Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#85484

(PW) ·
| Do ulubionych
W sobotę odbyły się setne urodziny mojej drugiej prababci.
Był burmistrz, była jakaś telewizja; zawsze powtarzamy, że prababcia pewnie nas wszystkich przeżyje, kobieta w pełni sprawna, wszystko pamięta, aktywna, jedynie lekko głucha. Chciałabym w jej wieku być na takim "chodzie" i tak wyglądać. Mieszkałam między innymi z nią do ósmego roku życia, odwiedzam często.

Głównym bohaterem historii jest mój "wujek". Wujek jest synem mojej prababci, więc zapewne powinnam nazywać go jakoś inaczej - nie znam się, z góry przepraszam, ale dla mnie to od okresu dzieciństwa był wujek.

Podczas jednej z wizyt u rodziny, wujek zapowiedział, że szykuje dla prababci "imprezę-niespodziankę" z okazji setnych urodzin. Zaprosił wiele osób z rodziny (w tym mnie i P.) i bliskich sąsiadów/znajomych, wynajął salę. Pod żadnym pozorem prababci miałam o tym nie wspominać. Zapytałam, czy mogę się jakoś zaangażować - jakkolwiek - zrobić coś do jedzenia/przynieść coś do picia itp.
Nie, nie trzeba, bo on wszystko zapewnia. Okej, no to przyjedziemy.

Prezenty kupione, stroje dobrane. Mimo wszystko zrobiłam ciasto, sałatkę i roladki z tortilli - stwierdziłam, że przywiozę, przy tylu osobach raczej się nie zmarnuje, a jak nikt by nie chciał, to zabierzemy do domu.

I teraz nawet kur... nie wiecie jakim zbawieniem było zrobienie tego jedzenia. Impreza była ustalona na godzinę 18. Przyjechaliśmy o 19.00 (kilka dni wcześniej zawiadomiliśmy wujka i prababcię o tym, że będziemy później).
Wchodzimy, składamy życzenia itp.
I co widzimy? Jakieś 70 osób przy długim stole. A na stole paluszki, chipsy, oranżada i dwie 0,7 wujkowej "berbeluchy"; współczuję żołądkom ludzi, którzy to wypili.

Ja wiem, że na takie uroczystości nie przychodzi się po to, żeby się za przeproszeniem "nażreć i nachlać za cudze". Wiem. Ale kurczę, nigdy w życiu nie czułam się tak zażenowana! Sto razy się pytałam, czy się nie dołożyć, czy nie pomóc w organizacji. "Nie, nie trzeba". Wujek ma dość dobrze prosperującą firmę, co roku wycieczki na Bali czy Karaiby, nie ma żony, dzieci ani żadnej partnerki, chodzi w drogich ubraniach i jeździ drogim autem. Mieszka cały czas z prababcią, a ma już dużo ponad 60 lat. Nie pytajcie dlaczego nie wyprowadził się do miasta i nie kupił mieszkania, bo nie wiem. Widocznie wygodnie mu tak jak jest.

I taki człowiek na SETNE urodziny matki, częstuje gości paluszkami, chipsami, oranżadą i czymś, co nawet obok bimbru nie stało. Ot, spośród wszystkich dzieci prababci, trafił się "fenomen". Całe szczęście, że nie tylko ja wzięłam jakieś przekąski.

rodzina

Skomentuj (14) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 145 (153)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…