Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

mabmalkin

Zamieszcza historie od: 4 stycznia 2017 - 1:24
Ostatnio: 18 grudnia 2018 - 0:53
  • Historii na głównej: 87 z 96
  • Punktów za historie: 15225
  • Komentarzy: 504
  • Punktów za komentarze: 2062
 
poczekalnia

#83710

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Gdyby nie "wspaniałomyślność" mojej uczelni, normalnie nie wiedziałabym co mam zrobić z czasem!
Postaram się to wyjaśnić najprościej jak się da.

Pewna pani magister (jest w trakcie robienia doktoratu), ma zajęcia z dwoma grupami- A i B.
Grupa A (czyli moja)- zajęcia od 1 do 8 tygodnia w poniedziałki na 8.00.
Grupa B- wtorki, powiedzmy na 10.00.

Tygodnie minęły, więc jest zmiana (A we wtorki na później, B w poniedziałki na rano).

W tamtym tygodniu podczas wtorkowych zajęć, pani magister powiedziała, że MOŻE wyjątkowo zamieni nam zajęcia z grupą B, bo planuje spotkanie (nieobowiązkowe) z jakimś profesorem, na które moglibyśmy przyjść, ale jeszcze tego nie wie. W tym momencie pewien student, który od października na jej zajęciach był drugi raz, głośno powiedział (nie w żartach), że jakby spotkanie się odbyło, to on bardzo prosi o sprawdzenie obecności, bo on na pewno będzie!

Przez weekend informacji niet, zatem przyszliśmy wczoraj (poniedziałek) na zajęcia zgodne z planem, na popołudnie.
Gdzieś w okolicach godziny 15.00 na grupowym mailu pojawia się wiadomość od pani magister, że "wszyscy z grupy A mają nieobecność, BO ONA NA NAS DZISIAJ CZEKAŁA OD ÓSMEJ!".

Przed chwilą (godzina 00:23) dostaliśmy kolejnego grupowego maila, że pani magister udało się załatwić spotkanie z panem profesorem DZISIAJ (tj.wtorek), że będzie ono obowiązkowe i traktowane jak zajęcia.

Piekielności?

-Nie informowanie nas o poniedziałkowych zajęciach i wpisanie nieobecności.
-Narzucanie nam nadprogramowego, obowiązkowego spotkania (skoro zajęcia "były" w poniedziałek, to dlaczego mają być też we wtorek?)
-W czasie, w którym odbędzie się spotkanie mamy inny wykład (nieobowiązkowy, ale sporo osób chodzi, bo będzie z niego egzamin).
-W tym samym czasie niektóre osoby mają konsultacje, dodatkowe zajęcia językowe lub- jak w moim przypadku- pływalnię w ramach WF, za którą zapłaciłam dość dużo pieniędzy, a żadnych zajęć opuścić nie mogę.

Czy pani magister konsultowała to z kimkolwiek z nas, chociażby ze starostą? Nie.
Narzuciła to z góry.
Chyba będzie jutro bardzo rozczarowana frekwencją, o ile taka w ogóle się pojawi. Czyli DRUGA nieobecność.
Oczywiście nie zamierzamy tak tego zostawić.

studia

Skomentuj (16) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 41 (95)

#83660

(PW) ·
| Do ulubionych
Koleżanka z czasów liceum urodziła we wrześniu pierworodnego.
Z racji, że mieszka w Norwegii, kontakt mamy głównie przez fb/skype/telefon.

Zostałam miło poinformowana, że końcem listopada przyjeżdża na pięć dni z partnerem i synkiem do Polski, więc od razu zaprosiłam ją do nas. Jako "ciocia" ;) kupiłam dla młodego kilka zabawek, buciki i pomyślałam też o jakiejś maskotce.

Narzeczona mojego kuzyna [E] "dzierga" szydełkiem wszelkie misie, liski, tygrysy... ładnie to wygląda, no i - każdy jest inny. Zadzwoniłam więc do niej początkiem listopada, złożyłam konkretne zamówienie. Jako, że jesteśmy "prawie" rodziną, zaproponowała mi zniżkę, jednak odmówiłam. Za wykonanie pracy należy się zapłata i tyle, nieważne czy to rodzina czy nie. Pieniądze przelałam (70zł). Miś miał być na 29 listopada. Nie przyszedł, E. nie odbierała telefonów ani nie odpisywała na wiadomości. Trudno, kupiłam w sklepie inną maskotkę, z koleżanką i młodym się zobaczyłam, porozmawialiśmy, pobawiliśmy się i do domu.

