Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#81079

(PW) ·
| Do ulubionych
Będzie na temat osób zza wschodniej granicy.

Z góry powiem, nic a nic nie mam do ludzi innej narodowości, sama mam w rodzinie osoby z tamtych rejonów i to są świetni ludzie, generalnie nie patrzę nigdy przez prymat pochodzenia.

Jest jednak jedna przywara osób głownie z okolic Ukrainy i Białorusi, która mocno działa mi na nerwy i o niej właśnie dziś opowiem.

Pracuję w handlu i mam dość spory wachlarz obowiązków, z których najlżejszym jest sprzedaż papierosów. Zazwyczaj obcokrajowycy posługują się w celu zakupu łamanym polskim lub angielskim, a jeśli z jakiegoś powodu nie możemy się dogadać, to posiłkują się translatorem i transakcja jakoś idzie. Co zaś robi spory odsetek przyjezdnych zza wschodniej granicy? Mówi po swojemu. Ot tak, po prostu podchodzi i, jak gdyby nigdy nic, posługuje się językiem, którego ja nie mam obowiązku znać.

Oczywiście nie jest to problem w przypadku marki papierosów, która zwykle brzmi tak samo, ale określenia kolorów, smaków, prośby o długie lub cienkie już dla mnie oczywiste nie są. Jasne, po czasie nauczyłam się już mniej więcej tych słów, wiem już, o co im chodzi, ale ja przepraszam bardzo, czy tak ciężko nauczyć się kilku niezbędnych do komunikacji słów w języku kraju, do którego jedziesz, albo choćby w języku uznanym za międzynarodowy?

Nie wyobrażam sobie, żeby pojechać do Włoch i poprosić o czerwone Malboro. Mam kilkunastu ulubieńców, którzy ewidentnie nawet się nie starają, od lat z uporem maniaka postępują w ten sposób. Może zaleje mnie fala hejtu, ale w takich wypadkach jestem wredna i, mimo że już rozumiem, wypytuję i nie sprzedaję, póki nie wyduka słowa po polsku (i olaboga, zawsze się to udaje).

Moi inni ulubieńcy pokazują mi papierosy palcem bez słowa. Wtedy mamy zabawę w szarady, bo dziwnym trafem nie posiadam superwzroku, który rysuje mi linię prostą od palca, którym pan/pani wskazuje aż do celu.

Mimo iż naprawdę nie mam nic personalnie do tych ludzi, uważam, że jakieś minimum komunikacyjne powinno się posiadać, jadąc do obcego kraju. Może być to nawet język angielski.

Fajki to tylko najczęstszy przykład, bo nie sprawia wielkiego problemu, ale jeśli taki przychodzi do mnie z inną sprawą (zwrot, reklamacja, pytanie etc.), to niestety często odchodzi z kwitkiem, bo nie rozumiem go i tyle. Odchodzi wkurzony, a ja nawet winna się nie czuję.

Czy ktoś rozumie, czemu ci ludzie tak robią?

Skomentuj (90) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 100 (168)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…