Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#87265

(PW) ·
| Do ulubionych
Tak, żeby się trochę odprężyć w tych ciężkich czasach trochę opowieści z arabskich 101 dni i nocy. Czyli Libia.
Jak kiedyś pisałem mieszkałem w tym (kiedyś pięknym) kraju przez trzy lata. Więc kilka migawek:

Środek dnia, centrum miasta. Idę sobie po hobzę, czyli chlebek do sklepiku na rogu i widzę taki obrazek: tata rodziny przelewa płynny gaz z dużej butli do mniejszej. Nad tym wszystkim mgła, bo skrapla się para wodna w powietrzu przy niskiej temperaturze. Wszystko obserwuje liczny tłumek progenitury również pochylony na butlą i tatusiem. Tatuś w trakcie przelewu żwawo pali papieroska. Że to wtedy nie pierdyknęło to cud boski. A ta duża butla to było 15 kg propanu pod ciśnieniem.

Trzypasmowa główna ulica Benghazi czyli Abd El Naser Street w godzinach szczytu. Ruch jak jasny piernik. Pod prąd pomyka na deskorolce tak na oko dwunastolatek. Kierowcy hamują i pobłażliwie się śmieją. Toż to tylko dzieciak.

Na rondzie ja, jak pan Bóg przykazał skręcam w prawo. Jadący za mną gość skręca w lewo. Czemu? Bo tak ma bliżej do zjazdu (90 stopni zamiast 270).

Autostrada. Gość wali pod prąd szybciej niż stówą. Czemu? Bo ma w ten sposób bliżej do zjazdu do swojego domku.

Też dwupasmówka. Jadą dwie furgonetki obok siebie, prędkość koło stówy (myśmy na nie mówili szara śmierć). Kierowca jednej podaje pasażerowi drugiej zapalonego papierosa. No, nie miał co biedaczek zapalić.

Widok z mojego balkonu na czwartym piętrze. Z Naser Street czasowy zakaz skrętu w prawo w kierunku hotelu Tibesti (podobno miał tam być Kaddafi). Stoi i pilnuje policja. Nagle wypasiony Merc jednak skręca z piskiem paska klinowego. Policjant mógłby odpalić z kałasza (po to tam stoi), ale zamiast tego łapie spory kamień i rzuca. I co najlepsze, trafia - totalna demolka świateł z jednej strony. Sprawiedliwości stało się zadość.

Muszę się dostać do Polski, a jest embargo na loty Libia/świat spowodowane zamachem na dyskotekę w Berlinie (albo Lockerbie - już nie pamiętam). Więc prom z Tripoli na Maltę, a dalej Warszawa via Wiedeń. Prom całkiem fajny i, co ważne, z polskimi kelnerkami. To znaczy staff kuchenny był silnie międzynarodowy, ale mój i sąsiedni stolik obsługiwały Polki. Z naszą kelnerką pożartowałem. Obśmialiśmy się jak norki i wtedy Arab z sąsiedniego stolika postanowił być macho i złapał panienkę jednocześnie za biust i za pupę. Nie, nie było żadnego plaskacza. Był tak solidny prosty na punkt, że gość zaliczył zgon druzgocąc po drodze nieco zastawy. Przy następnym posiłku jakoś się nie objawił, ale nasza kelnerka była na posterunku.

I ostatnia historyjka, już nie tak śmieszna. Kilka domów dalej był duży kompleks należący do Tajnej Służby Bezpieczeństwa (Muchabarat). Libijczycy przechodząc obok bledli. W nocy słychać było nad ranem strzały - podobno tak kończyli ci, którzy już wszystko powiedzieli. Pewnego razu zawitał tam polski konsul. Na bramce powitał go libijski kapitan i zapytał nienaganną polszczyzną: "czy pan wie, że po przejściu przez te drzwi pańska legitymacja dyplomatyczna traci ważność?" Konsul podał tyły.
Więcej historyjek na życzenie.

Skomentuj (21) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 138 (150)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…