WCZORAJ odebrałam telefon od E. Że ona mnie bardzo przeprasza, ale inna klientka chciała maskotkę "na już" i płaciła trzy razy tyle.
Zdenerwowałam się, powiedziałam jej co myślę o takim traktowaniu klientów, na szczęście pieniądze odesłała (po mojej prośbie, bo zaproponowała wcześniej rekompensatę w postaci innego pluszaka, ale na cóż mi on?).
A wystarczyło tylko zadzwonić w odpowiednim czasie, wytłumaczyć sytuację, odesłać pieniądze i przeprosić. Wówczas naprawdę nawet bym się nie złościła i nie marudziła.

rodzina usługi

Skomentuj (13) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 176 (180)

#83625

(PW) ·
| Do ulubionych
Idąc na basen wstąpiłam do sklepu po wodę.
Kupiłam, wyszłam. Pod sklepem stała grupka dzieciaków, na oko 11-13 lat; czterech chłopaków i dwie dziewczyny. Nieco dalej przystanęła starsza pani z pieskiem, który załatwiał potrzebę.

Jeden z chłopców podszedł do mnie i spytał, czy nie mogłabym kupić im po piwie. Nie, nie mogłabym.
Na moje słowa wyżej wspomniana pani z pieskiem, spojrzała na mnie jakby zobaczyła ducha i pełnym oburzenia tonem powiedziała coś w stylu: "No wiesz co?! Młodzi chcą się trochę zabawić, a TY im matkujesz!" (Gdzie tu matkowanie? Zwyczajnie odmówiłam.)

Przyznam, że nie spodziewałam się takich słów, zwłaszcza z ust pani, która na pierwszy rzut oka wygląda na tak zwanego "mohera".
Odpowiedziałam tylko, że jeżeli pani "pomoże" młodzieży, to dzwonię na policję. O dziwo poskutkowało, bo zarówno grupka dzieciaków jak i pani rozeszli się w swoje strony. Pewnie i tak ktoś im ostatecznie kupi, jak nie tu to w innym sklepie.

Wiem, że nikt nie jest święty, że większość za łebka próbowała popalać czy zamoczyć usta w piance piwa ;) Sama pierwszy alkohol wypiłam w wieku mniej więcej 15-16 lat (ależ to paskudnie smakowało!). Ale nigdy w życiu nie kupię alkoholu innemu dziecku! I nigdy nie zrozumiem ludzi, którzy to pochwalają.

Młodzież alkohol ludzie

Skomentuj (31) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 145 (161)

#83580

(PW) ·
| Do ulubionych
Studenci nie są ludźmi i oczywiście mają nieograniczoną ilość czasu.

3 rok. Pierwsze zajęcia w poniedziałek - godzina 8.00. Kolejne - 13.15.

Pierwsze zajęcia mieliśmy RAZ. Jako "organizacyjne".
Tydzień (i kolejny) później- godzina 7.45, wszyscy czekają pod salą. Pani profesor nie przychodzi. Nawet nie chcieliśmy sporządzać listy tylko czekać (po kwadransie możemy opuścić zajęcia, jak zapewne większość z Was wie). Zrobiliśmy ją po 40 minutach.

Żadnych e-maili, żadnych wiadomości, w dziekanacie i w sekretariacie też nic nie wiedzą.
Złożyliśmy 19.11.18r. skargę do dziekanatu, mimo, że szanowna pani profesor była łaskawa przyjść po 35 minutach. Na nasze zarzuty nie odpowiadała, a osoby które co "odważniej" zarzucały jej brak organizacji, wyrzuciła z sali. Zdecydowana większość była za nimi. Zostały może 3 osoby.

