Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#87379

(PW) ·
| Do ulubionych
Moja kuzynka przez kilka lat pracowała na Bardzo Prowincjonalnej Uczelni. Lubiła tę pracę, a że ambicji bycia Wielkim Naukowcem nie miała, to była zadowolona z tego, że pensję przelewa jej PWSZ, a nie UJ, UAM albo inny U-Boot. Do czasu.

Z 2-3 lata temu została wezwana do swojego dziekana, który poinformował ją, że rektor kazał zlikwidować 3 etaty na wydziale i tak się składa, że kierownik jej zakładu idzie na zasłużoną emeryturę, jedna koleżanka-adiunkt po obecnym urlopie macierzyńskim planuje rozpocząć wychowawczy, druga koleżanka-adiunkt chce przejść po powrocie ze swojego czwartego już macierzyńskiego do innego zakładu, a moja kuzynka - jako jedyna pozostała pracownica tej komórki i przy okazji, ostatnia asystentka na wydziale - przysłuży się uczelni, poświęcając swój etat, bo on będzie jednym z tych trzech likwidowanych, a zakład zostanie rozwiązany, skoro pracowników fizycznie niet. Jeśli byłaby zainteresowana prowadzeniem zajęć, to mogą z nią podpisać zlecenie, ale ze wszystkimi prawami pracowniczymi (przede wszystkim dostępem do biblioteki) się wtedy żegna, to chyba jest dla niej oczywiste.

Dlaczego to właśnie etat kuzynki idzie pod nóż? "Bo pani pracuje najkrócej, nie opublikowała jeszcze książki i ma pani najmniejszy dorobek naukowy, dlatego pani jest tylko asystentem, a asystentów już nie potrzebujemy".

Tutaj kuzynka odezwała się - jak ją znam, to wcale nie nieśmiało - że przez ostatnie 3 lata ciągnęła pracę swoją, dwóch wiecznie zaporodówkowanych adiunktek i niemal wiecznie chorego kierownika zakładu, więc to chyba oczywiste, że robiąc zajęcia za 3 a w porywach 4 osoby, na pisanie książki i prowadzenie jakichś rozległych badań nie miała ani sił, ani czasu, sam doktorat kończyła na oparach adrenaliny.

Przypomniała też, że w zasadzie aktywność naukowa zakładu przez te lata w lwiej części należała do niej, bo kierownik z racji wieku i kulawego zdrowia, ograniczał się do udziału tylko w konferencjach organizowanych przez tę uczelnię i uniwersytet w Nieodległym Mieście, gdzie ma drugi etat, a po innych ośrodkach z referatami jeździła kuzynka. Kuzynka też napisała 3/4 afiliowanych przy zakładzie publikacji w ostatnich latach.

"Nooo tak, jak tak pani stawia sprawę, to proszę iść do sądu pracy, he he he. Mamy czerwiec, umowę ma pani do 30 września i tak, wiemy, że miała pani obiecany awans na adiunkta od przyszłego roku, ale na szczęście dla nas nie ma pani promesy na piśmie i proszę się cieszyć, że mówimy pani o tym wszystkim przed pani urlopem, bo moglibyśmy nie mówić i zwyczajnie nie rozpisać we wrześniu konkursu, życzymy miłego wypoczynku."

Kuzynka rzeczywiście oddała sprawę do sądu (wyroku w pierwszej instancji jeszcze nie ma i w sądzie nie ukrywają, że do końca przyszłego roku raczej nie będzie) i poszła uczyć do szkoły "niewyższej", bo sąd sądem, a żyć z czegoś trzeba i brak drugiej wypłaty w jej domu boleśnie by odczuto. W ten sposób wylądowała w dużym zespole podstawówka-liceum-technikum-zawodówka.

Ponieważ mamy pandemię i sezon jesiennogrypowy, w molochu kuzynki pojawiło się tsunami zwolnień lekarskich. Szkoła pewien czas temu miała olbrzymi i długotrwały problem ze znalezieniem nauczyciela, który pociągnąłby klasy rozszerzone z jednego przedmiotu i wściekli rodzice zmusili dyrekcję do pokrycia kosztów korepetytora dla klasy, a teraz - kiedy takiej fizyki nie ma kto prowadzić, bo wszyscy fizycy chorzy już od miesiąca - dyrekcja postanowiła się ratować przed powtórką z rozrywki i odgórnie przydzielać zastępstwa tym nielicznym pracownikom, którzy jeszcze nie zachorowali.

Kuzynka zadzwoniła do mnie koło południa i pół płacząc, pół śmiejąc się zapoznała mnie z nowymi "pracowniczymi planami lekcji" w swoim zespole ogólnokrzywdzącym:
- muzyki będzie uczyć jedna matematyczka, która za dziecka skończyła szkołę muzyczną I stopnia (nauczycieli muzyki w województwie kuzynki szuka kilkanaście placówek),
- rysunek projektowy dla technikum przejmie nauczycielka plastyki z podstawówki,
- informatyką zajmie się bibliotekarz szkolny,
- biologią podzielą się chemicy (i to jest w tym wszystkim jedyne sensowne), ale nie bardzo chcą, bo są zarobieni - szkoła ma półtora-etatowy wakat dla nauczycieli chemii jeszcze sprzed wakacji,
- kuzynka dowiedziała się dzisiaj rano od pana dyrektora, że jej została przydzielona rozszerzona fizyka w technikum i jutro zaczyna "swoje nowe zajęcia". Dlaczego akurat ona? Bo nikt inny nie chciał, a ona zrobiła dopiero pierwszy stopień awansu, więc niech nie marudzi, to tylko kilka tygodni zastępstw.

Moja kuzynka jest rusycystką.

Kiedy już się wyśmiałam i zapytałam, co planuje z tym fantem zrobić, odpowiedziała, że najpewniej da uczniom jakiś rosyjski podręcznik fizyki w pdfie i będzie powtarzać "perevesti, bystreje!".

szkoła

Skomentuj (24) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 104 (124)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…