Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#87467

(PW) ·
| Do ulubionych
Z naszymi klientami mamy różne układy. Z niektórymi czysto biznesowe i profesjonalne, z innymi każdą rozmowę szef trzy dni odchorowuje, a jeszcze z innymi (zwłaszcza z tymi, z którymi mój szef zna się od lat) relacje są bardzo ciepłe, wręcz przyjacielskie. Ci ostatni bardzo często oferują nam spore zniżki na swoje produkty. Ja korzystam z tego w znikomym stopniu, gdyż większość produktów, nawet ze zniżką, jest daleko poza moim zasięgiem cenowym (typu dywan za 20 kawałków, czy piekarnik za siedem), mój szef za to w ten sposób urządził sobie dom.

Ostatnio chciałam kupić pewną rzecz mojej mamie na gwiazdkę. Dla potrzeb historii niech to będzie powiedzmy filiżanka ze spodeczkiem z miśnieńskiej porcelany o wartości rynkowej w okolicach 140 euro. Jako że marka jest trudno dostępna, pytam szefa, jako eksperta od dóbr luksusowych, gdzie najlepiej będzie mi to dostać. On na to: "jak to gdzie? U mojego dobrego przyjaciela pana Schulza (wiceprezesa do spraw marketingu u producenta). Zadzwoń do niego, pozdrów go ode mnie serdecznie, powiedz, który produkt Cię interesuje i poproś o ofertę cenową."

Z panem Schulzem miałam już wielokrotnie wcześniej kontakt, jest to przesympatyczny człowiek, tak więc zadzwoniłam, przeprosiłam, że z taką prywatą i mówię, o co chodzi. On się bez problemu zgodził, z tym, że powiedział, że on mi zaraz wyśle wybrany przeze mnie produkt, a rachunek i dane do płatności będą w środku w paczce. Ceny przez telefon niestety nie może mi podać, ale "stratna nie będę".

Po kilku dniach do biura przyszła paczka, a w niej nie jedna filiżanka, tylko cały komplet, a zamiast rachunku kartka z podziękowaniem za miłą współpracę i życzeniami wesołych świąt. Pytam mojego szefa, co mam z tym zrobić, jest mi strasznie głupio i absolutnie nie mogę przyjąć tak drogiego prezentu. Szef się zaśmiał, mówi, że jak zna Schulza, to wiedział, że tak będzie i żebym mu po prostu wysłała kartkę z podziękowaniami i może butelkę jakiegoś dobrego alkoholu.

Doradził mi stronę internetową, z której on sam zawsze kupuje alkohol i pomógł wybrać butelkę dobrego szampana z odpowiedniego rocznika. Oprócz tego poinformował mnie, że produkty z tego sklepu są odpowiednio zabezpieczone do transportu, do tego bardzo ładnie zapakowane, więc żeby zamówić z wysyłką bezpośrednio na adres pana Schulza. Wrzuciłam szampana do wirtualnego koszyka, dołączyłam kartkę z podziękowaniem, wpisałam dane pana Schulza jako adresata, swoje dane jako płatnika i kliknęłam przycisk "dalej", żeby dokonać płatności.

Tutaj mały wtręt. W Niemczech, kupując coś przez internet, zwykle ma się do wyboru 5 rodzajów płatności: PayPalem, kartą kredytową, przelewem bankowym, którego dokonuję samodzielnie na podany nr konta; przez tzw. Lastschrift, czyli ja podaję swój IBAN, a sklep sam mi ściągnie pieniądze z konta oraz "na rachunek", czyli zapłaty nie dokonuję w momencie składania zamówienia, tylko razem z towarem przyjdzie faktura z numerem konta, na które w ciągu 14 dni trzeba przelać pieniądze.

A więc przechodzę dalej, żeby dokonać płatności i tu mały zonk. Ku mojemu zaskoczeniu, zamiast opcji płatności pojawiła się informacja, że bardzo dziękują za złożenie zamówienia i że zostanie ono zrealizowane w ciągu 2-3 dni roboczych. Jako metodę płatności sklep z automatu narzucił mi opcję "na rachunek". Sprawdzam jeszcze pocztę, czy może faktura przyszła mailem. Mail ze sklepu owszem przyszedł, z tym że było w nim tylko potwierdzenie złożenia zamówienia oraz informacja, że faktura z danymi do przelewu będzie w paczce z towarem. Którą dostanie pan Schulz… Czyli meganiezręczna sytuacja, której chciałabym uniknąć.

