Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#86694

(PW) ·
| Do ulubionych
Rozmawiamy o piekielnych ludziach i sytuacjach, a więc dawno dawno temu w Libii. Pomykałem po tym pięknym kraju oszołamiającą limuzyną F125p (mój poprzednik maluchem) i przy końcu kontraktu przyszło mi się rozstać ze swoją ukochaną taczką. Klient na autko się znalazł bardzo szybko - znajomy Maltańczyk postanowił wyrobem samochodopodobnym obdarować znajomą polską pielęgniarkę. Pomijam stan autka po trzech latach pod moim kierownictwem, a wcześniej posiadaczem był polski ortopeda, który też fury nie oszczędzał. To nie jest istotne.

Istotny był fakt, że transakcję, aby była w pełni legalna, należało zawrzeć na tzw Traffic Police. Udaliśmy się tam razem wyposażeni w odpowiednie dokumenty, czyli prawa jazdy, książkę wozu (kutaib) i oczywiście paszporty i libijskie dowody osobiste. Przyjął nas staruszkowaty urzędnik w brudnawej dżellabie i obowiązkowej mycce na głowie. Początek był obiecujący. Pan odebrał od nas dokumenty, pochrząkał i wyjął bardzo długi formularz. Dane personalne i dane autka przeszły bez problemu (a mogło być różnie, bo mandaty idą na konto pojazdu, a nikt nie wie komu co przydzielono. Podobno rekordzista miał prawie 2000USD zapisane na konto). I teraz pan urzędnik zaczął wypełniać formularz. U mnie poszło szybko: dane personalne, numer wizy (dyplomatyczna, więc problemu nie było), dane samochodu. Przyszła kolej na Maltańczyka. Dane osobowe, numer paszportu, numer wizy... I tu sprawa się rypła.

Malta i Libia miały wówczas umowę o ruchu bezwizowym, więc nie było w paszporcie wizy i tym bardziej jej numeru. Formularz (nie komputerowy, tylko odręczny) takie pole niestety posiadał i zaczął się dyskurs typu: wiem, że obywatele Malty nie potrzebują wizy do Libii, ale jaki jest jej numer. Po godzinie zgadzania się, że wiza jest zbędna, ale jej numer jest niezbędny daliśmy za wygraną. Zaraz za ogrodzeniem w przyczepach kampingowych urzędowali notariusze. Jeden z nich za skromną opłatą sporządził umowę użyczenia (czy jak to się tam nazywało) i wydawało się, że sprawa jest załatwiona. Niestety, po paru miesiącach Maltańczyk przysłał mi dramatyczny list, że nigdzie nie może pojechać, bo autko ma polskie, słuzbowe, numery dyplomatyczne i na każdej blokadzie jest zatrzymywany i musi się tłumaczyć. NB przy takich numerach wyjazd na ponad 50 km od miejsca zamieszkania musiał być notyfikowany w libijskim MSZ. Już w Polsce pojechałem do ambasady Libii i dowiedziałem się, że bez mojej obecności na miejscu sprawy odkręcić się nie da. Niestety, koszt takiej wycieczki bez gwarancji załatwienia czegokolwiek byłby kilkakrotnie wyższy od ceny kanciaka.

Ciekaw jestem jak długo po Cyrenajce pomykał samochód na dyplomatycznych numerach ze śniadym Maltańczykiem za kółkiem i blond dziewoją obok.

Skomentuj (12) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 92 (116)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…