Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#87216

(PW) ·
| Do ulubionych
Solidnie rozciągnęłam i wygięłam dzisiaj kręgosłup moralny i załatwiłam przyjacielowi L4, ale jakoś nie żałuję.

Przyjaciel po kilku zakrętach zawodowych trafił do podstawówki. Dzisiaj po południu zadzwonił do mnie i podzielił się relacją z tego tygodnia, bo w tym tygodniu przyszedł nowy uczeń. Od razu zaznaczam, że relata refero, ale przez lata znajomości ani razu nie miałam powodu, żeby zakwestionować przyjaciela wiarygodność.

W poniedziałek dwunastolatek(!) powiedział mu w czasie lekcji, cytuję, "j*b się, p*zdo", kiedy przyjaciel kazał pacholęciu siedzieć w ławce, a nie biegać po sali. Rodzice wezwani do szkoły obrali taktykę obronną "w domu tak nie mówi, więc niech pan nie przerzuca na nas swojego problemu, jego zachowanie w szkole to zmartwienie szkoły".
We wtorek i środę bezczelność (o ile to wciąż odpowiednie określenie) narastała i zainfekowała kilku innych młodocianych, którzy zaczęli wyzywać personel dydaktyczny, administracyjny i techniczny. Młodsze wiekiem, stażem i zahartowaniem w bojach nauczycielki podobno wychodziły z płaczem.

Tutaj chciałabym oddać honory i przekazać wyrazy współczucia sprzątaczce, która, słysząc od w-zasadzie-już-nie-dziecka "ruszaj się, gruba śmieciaro" nie zatłukła gnoja miotłą, tylko wzruszyła ramionami i powiedziała, że gorsze rzeczy w tej pracy przeżyła.

Na szczęście, jak relacjonował przyjaciel, połowa rodziców z grupy wezwanej w trybie natychmiastowym wykazała się zrozumieniem sprawy, jednak druga połowa rozłożyła ręce "bo panie, w domu jeszcze gorzej!", a trzecia połowa, w której rej wiodła parka z początku opowieści, skupiła się na głośnym dowodzeniu, że to przecież nie wina ich dzieci, tylko szkoły, że na takie coś pozwala(sic!), więc o co w zasadzie ma się do nich pretensje. Przyjaciel przyszedł do pracy o godzinie 7 rano i wyszedł z niej po 18, bo tak długo ciągnęła się przepychanka "ale moje dziecko ma prawo do wolności wypowiedzi i swoich poglądów".

W czwartek przyjaciel znowu został zwyzywany od "frajerów, poj*ebów, miękkich fiutów i ciot" przez wiadomego ucznia. Na szczęście wcześniej inne dziecko z klasy uprzedziło go, że niebożątko przechwalało się w szatni, że jak ktoś je w tej szkole choćby złapie za ramię z kadry, to rodzice tego kogoś przeciągną przez wszystkie możliwe sądy. Przyjaciel wie, że w konflikcie "małoletni-dorosły" w sprawie o pobicie dorosły jest na pozycji wyjściowo przegranej, więc zacisnął zęby i zgłosił dyrekcji, że oddaje sprawę do prokuratury, bo w końcu znieważenie funkcjonariusza publicznego.

Dzisiaj od rana dyrekcja prośbami, płaczem i groźbami próbowała go przekonać, żeby tego nie robił. Pomysłów na poprawę sytuacji dyrekcja nie ma, ale za to wie, że najwyraźniej przyjaciel - cytuję - "nie nadaje się do tego zawodu", skoro jest, ponownie cytuję, "taki przewrażliwiony". Po takim dictum przyjaciel tylko umocnił się w postanowieniu, że zniewagę zgłosi. Dyrekcja rozpłakała się, że w ogóle nie myśli o dobru szkoły i kazała mu pakować manatki - od nowego roku, bo nie ma nikogo na jego miejsce.

Facet pracuje w tej szkole od 5 lat. Dzieciak jest tam tydzień, a to jego dziewiąta(!) podstawówka i nie powtarzał żadnej klasy.

Ktoś mógłby zapytać, gdzie szkolny pedagog. Nie ma, bo szkoła zatrudnia psychologa, więc przepisy pozwalają nie zatrudniać pedagoga. Pani psycholog w lipcu urodziła dziecko, a na ogłoszenie o tym, że szkoła zatrudni kogoś na zastępstwo na rok nikt nie odpowiedział (byłabym zdziwiona, gdyby było inaczej), więc psychologa też nie ma.

Uznałam, że wolę sięgnąć po znajomości i załatwić kumplowi zwolnienie lekarskie niż odwiedzać go w areszcie, bo choć - w porównaniu choćby ze mną - jest ucieleśnieniem cnoty cierpliwości, to nawet jemu niedługo ta cierpliwość się skończy i jak przywali bachorowi, to ino roz, zdecydowanie nie za niewinność, ale przecież dzieci bić nie wolno. Szkodliwość społeczną oceniłam na jakby nieporównywalnie mniejszą.

Szkoda tylko, że zabawę w chorobę trzeba będzie ciągnąć do końca wakacji, bo dyrekcja nie zgodzi się na odejście za porozumieniem stron (przyjaciel mówi, że wciąż brakuje im ponad 15% minimalnego stanu kadrowego, bo nikt tam nie chce iść do pracy), a odejść ze szkoły może tylko 31 sierpnia. Cóż, pożyjemy, ponarzekamy na zdrowie, poczekamy, bo w cudowną przemianę wewnętrzną młodocianej patolni i jej rodziców nie uwierzę, póki nie zobaczę.

Skomentuj (62) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 131 (137)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…