Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#85385

(PW) ·
| Do ulubionych
O piekielnym dentyście.

Z racji zmiany pracy, musiałem zmienić też dentystę. Ponieważ w nowej pracy tak naprawdę mogę coś załatwić tylko w piątek bez brania urlopu, a poprzedni dentysta w piątki nie przyjmował, zacząłem rozglądać się za innym. W końcu nadszedł ból zęba, i padło na gabinet X. Ząb zatruty miałem na pogotowiu dentystycznym, dostałem zalecenie, żeby iść do dentysty i robić leczenie kanałowe.

W końcu zachodzę do feralnego gabinetu. Mówię, co i jak, siadam na fotelu i działamy. Kanały wyczyszczone, opatrunek założony. Dostaję rachunek: 250 zł. Ja lekki karpik, trochę drogo, a to nie koniec leczenia. Pytam się dentystki, ile jeszcze do tego będę musiał dołożyć. Pada kwota "około stu złotych". No nic, nietanio ale i nie tak strasznie drogo.

Przychodzi dzień drugiej wizyty, siadam na fotelu. Po skończonym zabiegu (leczenie nieskończone, plomba do założenia na kolejnej wizycie!) na stole ląduje karteczka z kwotą 230 zł. Mnie lekko ścięło. Mówię, co i jak, to chyba pomyłka, płaciłem wcześniej 250 i była mowa o kwocie 100 złotych dopłaty. Lekarka struga głupa, że nic nie wie, ona nic nie mówiła. I tak tym sposobem niecałkowite leczenie zęba kosztowało mnie 500 zł, choć mowa była o innych kwotach. A najgorsze jest w tym to, że ubiegać się o pieniądze nie mam jak, bo oficjalnie wszystko zgodnie z cennikiem.

A ja, głupi, zamiast zażądać najpierw cennika i wyceny świadczenia, uwierzyłem kwocie rzuconej przez dentystkę, czego nie mam jak udowodnić. Janusze medycyny.

Dentysta gabinet stomatologiczny

Skomentuj (42) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 121 (169)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…