Natychmiast dzwonię na infolinię sklepu, żeby odkręcać sprawę. Odebrał miły pan, mówię, co się stało i dlaczego to się nie powinno stać, że to prezent, w dodatku dla klienta, on tego rachunku absolutnie nie może dostać i niech pan coś wymyśli. Pan na to, że przy zamówieniach złożonych online nie ma niestety takiej możliwości, ale on może zrobić coś innego. Anuluje moje zamówienie w systemie i sporządzimy je jeszcze raz przez telefon, tym razem on wpisze wszystkie potrzebne informacje, łącznie z tą, że jest to prezent i do paczki nie wolno włożyć faktury, którą ja muszę otrzymać mailem. Zaproponowałam jeszcze, żeby może dla bezpieczeństwa wysłać paczkę pod mój adres i ja po upewnieniu się, że nie ma w niej faktury, prześlę ją dalej. Pan na to, że mi to stanowczo odradza, bo oni mają swojego kuriera, gdzie mogą dać gwarancję, że produkt dojdzie w idealnym stanie, natomiast te wszystkie DHLe i inne UPSy wiadomo jak obchodzą się z paczkami, mając w głębokim poważaniu, że na opakowaniu wyraźnie stoi "uwaga szkło". W sumie racja. Mówię który produkt, dyktuję tekst na kartkę z podziękowaniami, podaję dane do faktury oraz nazwisko i adres odbiorcy. Pan jeszcze raz zapewnia, że faktura niebawem przyjdzie mailem.

Dzisiaj rano przychodzi mail ze sklepu, że zamówienie zostało wysłane i jest w drodze do odbiorcy. Faktury za to ni hu hu. Dzwonię na infolinię, przedstawiam sytuację i pytam, co z fakturą. No jak to co? Zapakowana razem z butelką jest już w drodze do odbiorcy. Inaczej się nie da, taka polityka firmy. No ale przecież wasz pracownik deklarował coś innego i podobno zamieścił z zamówieniu stosowną notatkę? Ano kolega zamieszczać mógł sobie, co miał ochotę, ale polityka firmy jest, jaka jest. Zdziwiło mnie to bardzo, bo wiele sklepów internetowych, chociażby Swarovski, ma nawet w formularzu zamówienia pole "prezent", po zaznaczeniu którego, towar przychodzi ładnie zapakowany i bez informacji o cenie, a rachunek wysyłany jest osobno, więc taka "polityka firmy" w sklepie z markowymi alkoholami, które kupuje się głównie na prezent, wydaje się co najmniej niedorzeczna.

No ale nic to, najwyżej zadzwonię czy napiszę do pana Schulza i wytłumaczę, że sklep niechcąco umieścił w paczce rachunek, który ma zignorować, a najlepiej wyrzucić bez patrzenia. Pytam jeszcze pani, kiedy mogę się spodziewać rachunku mailem, bo chciałabym zapłacić. Okazuje się, że nie mogę. Rachunek jest w paczce z towarem, mailem nie mogą wysłać, bo "polityka firmy" (też przedziwnie, zawsze, kiedy zamawiam coś przez internet "na rachunek", fakturę przysyłają i w paczce, i elektronicznie, poza tym, po co w takim razie każą podać dane do rachunku, skoro wysyłają go gdzie indziej - odpowiedź: polityka firmy). Pytam się pani, że już pomijając wynikłą żenującą sytuację, to jak ja mam im zapłacić rachunek, który otrzymał ktoś inny? Pani na to, że to przecież żaden problem, mogę poprosić odbiorcę przesyłki, żeby zeskanował fakturę albo wysłał mi ją pocztą.

No tak, świetny pomysł. Facet mi wyświadcza niesamowitą grzeczność, a ja jakbym nie miała już wystarczających wyrzutów sumienia, jeszcze go będę po pocztach ciągać i angażować w wysyłanie rachunku, którego nie miał prawa dostać. Pani jest przykro, ale "polityka firmy" i nic więcej nie może dla mnie zrobić, anulować zamówienia też już nie mogę, bo jest w drodze, więc jeśli to wszystko, to pani się żegna i życzy mi miłego dnia.

Biłam się jakiś czas z myślami, jak ugryźć temat, bo to jednak wstyd jak nie wiem, po czym postanowiłam zadzwonić jeszcze raz za parę godzin. Może trafię na mniej betonowego konsultanta i uda się znaleźć jakieś wyjście z impasu. Dzwonię, i tym razem od innej pani dowiaduję się, że jednak się da. Jednak mogą zrobić wyjątek i wysłać mi fakturę listem. Natomiast jeśli chodzi o fakturę dołączoną do paczki, to tutaj pani niestety nie ma dostępu do takiej informacji. Może dołączono, bo "polityka firmy", a może nie, bo notka kolegi, żeby tego nie robić. Jaki jest stan faktyczny, nie wiadomo. Wiem za to, z którego sklepu już nigdy więcej nic nie zamówię.

sklep z alkoholem

Skomentuj (22) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 152 (166)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…