Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#86692

(PW) ·
| Do ulubionych
Z pracy w hurtowni spożywczej. Większość naszych klientów to właściciele małych i średnich sklepów. Zawsze myślałam, że są to osoby ogarnięte, rozumiejące pracę z klientem, w końcu sami prowadzą swoje firmy, wiedzą jak trudne czasami to bywa... Prawda? No nie.

Dzisiaj opiszę wam jeden z najbardziej drażniących mnie typów klienta. To taki typ: "UWIERZ MI NA SŁOWO"

1. Skupujemy od naszych klientów puste transportery/butelki po piwie. Zawsze muszę w takim wypadku spisać dokładnie ile jakich butelek przyniósł nam klient. Butelki muszą być w odpowiednich transporterach, posortowane rodzajami.
Najczęstsza sytuacja? Klient wchodzi i rzuca: "Przyniosłem 10 transporterów X". No niestety i tak muszę je sprawdzić. W tym momencie zaczyna się: "No przecież Ci powiedziałem, po co tam idziesz?" albo: "To po co ja ci to podaję, skoro i tak idziesz to sprawdzić?" Wszystko z pretensją, wrogością jakbym ich śmiertelnie obraziła brakiem zaufania.
Tłumaczenia nic nie dają. Wiem, bo przez pierwszy rok pracy tam naprawdę próbowałam. Jak grochem o ścianę.
A zdarza się, że butelki są nieposegregowane albo paru brakuje. Albo przyniósł parę transporterów X i parę Y. I ja za to odpowiadam. Ale nie dociera...

2. Podczas kasowania muszę przeliczyć ilość produktów. Duża ilość klientów wisi nade mną i mówi mi ile czego ma. Ok, rozumiem chcą pomóc, przyśpieszyć proces. Niektórzy gdy zwrócę im uwagę, odpuszczają. Inni nie. Typowa sytuacja: Liczę jakieś pierdółki batoniki, zupki coś w tym stylu. Klient nade mną: "50 jest. No przecież mówię, że 50. Słucha mnie Pani? 50 tego jest. Halo? No mówię, że 50?! Nie wierzy mi Pani? Ma mnie Pani za złodzieja? Co ja nie mam co kraść tylko zupki chińskie?"
Tłumaczę. Muszę to policzyć bez względu na to ile razy mi Pan powtórzy, że jest tego 50. Klient rozumie. Do następnego produktu, który muszę policzyć. I następnego. I jeszcze kolejnego.

3. Przychodzi klient, mówi że wczoraj kupił 3 zgrzewki coli, a nabite na paragonie ma 4 zgrzewki. Ok. Zaraz sprawdzimy na kamerach. COOOOO? Na kamerach? Co ja mu nie wierzę? Mam go za złodzieja? Przecież on by mnie na jedną zgrzewkę nie oszukał!?!
Powinnam mu wierzyć na słowo! On jest stałym klientem!
Na pytanie czy mam iść sprawdzić, czy chce się dalej awanturować, stwierdził, że bez łaski, on nie potrzebuje tej coli. Yhm. Sprawdziłam te kamery. I o dziwo były cztery zgrzewki. Jak zwróciłam mu uwagę przy następnych zakupach to stwierdził, że no tak jak wrócił do sklepu to się okazało, że pracownica zdążyła już sprzedać towar i dlatego mu nie pasowało. Aha.

4. "Kupiłam u was ten towar, był po terminie proszę mi go wymienić" Na pewno u nas Pani to kupiła? "Tak, na sto procent" Poproszę więc paragon. Ona nie ma ale to na pewno u nas, mam uwierzyć na słowo. Dość długo się ze mną kłóciła. W końcu stwierdziłam, ok. Proszę iść i przynieść sobie z półki taki sam produkt to wymienię. Pobiegła między półki, jednak nie wróciła z produktem. Dlaczego? Bo my tego konkretnego smaku nie prowadzimy. Ojej.

5. Dla tych co dotarli aż tutaj wisienka na torcie. Klient robił duże zakupy. Nie pamiętam kwoty ale była spora. 8 tysięcy dajmy na to. Przy kasie okazało się, że ma tylko 4 tysiące przy sobie. I co teraz? No to on sobie weźmie ten towar i zapłaci mi pojutrze. A ja co mam zostać z mankiem? Na cztery tysiące? No przecież on mi zapłaci. Na pewno. No to mam mu zrobić fakturę na przelew. On zapłaci przelewem. No ale my nie mamy nic takiego w naszej firmie. No to mam spisać ten towar i mu go wydać, a nabijemy go za parę dni i on wtedy za niego zapłaci. Taaaaak, no nie.
Ogólnie gościu zdenerwował się nieziemsko i gdzieś to później zgłaszał ale nie miałam z tego powodu kłopotów więc raczej się tylko z niego pośmiali i olali sprawę.

Skomentuj (16) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 179 (195)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…