Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#86278

(PW) ·
| Do ulubionych
O wdzięczności słów kilka.

Miałam domek traktowany jako letniskowy, ale ładnie odremontowany i w razie czego do zamieszkania przystosowany. Za plecami stał domek drewniany jak to kiedyś się budowało, gdzie popadnie i jak popadnie, czyli dzieliło je może ze 3 metry. I tamten był w stanie pozostawiającym wiele do życzenia, ale Państwo w wieku +/- ponad 60 lat mieszkali tam sobie jakoś.

Z tyłu, centralnie skierowany w mój domek był ich komin, a właściwie kawałek jakiegoś przerdzewiałego kolanka, już bez rury idącej ku górze nad dach. Wiele razy prosiliśmy by to poprawili, nawet proponowaliśmy zakup rury kominowej z prawdziwego zdarzenia (może nie mają na to skoro żyją w takich warunkach?) Państwu to nie przeszkadzało, bo dym szedł w nas, a nie w nich.
Grzali się piecem typu koza (takim starym, iskry wychodziły tym kolankiem).
Fakt, mogliśmy to gdzieś zgłosić, jakoś ich zmusić.
Do rzeczy.

Oczywiście u sąsiadów wybuchł pożar, pomijając, że nawet nie mieli telefonu żeby dzwonić po straż, szczęście, że akurat były ferie i u nas ktoś był (poprzednia zima, był i mróz i śnieg).
Spłonęło wszystko, to co zostało strażacy rozebrali do gołej ziemi, nasz dom też ucierpiał, ale był ubezpieczony.
Zorganizowaliśmy wydarzenie na Facebooku, powiedzieliśmy komu się dało, że potrzebne jest wszystko do życia, wielu ludzi się zgłosiło z pomocą, nawet udało im się domek odbudować, ale:

1. Załatwiłam panu nowe buty (wartość ok 300zł z metką), ale on by wolał czarne, a nie brązowe.
2. Gotowałam im obiady, ale oni wolą ogórkową, a nie rosół.
3. Woziłam do sklepu, ale przecież nie kupili jedzenia, tylko papierosy i piwko.
4. Oni nie chcą jedzenia, chcą pieniądze, to sobie kupią co uważają za słuszne.
5. Oj, Pani Kasiu, my już nie mamy na jedzenie - mówi sąsiad, po czym raźnie wędruje ze sklepu z siatką z piwem.
6. Miarka się przebrała, kiedy Pan opowiedział mi, że prosił strażaków, żeby ratowali jego telewizor bo dopiero kupił, a ten bezczelny strażak powiedział, że ich domu już nie uratują i musi ratować nasz odcinając go od ognia, a przecież nas stać, byśmy sobie odbudowali. Ja rozumiem, że kiedy płonie twój dobytek to myślisz tylko o tym i mało cię obchodzi dom sąsiada (chyba) i że można w tym stresie tak powiedzieć, ale opowiadać osobie, która poświęca swój czas, pieniądze i energię by ci zorganizować życie, że to jej powinno wszystko spłonąć, to trochę nie bardzo.
7. Znalazł się chętny by jakoś szybko im dom szkieletowy postawić, żeby się mieli gdzie podziać, z pieniędzy "zrzutkowych" od życzliwych ludzi z okolicy. Rozumiem, że można nie umieć tego robić (chociaż Pan podobno był budowlańcem całe życie), ale stać nad chłopakiem stawiającym mu nowy dom i dyrygować, i dogryzać, i zamiast chociaż śrubki podać to komentować, i tylko nerwy psuć, to delikatna przesada.

Takich kwiatków w tej sytuacji było jeszcze kilka, Państwo zrobili się strasznie roszczeniowi i z sąsiadów naprawdę w okolicy chwalonych (mimo miłości do alkoholu) stali się wyrzutkami, z którymi nikt już nie chce rozmawiać za tą ich wdzięczność, w chwili gdy stracili wszystko, i w ciągu miesiąca dostali więcej niż mieli od dobrych ludzi.
Państwu podobno spłonęło 10 tysięcy w gotówce, a na rurę było szkoda kilkuset złotych. Szkodami u nas (cała ściana, i magazynek z elektrosprzętami zalanymi toną wody) nawet się nie przejęli, nie pożyczyli na wiosnę kosiarki (z darów) bo nasza była zdemolowana i zardzewiała.
Także, Pomagajmy :)

Skomentuj (12) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 180 (190)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…