Rozumiem, że wykładowca to przecież człowiek. Może chorować, może stać w korku, może mieć "dyplomatyczną chorobę". Ale warto by było o tym poinformować. Niektórzy ludzie na tą 8.00 dojeżdżają pociągami i muszą wstać o 3.00. Nie mówię o sobie (chociaż osobiście też wolałabym wstać o 12.00 a nie o 6.30), ale mam mnóstwo znajomych, którzy dojeżdżają spore odległości na wydział. Kilka osób ma małe dzieci, które trzeba zawieźć rano do żłobka/przedszkola. I rozumiem, jeżeli zdarzyłoby się to raz czy dwa, ale z wyjaśnieniem. Obecnie powinniśmy mieć szóste ćwiczenia, a mieliśmy zasadniczo pierwsze, bo organizacyjne się nie liczą. mgr czy dr nie upoważnia do braku szacunku do drugiego człowieka, a każdy ma własne życie.

studia wykładowcy

Skomentuj (13) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 126 (152)

#83307

(PW) ·
| Do ulubionych
Wydaje mi się, że albo dzieje się to w jakimś świecie, którego nie znam, albo to ja o "czymś" nie wiem.
Zgubiłam prawko. Zawsze w kieszonce w portfelu, non stop od kilku lat. O kradzieży nie ma mowy. Ot - musiało gdzieś wypaść, pewnie gdzieś zgubiłam przy okazji wyjmowania innego dokumentu... nie wiem. Zorientowałam się w momencie, gdy kuzynka przyszła pokazać swoje zdjęcie do dowodu (cytat: "Mabmalkin, wyglądam jak ziemniak!), więc chciałam ją pocieszyć, że nie ona jedna. ;)

1.Zdjęcie.
Poszłam do Wydziału Komunikacji parę dni później, zgłaszam, wypełniam formularz, daję zdjęcie (to, które miałam w zgubionym prawku). Nie, nie można, nieaktualne, bo musi być "frontowo".
Ok. Świetnie jest mieć narzeczonego fotografa. Zdjęcie nowe zrobione, wydrukowane. Wszystko jak trzeba. [P]ani w WK:

P-Tło jest za ciemne.
ja-Jest zgodne z wytycznymi.
P-Ale nie przyjmę tego, bo za ciemne! PÓJDZIE I ZROBI nowe zdjęcie i WRÓCI za dwie godziny jak jeszcze otwarte będzie.
ja-Kto pójdzie i kto zrobi?
P-NO PANI!

Ykhm... i tak miałam zamiar zabrać mamę na obiad (wszystko dzieje się w rodzinnym mieście), zatem wracam. Z tym samym zdjęciem.
W "okienku" była już inna Pani. Przyjęła zdjęcie, które rzekomo było niedobre.

2. W piątek, tuż przed zamknięciem WK (05.10.18) odebrałam nowe prawko. I... mam wpisaną tylko kategorię B. Posiadam też A1, A2 i A (wiem, że A1 i A2 są mało ważne w momencie, gdy posiada się A, ale jednak...; nieobeznanych zachęcam do poczytania na temat kategorii prawa jazdy na motocykl). Ale wpisana tylko B. Myk do okienka obok. Zgłaszam pani, że mam wpisaną tylko jedną kategorię.
Odpowiedź? BO ZA DRUGIE PRAWO JAZDY SIĘ DODATKOWO PŁACI.

Ja pier...niczę. Jakim cudem ta osoba ma tam posadę? Póki co napisałam odwołanie, ale nie wierzę do teraz w to, co usłyszałam. Macie jeszcze jakieś pomysły co z tym zrobić?

PS. Wcale nie pomaga mi fakt, że każdy dzień bez prawa jazdy w razie zatrzymania przez niebieskich = 5 dych.

prawo jazdy wydział komunikacji co to K... jest

Skomentuj (20) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 82 (96)

#82782

(PW) ·
| Do ulubionych
Praktyki, przerwa.
Zauważyłam niedawno w pobliżu bar, jedzenie bardzo dobre, więc chodzę tam na obiad codziennie.
Podczas wykonywania pracy nie mogę używać prywatnego telefonu, jest to jeden z głównych warunków. Nie przeszkadza mi to.

