od: 18 stycznia 2013 - 8:41
Ostatnio: 18 września 2019 - 10:20
  • Historii na głównej: 30 z 31
  • Punktów za historie: 6010
  • Komentarzy: 677
  • Punktów za komentarze: 5005
 
zarchiwizowany

#85301

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Przypomniała mi się krótka, acz nieprzyjemna historia sprzed lat.

Sprzedawaliśmy, ówcześnie z dziewczyną jeszcze, samochód. Nic szczególnego, małe miejskie auto, oszczędne, z wygód wspomaganie kierownicy i korbotronik, ale stan był naprawdę dobry - silnik chodził równiutko, opony niezniszczone, zawieszenie w stanie absolutnie poprawnym, przeglądy przechodził rok w rok bez uwag, lub owe uwagi były szybko wcielane przez mechanika w życie.

Zainteresowali się samochodem nasi dalsi znajomi. A właściwie znajoma z chłopakiem, którego jeszcze nie mieliśmy okazji poznać. Chłopak przyjechał z ojcem, obejrzeli, pogadaliśmy szczerze o stanie samochodu, zapytał na koniec "jaka cena dla znajomych, no wiesz, już bez targowania". Podałem uczciwie tyle, na ile byliśmy gotowi zejść najniżej. Stwierdzili, że jeszcze coś chcą obejrzeć i pojechali.

Kiedy w końcu przyjechali zdecydowani, żeby kupić samochód, nie było mnie w domu, a kupujący od "ceny dla znajomych, no wiesz, bez targowania" naciągnął moją przyszłą ślubną na jeszcze 500 zł, gdzie przy takim starociu stanowiło to kilkanaście procent ceny. Zadzwoniłem potem do znajomej z pretensjami, stwierdziła, że też jej się to nie podobało. Ale widać nie na tyle, żeby dopłacić.

Samochód służył potem jeszcze kilka lat. Czy służy nadal - w sumie nie wiem, odechciało nam się bliskich kontaktów.

sprzedaż_samochodu

Skomentuj (2) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: -4 (26)

#85001

(PW) ·
| Do ulubionych
Krótka i pouczająca historia o tym, jak działają przepisy drogowe, jak ustalana jest wina za uszkodzenie pojazdu oraz jak przyznawane są kary.

Jakiś czas temu musieliśmy przewieźć masę ciężkich gratów. Ojciec wynajął busa, pojechaliśmy, zapakowaliśmy, dotarliśmy do miejsca docelowego i... tu w bardzo ciasnym miejscu zahaczyliśmy o inny, zaparkowany przy ulicy pojazd. Co ważne, pojazd zaparkowany praktycznie na skrzyżowaniu, za znakami, czyli zaparkowany niepoprawnie.

No trudno, zahaczyliśmy, nasza wina, policja wezwana, a my sobie spokojnie rozpakowywaliśmy rzeczy. Po jakimś czasie policja przyjechała, pan policjant oznajmił, że będzie mandat, ale jeszcze nie wie, jaki, bo to zależy, bo droga może być niepubliczna. Ok, to my nosimy, a wy sobie prowadźcie czynności i dajcie znać, jak będziemy potrzebni.

Po drodze udało im się nawet dorwać właścicielkę autka. Przeprosiliśmy, wykazała się zrozumieniem, dostała namiary na OC, my mandat.

I teraz clue problemu - dostaliśmy mandat tylko my, pomimo że pani parkowała niepoprawnie, w miejscu, w którym jej być nie powinno, zastawiając kawał skrętu na skrzyżowaniu i uniemożliwiając nam manewrowanie tak dużym pojazdem przy jednoczesnym ruchu innych pojazdów. Policja uznała, że wina jest w 100% po naszej stronie oraz że poszkodowanej nie należy się mandat, ani nawet pouczenie, za zaparkowanie w miejscu nieprawidłowym, bo "panowie, no tak to na osiedlach wygląda z parkowaniem…".

