Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#84836

(PW) ·
| Do ulubionych
Rynek pracownika i pracodawcy skur***a.

Zatrudniłam ostatnio dziewczynę, na potrzeby historii niech będzie Kasia. Kasia jest młodą, szybko się uczącą i chętną do pracy osobą. Z pracy Kasi zadowolona jestem ja i reszta zespołu. Ona też wydawała się zadowolona, więc mocno się zdziwiłam kiedy przyszła do mnie na poważną rozmowę, w której milion razy najpierw mnie przeprosiła, a dopiero na końcu powiedziała, że przeprasza za to, że musi odejść, ALE jakby co, to ona mi zwróci koszty jej zatrudnienia, tylko żebym jej to na raty rozłożyła.

Szczęka mi opadła i to na tyle widocznie, że Kasia aż zapytała, czy wszystko w porządku. Pierwszy raz się spotkałam z taką sytuacją, więc jedyne, co przyszło mi do głowy to zapytanie wprost, o co do jasnej cholery chodzi.

A chodzi o to, że Kaśka pracowała w małej firmie handlowej, składającej się z właściciela, dyrektor finansowej - żony, 2 magazynierów i samej Kaśki - asystentki pani żony.

Kaśka odwalała całą księgową robotę plus sprzątała biuro i magazyn. 16 godzin dziennie za 1700 zł (wiem, wiem, bezczelnym z mojej strony było zapytanie o to, no ale kurde, sytuacja mnie rozwaliła).

Kaśka pracowała tam prawie 2 lata, bo przyjechała do miasta na studia, załapała robotę zgodną z kierunkiem studiów, sama się utrzymywała, bała się, że nic innego nie znajdzie, bo miała UOP na czas określony itp. itd.

Po roku zaczęła głuchnąć. Okazało się, że ma bardzo przerośnięte migdały i trzeba je wyciąć. Dziewczę odczekało swoje w kolejce i poszło na operację. Nie było jej 5 dni roboczych w pracy.

Po powrocie dostała wypowiedzenie "za porozumieniem stron" i ma się cieszyć, że tylko takie, bo zasługuje na dyscyplinarkę za nieobecność, przez którą firma poniosła poważne straty!

Minęły 3 miesiące, odkąd Kaśki tam nie ma, były pracodawca zadzwonił do niej, że ma natychmiast wracać do roboty, bo nikt nie chce za nią pracować (znaczy nikt nie wytrzymuje realnych warunków), a jak nie wróci, to jej sprawę o kradzież założą, bo "żona znalazła jakiś stary raport kasowy, gdzie brakowało 2 zł i na pewno Kaśka ukradła te pieniądze".

Młoda się wystraszyła i przyleciała się zwalniać, coby wrócić do jaśnie państwa.
Sytuacja opanowana, zostało jej to wybite z głowy, póki co cisza, a niebawem stuknie miesiąc od wydarzenia. Zostało jej też wyjaśnione, że nie ma czegoś takiego jak zwrot kosztów pracodawcy za zatrudnienie, przerobiłyśmy też kodeks pracy i jakby co, to pójdziemy do prawnika.

Skomentuj (19) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 352 (362)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…