Wpadam dzisiaj do baru na ruskie z okrasą, siadam przy stoliku dwuosobowym na uboczu, a że przerwa, to wyciągam telefon, odczytuję sms i inne pierdoły - no i jem. Ludzi zasadniczo mało. Poza mną dwie osoby już przy stolikach.
Do baru przychodzi [k]obieta. Patrzy najpierw na menu, a potem jej wzrok zatrzymał się na mnie.

k - NOŻ JA P... KUR... CZY WY NAWET PRZY ŻARCIU MUSICIE MIEĆ TE TELEFONY??! SZTUKA KONWERSACJI JUŻ ZANIKA!! SIANO W GŁOWIE MACIE!

[P]an ze stolika obok:

P - Czyli według pani, dziewczyna ma z pierogami rozmawiać?

Ja z panienką nawet nie zamierzałam polemizować. Ot, dalej sobie jadłam i gapiłam się w telefon, marząc o powrocie do domu i pójściu spać. Kwestię jej "sztuki konwersacji" również przemilczałam...

W zasadzie to było bardziej dziwne niż piekielne.
O dziwo nie była to starsza kobieta, dałabym jej z 25 lat, czyli niewiele więcej niż ja mam.
Przecież nie wyrządzam innej osobie krzywdy przez to, że jedząc samotnie obiad przeglądam wiadomości w telefonie. I chyba nie jestem aż tak gruba, żeby zwracać się do mnie w liczbie mnogiej :D

bar wtf

Skomentuj (24) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 180 (216)

#82687

(PW) ·
| Do ulubionych
Sytuacja z dziś, sami oceńcie kto był piekielny.

To, że teściowa zmarła oczywiście wiedzą wszyscy w okolicy. A "uroki" wsi takie, że jeżeli umarł ktoś z TAKIEGO DUŻEGO domu z TAKIM DUŻYM OGRODEM itp. to znaczy, że spadek w miliardach monet pozostawił.
Cóż, po teściowej nie zostało nic poza długiem do spłacenia, ale mniejsza o to. O tym nikt z rozsiewających plotki nie pomyślał ;)

O takim "gadaniu" dowiadujemy się głównie od rodziny P., która tutaj mieszka (telefon od kuzynki z pytaniem czy to prawda, że kupiliśmy nowy dom; telefon od ciotki czy to prawda że wyprowadzamy się za granicę itp.) Po jakimś czasie zrozumieli, że nie dostaliśmy nic, ale przekazują nam żartobliwie co lepsze "podejrzenia", zasłyszane z miejsca pracy. Kuzynka P. Prowadzi tutaj własny sklep (jedyny w okolicy) i właśnie to on jest jednym z głównych "punktów" głośnych debat przede wszystkim starszych ludzi na różne tematy. Z czasem zaczęliśmy mieć dość plotek, telefonów (od dalszej rodziny) i domysłów.

Wczoraj robiliśmy grilla ze znajomymi P.
Jego kolega kupił sobie ostatnio auto; nie prosto z salonu, ale rocznik 2014, zadbane i ogólnie wizualnie robi wrażenie. Przyjechał nim do nas. Miał nie pić nic, ale wyszło inaczej. Stanęło więc na tym, że przyjedzie po niego żona, a my auto odwieziemy jutro pod jego dom (wiocha obok).

Dziś rano zgodnie z obietnicą wsiadamy w auto kolegi, a że sklep otwarty do 13* to postanowiliśmy zatrzymać się żebym skoczyła po bułki i zgrzewkę wody.
Wchodzę, biorę co miałam wziąć i czekam w kolejce. Obsługuje (k)uzynka P. Moja kolej.
J - Hej, tylko woda będzie. I bułki trzy.
(k) - (podaje cenę)... Oo, co to nowe auto sobie kupiliście? Przecież P. kupił dwa miesiące temu chyba?
J - (czuję wzrok ludzi na sobie) A no wiesz... Tyle pieniędzy po śmierci mamy dostaliśmy, że jeszcze chyba ze dwa kupimy, tak o, żeby stały przed domem i oko cieszyły.

Podłożą nam ogień pod dom czy nie?

*Wiem, że niedziela niehandlowa dziś, ale jak już wspomniałam, sklep należy do kuzynki P. To tak jakby ktoś chciał się "przyczepić".

ludzie zazdrość plotki

Skomentuj (12) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 124 (166)

#82650

(PW) ·
| Do ulubionych
Jak ja kocham papierologię i politykę mojej uczelni...
1,5 miesiąca załatwiania praktyk. Donoszenia papierów na uczelnię i do placówki, w której praktyki miały być, zaświadczenie o niekaralności, ubezpieczenia, polisy, druki, ksera...