Jako bonus dodam, że pomimo posiadania AC oraz zakoszenia kaucji, wypożyczalnia próbowała jeszcze wyciągnąć od mojego ojca 2,5 tysiąca "kary umownej" zawartej w umowie pod hasłem "za szkody, których nie da się zlikwidować z ubezpieczenia sprawcy...", na co mój rodziciel wysłał sprzeciw, że już raz pobrali sobie za to pieniądze - kaucję - a poza tym uszkodzeniu uległ narożnik, który już był uszkodzony w momencie wynajmu (co było udokumentowane zdjęciowo).

Póki co nie ustosunkowali się do sprzeciwu, a minęły już długie miesiące, więc chyba polowali na jelenia.

policja wynajem_pojazdów

Skomentuj (17) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 113 (143)

#85151

(PW) ·
| Do ulubionych
Stało się, dopadła mnie maDka p0lka.

Pojechaliśmy z małżonką zwiedzać obiekty architektury obronnej, czyli mniej lub bardziej zrujnowane zamki. Pod znakomitą większością z nich są parkingi, płatne lub nie. Zajechaliśmy na jeden z nich, wjeżdżając za SUV-em BMW z przyczepionymi rowerami.

BMW minęło wolne miejsce parkingowe i zatrzymało się kawałek dalej. I stoi, zero migaczy, światła wstecznego, nikt nie wysiada - ot, stoi. No to wjechałem na miejsce, zgasiłem silnik, jeszcze złapaliśmy po łyczku wody, po czym, kiedy wysiadłem, czekała już na mnie niezbyt sympatyczna pani, która zaczęła mnie z góry na dół opieprzać, że zajęliśmy ICH miejsce, że przecież WIDAĆ, że chcieli tu zaparkować, że to jest OCZYWISTE, że chcieli najpierw dzieciaki z samochodu wypakować, i że to jest w ogóle totalne chamstwo z mojej strony.

No cóż, właśnie problem polegał na tym, że nie było widać. Pani jeszcze ponarzekała, ja w międzyczasie zapłaciłem za parking osobie zbierającej opłaty (ciesząc się po cichu, że te opłaty zbierają - miałem pewność, że nikt mi lusterka nie urwie...) i po prostu poszliśmy zwiedzać.

madka parking

Skomentuj (5) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 129 (139)

#83654

(PW) ·
| Do ulubionych
Na fali historii o TIRach. Jechaliśmy ostatnio A2 do Warszawy. Pomijam już to, jak bardzo zatłoczona jest ta autostrada i jak bardzo ludzie tam, włączając w to kierowców TIRów, jeżdżą jak idioci (albo ile fabryka dała, albo się wytaczają 90-110km/h na lewy pas), ale na jednym odcinku była istna kumulacja.

Przy zjeździe na któryś z MOPów zajechał mi drogę TIR. Zatrąbiłem i jadę karnie dalej, bo i co mam zrobić. Po czym dosłownie kilkadziesiąt metrów dalej mijam 70 i zakaz wyprzedzania dla ciężarówek - zaraz zjazd na MOP. Zatrąbiłem drugi raz, ale szefuńcio na stołku dalej radośnie jedzie z prędkością kolego po prawej +0,5 km/h. No ok, wyprzedził, wciskam gaz i... odpuszczam, bo zaraz za naszym TIRem, na tym samym zakazie, wyprzedza kolejny. Wyrobił się tak, że akurat zjechał jak się skończyły zakazy i ograniczenie prędkości.

Ręce opadają :) Czekam z utęsknieniem na efekty kontroli autostrad dronami przez policję.

autostrada kierowcy_tirów

Skomentuj (7) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 77 (113)

#82873

(PW) ·
| Do ulubionych
Dziś będzie krótka przypowieść o bezpiecznym przekazywaniu informacji.

AD 2017 zmarło się mojej babci. Zmarło się o tyle pechowo, że po zabiegu ambulatoryjnym, który był zarówno ryzykowny, jak i, jak się okazało, zbędny, bo nie wykazał żadnych nieprawidłowości. W obliczu powyższego, moja matka zgłosiła się do prokuratury, żeby zbadali sprawę, czy nie było zaniedbań, itp.

