Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#77075

(PW) ·
| Do ulubionych
Pracuję przy opracowywaniu dokumentacji na pozwolenie na budowę.
Jakoś tak wyszło, że głównie na obiektach zabytkowych.
I nie na Wawelu ani żadnym Zamku Królewskim. Ani Wieliczce.
Na zabytkach w stanie wskazującym (na potrzebę remontu oczywiście).

I jest pewna rzecz, która niezwykle mnie zadziwia.
Np. wczoraj: mierzę sobie dach. Dach jak dach: przez 50 lat nikt nie zabezpieczył okna, więc podłoga pokryta jest pięciocentymetrową warstwą ptasich odchodów. Tak samo jak wszystkie elementy więźby dachowej. Te odchody zasychają i odpadają od tych mieczy i płatwi całymi płatami, zachowując kształt - jak gips. Są tam też inne odchody, występujące razem z puszkami po piwie, bo przez 50 lat nikt też nie zabezpieczał drzwi. Z klatki schodowej wionie charakterystycznym zapachem niekastrowanego kota.
Z dachu się leje. Z podłogi pyli prawdopodobnie tym, co to odpada od tej więźby i co tam leży przy puszkach. Dobrze, że jest zima, bo latem to jeszcze wszystko jedzie w sposób dla siebie charakterystyczny.

I na tym strychu wisi pranie. Pościel. Bielizna. I ubranka dla niemowląt.
Zawsze. Na każdym strychu.

Skomentuj (11) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 320 (336)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…