Wszystko po to, by w umówionym terminie jechać 100km na uczelnię po ostatni podpis prodziekana i dowiedzieć się na miejscu, że musiał nagle wyjechać. Od poniedziałku miałam zaczynać. Ale co tam, studenci przecież "mają czas"...

Uczelnia parodia praktyki

Skomentuj (8) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 143 (159)

#82560

(PW) ·
| Do ulubionych
W jednej z dzielnic mojego rodzinnego miasta otworzono kebab. Jedyny w promieniu jakichś 30km; zresztą - tu są dwie pizzerie na krzyż i jedna restauracja, w której można mieć pewność, że po zjedzeniu czegokolwiek innego niż pizza nie umrzemy.

Akurat wracaliśmy z moim P. z większych zakupów, a że po drodze, to postanowiliśmy zatrzymać się w nowym lokalu; raczej nie często spożywamy tego typu jedzenie, no ale raz na jakiś czas czemu nie.
Lokal dość mały, obsługa w postaci starszej kobiety za barem i kucharz o nieco ciemniejszej karnacji. Zamówiliśmy, usiedliśmy przy stoliku i czekamy.
W pewnym momencie wszedł [ch]łopak - na moje oko jakieś 17-18 lat. Przywitał się i spytał [p]ani za barem, dlaczego nie można zamówić jedzenia z dowozem do domu, mimo, iż mają to w swojej ofercie.

p - Aa... bo wiesz, jeszcze kierowcy nie znaleźliśmy. Szukamy.
(Żadnego ogłoszenia na ten temat przy wejściu nie widziałam; strony internetowej nie posiadają).
ch - Tak? To świetnie! Bo wie pani, ja w tym roku maturę pisałem i szukam czegoś dorywczo na wakacje. Mam prawo jazdy na auto, w tamtym roku rozwoziłem pizzę z XYZ.
p - To poczekaj, zawołam [sz]efa.

Przychodzi szef. Język polski kulał mocno, ale można było zrozumieć sens całej rozmowy (w swojej historii dialog napiszę dla Was już "normalnie" ;) ).

sz - Dzień dobry. O co chodzi?
ch - Dzień dobry. Podobno szukają państwo kogoś do rozwożenia jedzenia. Mam prawo jazdy, jestem już pełnoletni i szukam pracy na wakacje.
sz - A masz swoje auto?
ch - Mam... niewielkie ale mam. A to wy nie posiadacie własnego?
sz - Jeszcze nie. No dobra, mógłbyś pracować od poniedziałku do soboty, niedziela wolna. I jak chcesz to jeden dzień w tygodniu możesz też mieć wolny.
ch - Wspaniale. A jak z umową? O dzieło czy zlecenie? Jakie macie stawki? I ile dostawałbym na paliwo?
sz - (Wzmiankę o umowie przemilczał) No jak się będziesz starał, to 5zł za godzinę. I po co ci na paliwo? Przecież masz auto.

Mi opadło wszystko, P. też. W obawie przed jakimś napluciem do jedzenia, nie odezwaliśmy się ani słowem. Za to chłopak zachował się moim zdaniem dobrze - zaśmiał się szefowi prosto w twarz, popukał w czoło i wyszedł, na odchodne oświadczając, że tania siła robocza go nie interesuje i że za takie stawki to raczej długo tutaj nie pociągną.
Pewnie i tak znajdzie się jakiś "jeleń".

A kebab mocno średni ;)

praca dorywcza gastronomia młodzież

Skomentuj (10) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 129 (149)

#82598

(PW) ·
| Do ulubionych
Właśnie zostałam zwyzywana od najgorszych, że jestem zboczona i demoralizuję dzieci.

Posesję mamy ogrodzoną siatką i wysokim żywopłotem, tuż przy lesie. Plewiłam ogródek w staniku od stroju kąpielowego i krótkich spodenkach.

Ścieżką wzdłuż lasu, a obok naszego domu, przechodziła matka z dwójką dzieci. Żeby mnie zauważyć musiała stanąć na palcach przy furtce. :D

Czekam aż mi ogień pod dom podłożą.

Madki

Skomentuj (19) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 182 (188)