Mija rok. Przychodzi list polecony na pocztę w mieście X, gdzie siedzi mój ojciec i ma tam podpisane na poczcie upoważnienia do odbioru absolutnie wszystkiego dla mojej matki. No ale nie, prokuratura ma jakiś specjalny typ listów "do rąk własnych", nie mogą wydać, zainteresowana musi przyjechać z miasta Y.

W obliczu tego moja matka złapała za telefon, zadzwoniła do prokuratury, podała imię, nazwisko, numer akt sprawy i... dowiedziała się, co jest w liście. Tak po prostu, na gębę.

No bo przecież czemu nie?

poczta prokuratura

Skomentuj (11) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 115 (145)

#82509

(PW) ·
| Do ulubionych
Dlaczego pracodawcy wykorzystują pracownika w Polsce? Bo im na to pozwalamy.

Tak, wiem, są regiony, gdzie z pracą jest krucho, nie każdy jest gotowy przeprowadzić się za obietnicą lepszego jutra, nie każdy ma dostęp do samorozwoju, żeby zmienić swoje życie.

Ale są ludzie, którzy mogą coś zrobić, ale i tak tego nie robią.

Pracuję sobie w dużym korpo. Duże korpo zajmuje duże budynki. Duże budynki mają swoją administrację, a ta administracja jest odpowiedzialna za utrzymanie czystości, ot naturalna kolej rzeczy.

W celu utrzymania tej czystości, opłacana jest zewnętrzna firma sprzątająca, zatrudniająca ileś-tam pań. Czasem w jednej z kuchni można trafić na walne zebranie tychże pań z ich szefem, czasem można trafić na kilka z nich plotkujących w przerwie od pracy. Pomijając okazjonalne narzekanie, że ktoś jest chory i trzeba robić cudzą robotę, regularnie przewijającym się tematem są opóźnienia w wypłacie. I to nie o dzień, czy dwa, ale one potrafiły zasuwać nawet 2 miesiące bez pieniędzy.

Zapytałem kiedyś jak to jest, przecież wystarczy zgłosić się do sądu pracy, baaa, wystarczy takowym zagrozić, i pracodawca znajduje magicznie fundusze na wypłatę - no chyba że już naprawdę jest o krok od upadłości. Panie się zdziwiły, że przecież one są na umowach cywilnoprawnych, no przecież, paanie, my nie mamy tak dobrze jak wy w korpo.

No ok. Czy pracują w wyznaczonym czasie, wyznaczonym miejscu i pod nadzorem? Tak. No to ich umowy noszą znamiona umowy o pracę. Powiedziałem im zatem, że mogą wystąpić do PIPu o ustalenie stosunku pracy - wystarczy, że zrobią to wszystkie razem, dostaną umowy i nagle będą miały prawo do urlopu, L4, wypłaty w terminie i cała masę innych bajerów.

To było miesiące temu. Nadal siedzą i narzekają na warunki pracy i opóźniające się wypłaty. Kiedyś przechodząc przypomniałem im o możliwości ustalenia stosunku pracy. Machnęły ręką, że "aaa tam, paanie, po co..."

Po co? Po swoje prawa. Ale jak nie to nie ;)

praca; pracodawcy; pracownicy; mentalność_ofiary

Skomentuj (41) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 166 (196)

#82406

(PW) ·
| Do ulubionych
Historia domniemanej kradzieży kamerki (http://piekielni.pl/82403) przypomniała mi inną historię szybkiej zmiany właściciela przez dobra ruchome na imprezie.

Impreza była z gatunku "takich imprez nie rób u siebie w domu" - w jakimś kołchozie studenckim ktoś zaprosił kilka osób na sylwestra, ludzie zaprosili ludzi, ludzie ludzi zaprosili swoich ludzi i nagle było nas tam 30 osób na 3 pokoje. :)

Po imprezie, dnia następnego, dostałem od osoby, które mnie tam zaprosiła, sms-a, że organizator rozesłał informację, iż zaginął telefon i jeśli do następnego dnia rano się nie znajdzie, to sprawa trafi na policję.

