Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#83515

(PW) ·
| Do ulubionych
W pewnym momencie przedszkolnej edukacji mojej siostry, w jej grupie panowała wszawica.

Nigdy się nie dowiedzieliśmy kto "zanosił" choróbsko, ale za to przez pełen miesiąc siostry w przedszkolu nie było. Dlaczego?

Otóż. Młoda idzie do przedszkola po weekendzie. Po dwunastej telefon, żeby dziecko zabrać, bo wszy. Chwila zaraz jakie wszy, cały weekend cacy, żadnego drapania, przecież po drodze do przedszkola (mieszkanie-samochód-samochód-przedszkole) nie złapała. My nie wiemy, proszę przyjechać i zabrać!

Okej. Od razu do apteki po środek przeciw wszom, mama podeszła do sprawy bardzo serio, przez resztę tygodnia małej nie było, żeby się pozbyć robactwa.

Po weekendzie siostra znowu do przedszkola i znowu koło południa telefon, że dziecko ma wszy. Ojciec wściekły. Z mamą właściwie dezynfekujemy cały dom, obie również robi sobie profilaktycznie ten wątpliwej przyjemności zabieg, dziecko kolejny tydzień w domu.

Trzeci poniedziałek. Znowu to samo. Tym razem odbieram siostrę ja i zirytowana proszę panią żeby pokazała mi owe wszy. Pani istotnie pokazuje, ale na moje zapytanie skąd się one biorą i czy wszystkie dzieci mają sprawdzane głowy, pani zmieszała się i powiedziała, że tylko te z dłuższymi włosami, bo bardzo się drapią. Zabrałam małą do domu, pozostawiając słuszny gniew rodzicom.

Czwarty poniedziałek, sytuacja powtarza się... Ojciec składa skargę i odmawia zapłaty za ten miesiąc, bo przecież córki w przedszkolu nie było i za co on ma w ogóle płacić. Dyrektorka oburzona, panie przedszkolanki również, a skąd wzięły się wszy nie wiadomo do tej pory, na pewno nie od nas.

przedszkole wszy

Skomentuj (21) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 169 (171)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…