Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#82326

(PW) ·
| Do ulubionych
To nie będzie typowa historyjka z czystym i krystalicznym złem, zaklętym z pozoru w zwykłym człowieku. Piekielna jest tu sytuacja, której na pozór nie zauważamy, a czasami przez własną głupotę nie jesteśmy w stanie rozpoznać.

Zwykle przy wahaniach cen paliw, szczególnie przy ich wzroście pojawia się temat "chrzczenia" paliwa, które w obecnych czasach jest dość ryzykowne. Po prostu im nowsze auto, tym większa szansa, że gdzieś nie dojedziemy na takim paliwie, nawet poza teren feralnej stacji (coraz częściej są systemy monitorowania jakości paliwa, wtedy wywala błąd i auto staje). Jest za to sporo bezpieczniejszy proceder, który jest ciężki do odkrycia i prawie niemożliwy do udowodnienia. No może poza ekstremalnymi przypadkami, ale to później...

Kiedyś widziałem tu historię o tankowaniu LPG na najtańszej stacji w okolicy, gdzie autor wepchnął do bodajże 40 litrowej butli 38 litrów LPG (dla niewtajemniczonych butle gazowe znakuje się tzw. objętością wodną i faktycznie wchodzi około 75-80%, czyli tu max 32 litry LPG). Teraz pora na moje dwa słowa i poszerzenie horyzontów.

Swoje prawko mam już ponad 6 lat, przez ten czas zrobiło się kilka tras, objeździło kilka aut, w tym również po części zawodowo, oraz nauczyło się kilka sztuczek za kierownicą i trochę mechaniki. Ale najważniejsze do historii jest fakt, że zawsze tankuje do odbicia. Dodatkowo obecny swój samochód mam już ponad 2 lata. Trochę go poznałem i wiem, że bak według instrukcji ma dokładnie 65 litrów. Zazwyczaj tankuje zaraz po przekroczeniu kreski 1/4, a wtedy wchodziło mi 45-50 litrów, a gdy zapalała się rezerwa potrafiło wejść nawet 60 litrów.

Ostatnio robię dość często jedną dłuższą trasę. jest tam kilka stacji po drodze, tych większych i tych mniejszych. Ceny za litr mojego paliwa na tych stacjach można by określić jako normalne w przedziale 5,15 moje miasto, 5,30 drogi krajowe (czerwone, w tym miasteczka i wsie), 5,40 ekspresówki, a na autostradzie bałem się spojrzeć. Po przykrych doświadczeniach na jednej wiejskiej stacji (przy 1/4 weszło 59 litrów, a tylko kilka groszy tańsze... Niby za dużo, ale ciężko to będzie udowodnić), aż bałem się zajeżdżać na tą stacje dość dużego polskiego koncernu, ale co było robić, zagapiłem się i rezerwa już się paliła od jakiegoś czasu. Cena 5,05 zł/l, czyli od razu lampka mi się zapaliła i aż byłem naszykowany szukać danych technicznych auta w internecie... Pod koniec tankowania już czułem katowski topór nad łbem, ale wielkie i nieoczekiwane WTF skutecznie go odciągnęło... Do baku weszło 53 litry, kiedy spodziewałem się, że jakby dystrybutor dobrze odmierzał, weszło by około 58 (tyle wynikało by z średniego spalania)...

O ile w niską cenę na tej jednej stacji jestem w stanie uwierzyć (choćby jako własność zakładu komunikacji, lub lokalnej firmy spedycyjnej), tak śmiem wątpić, by właściciel stacji specjalnie przekręcał liczydła w tę stronę, lub nie usuwał takiej awarii... Dlatego twierdzę, że jesteśmy oszukiwani przez większość stacji i naprawdę nic nie możemy z tym zrobić.

Te małe oszustwa (do ok. 10%) wydają się niegroźne, ale ziarnko do ziarnka... Lepiej się sprawa ma na większych przekrętach (raz na jednej stacji do 10 litrowego kanistra weszło 12 litrów paliwa).

Prawdziwy problem zaczyna się przy tankowaniu za kwotę... Wtedy nie wiesz ile naprawdę tam pocieknie, przez co niektórzy właściciele są bezkarni.

To właśnie mnie tak bulwersuje. Większość stacji lekko zawyża, a słyszy się tylko o tych, co przeginają. Co prawda każdy chce zarobić, ale dziś stoimy na transporcie...

stacja paliw

Skomentuj (34) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 169 (187)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…