Telefon znalazł się dość szybko - w plecaku jakiegoś chłopaczka, który gęsto tłumaczył się, że "musiało spaść ze stołu, jak rozpakowywałem flaszki!”.

Może i byśmy uwierzyli - w końcu telefony są podobne, ktoś mógł zgarnąć nie swój sprzęt, mógł faktycznie losowo wpaść, ba, nawet plecaki ktoś mógł mieć podobne i schować do cudzego.

Może i byśmy uwierzyli, gdyby nie to, że komórka była już wyczyszczona. :)

impreza; kradzież

Skomentuj (7) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 177 (181)

#81494

(PW) ·
| Do ulubionych
Piekielność drobna. Pojechaliśmy z małżonką na koncert, zaparkowaliśmy pod lokalem zgodnie z przepisami, koncert się skończył, wszystko pięknie, wracamy do samochodu. Odpaliłem, wyjechałem, po czym po mojej lewej stanął jeden samochód na awaryjnych, a ja dosłownie kilka metrów dalej znalazłem się za drugim, stojącym w drugą stronę.

Droga jednojezdniowa, dwukierunkowa, niezbyt szeroka, z naprzeciwka jadą samochody i zatrzymują się za stojącym na awaryjnych jełopem #1, za mną zatrzymują się samochody zablokowane przeze mnie i jełopa #2. I tak sobie wszyscy stoją i zaczynają trąbić. Gość w końcu ze swojego bolidu (dla ciekawych: Passat) wysiada i pyta mnie o co chodzi i czemu trąbię, przecież widzę, że ma awaryjne. Tak jakby awaryjne uprawniały do parkowania na środku jezdni. I nie, uszkodzony nie był - z każdym moim trąbieniem odjeżdżał kawałek dalej ;)

Pyskówka pomiędzy nami trwała wystarczająco długo, żeby dziunia, po którą przyjechał, wyszła z imprezy, wsiadła i umożliwiła odkorkowanie tego węzła gordyjskiego.

I w sumie zgodzę się, że nie było za bardzo gdzie zaparkować, ale o 23 w sobotę można chyba wjechać w bramę ze szlabanem i po chwili z niej wycofać, zamiast tamować cały ruch ludzi odjeżdżających spod klubu? Chyba nikła jest szansa, że w akurat tym terminie z firmy znajdującej się za szlabanem postanowi coś wyjechać?

kierowcy

Skomentuj (6) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 129 (137)

#81385

(PW) ·
| Do ulubionych
Zakup telefonów z rynku wtórnego, czyli ostrzeżenie dla Was, drodzy Piekielni, żebyście się nie władowali na minę. Całość jest już opisana w mediach, sugeruję serwis Niebezpiecznik. Póki co heca dotyczy głównie Plusa, choć inne sieci planują, lub właśnie wprowadzają, podobny mechanizm.

1. W umowie kredytowej pomiędzy siecią a nabywcą pojawia się zapis, że telefon jest własnością sieci przez cały okres spłaty - skutek jest taki, że sieć może instalować dowolny soft na "swoim" telefonie.

2. Sieć preinstaluje na wszystkich (również tych sprzedawanych za gotówkę, także w ofercie dla biznesu - nie ma osobnych stanów magazynowych) drogich telefonach soft umożliwiający zdalną blokadę w przypadku zwlekania ze spłatą.

Oprogramowanie działa na zasadzie MDM, czyli staje się wyłącznym administratorem urządzenia. Sieć, producent telefonów oraz producent softu zarzekają się, że to jest specjalna wersja, która nie zasysa danych z telefonu i nigdzie nie wysyła, ale idę o zakład, że silnik aplikacji pozostaje ten sam pomimo blokady pewnych funkcji, co de facto oznacza, że zabezpieczenia można złamać i dane odczytać. Również klienta biznesowego!

3. W przypadku stwierdzenia odinstalowania softu (soft nie odpowiada na wezwania z serwera) IMEI ląduje na czarnej liście skradzionych telefonów. Zresztą, pozbycie się tego gówna jest bardzo trudne - nie wystarczy nawet wgranie oryginalnego (niebrandowanego) softu producenta - aplikacja jest zaszyta gdzieś poza system.img, może w kernelu, może w plikach bootowania - cholera wie. Pomaga dopiero zmiana recovery i wgranie nieoryginalnego firmware'u od niezależnego developera, z kompletem czystych plików.

Skutek: Kupując telefon z drugiej ręki, możemy się po kilku dniach obudzić z zablokowanym telefonem, gdzie skarga do sieci jest nieskuteczna (telefon ma wadę prawną - został sprzedany przez osobę niebędącą właścicielem), i jedyna opcja na odzyskanie pieniędzy to pozwanie nieuczciwego sprzedawcy - który swoją drogą może mieć sprawę karną za sprzedanie cudzej własności.

sprzedaż sieci_komórkowe

Skomentuj (36) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 128 (148)

#80533

(PW) ·
| Do ulubionych
Miał być komentarz do 80467, ale wyszłoby za długo.

Otóż absolutnie mnie nie dziwi, że młodzi nauczyciele niczego nie potrafią. I nie chodzi o to, że nie potrafią uczyć - nie znają tego, z czego uczą.

Kilka lat temu, kiedy jeszcze parałem się korepetycjami, zadzwoniła do mnie matka pewnej studentki anglistyki z niezbyt prestiżowej uczelni prywatnej, z pytaniem, czy bym córce nie pomógł. I to pomógł z konkretną rzeczą - zrozumieć trudny przedmiot, jakim był wstęp do językoznawstwa.

Dla wyjaśnienia - jest to przedmiot mocno ogólny, traktujący o podwalinach języków w ogóle, a na tym kierunku z naciskiem na angielski, stanowiący - cóż za zaskoczenie - wstęp do bardziej wnikliwych rozważań teoretycznych w kolejnych latach nauki. Przedmiot, w zasadzie, dość łatwy, choć na egzamin trzeba przyswoić "sporo" materiału - jedną książkę, długości przeciętnej powieści, napisaną popularnonaukowym angielskim.

Jaka miała być moja rola w zrozumieniu przedmiotu? Dowiedziałem się faktycznie dopiero na miejscu, kiedy to z dziewczęciem usiadłem i zacząłem badać grunt. Problemem było po prostu zrozumienie tego, co się czyta. Czyli zostałem wynajęty jako... słownik. Studentka nasza kaleczyła język straszliwie, nie znała wielu podstawowych zwrotów, co bardziej zaawansowane konstrukcje po prostu nic jej nie mówiły. To nie był materiał na dyskusję o przedmiocie - to był materiał na przygotowanie do matury...

No i w sumie machnąłbym ręką, wytłumaczył jej to wszystko, wziął kasę i się nie odzywał, ale zapytałem co chce po tych studiach robić. No i się dowiedziałem, niestety, że planuje dzieciaczki w szkole uczyć, bo ona zawsze tak kochała dzieci i chce z nimi pracować i angielski to zawsze jej wychodził, więc wybrała anglistykę.

I witki mi opadły. I opadły mi po raz kolejny, kiedy zacząłem rozmowę z nią i jej matką, próbując delikatnie zasugerować, żeby poszły do kogoś innego zrobić testy na profa (końcowe egzaminy na licencjacie są na poziomie C1 właśnie), żeby potwierdziły sobie moje słowa, że dziewczę w obecnym stanie nie powinno uczyć nawet pierwszaków - jak grochem o ścianę. Zapłaciły, pożegnały się, i być może pani nauczyciel z historii 80467 to właśnie ta dziewczyna - i jeśli tak jest, to absolutnie mnie nie dziwi, że niczego nie uczy.

szkolnictwo

Skomentuj (17) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 92 (108)