Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#87735

(PW) ·
| Do ulubionych
O tym, jak zrobić krzywdę swojemu dziecku.

Cofnijmy się do początku lat dwutysięcznych.
Chodziłam wtedy do początkowych klas podstawówki i mieszkałam w zupełnie innej miejscowości.
Dom dzieliliśmy z babcią, która często się mną zajmowała ze względu na pracujących rodziców.

Bunia lubiła odwiedzać swoich znajomych, zwłaszcza pewną starszą parę mieszkającą niedaleko nas.
Państwo P. mieli jedyną córkę Marysię.
Marysia zbliżała się już do czterdziestki, ale umysł miała na poziomie dwulatka. Chorowała na zespół Downa, była mocno opóźniona w rozwoju, nie mówiła, a swoje potrzeby wyrażała piskiem. Po za tym miała inne dolegliwości, o których nie mówiło się głośno.

W domu prawie wszystko było pod kluczem, szklanki i talerze były plastikowe by nie zrobiła sobie albo komuś krzywdy.
Jak byłam dzieckiem to Marysia mnie przerażała, bo nie rozumiałam jej zachowania. Przed każdą wizytą w domu P. błagałam babcię, aby tam nie iść.

Z biegiem lat dostrzegłam, że Marysia wcale głupia nie była. Rozumiała proste komunikaty, jak przychodzili goście to czekała przed szafką z naczyniami by zabrać plastikową zastawę i ułożyć na stole. Jak przychodziłyśmy to przynosiła mi swoje pluszaki. Takich przebłysków było oczywiście więcej, ale tylko to najbardziej utkwiło mi w pamięci.

Marysia nigdy nie opuszczała domu rodziców, nie uczęszczała do żadnej szkoły specjalnej, czy na jakieś warsztaty. Nie miała kontaktu z rówieśnikami, była skazana tylko na towarzystwo swoje i rodziców. Nie licząc mojej buni, nikt ich za często nie odwiedzał.

Gdy jakiś czas później w miejscowości mojej babci otworzono świetlicę dla osób z podobnymi schorzeniami, to Marysia dostała zaproszenie na zajęcia. Opieka Społeczna chciała, aby rodzice mieli chociaż kilka godzin spokoju i trochę odpoczęli, zwłaszcza że obydwoje zbliżali się już do siedemdziesiątki.

Dziewczyna miałaby zapewnioną opiekę, dojazd, wyżywienie i kontakt z innymi. Nie zostałaby im zabrana czy coś. Państwo P. nie musieliby za to płacić.
Rodzice dziewczyny nie zgodzili się. Bali się że ktoś może wyrządzić krzywdę ich dziecku. Twierdzili, że to właśnie oni znają jej potrzeby najlepiej.

Wtedy dostali propozycję, aby jeden z rodziców uczestniczył w zajęciach. Opieka społeczna wychodziła z założenia, że Marysia lepiej zaaklimatyzuje się mając przy sobie mamę lub tatę. Poza tym rodzice zobaczyliby, że ich dziecko nie doświadcza niczego złego.
Wtedy także odmówili, tłumacząc się takimi samymi argumentami. Również z tego powodu nie zapisali córki do szkoły specjalnej, gdy ta była jeszcze dzieckiem.

W taki oto sposób zaprzepaścili jej szansę na trochę normalniejsze życie.

Kilka lat po tym jak wyprowadziliśmy się z domu babci zmarł tata Marysi, a jakiś czas później jej mama.
Dziewczyna została zabrana do jakiegoś ośrodka i słuch po niej zaginął. Od tego czasu minęło ponad dziesięć lat, nawet nie wiem czy Marysia nadal żyje.
Szczerze mówiąc, to bardzo mi jej szkoda.

Kto był bardziej piekielny? Rodzice, czy Opieka Społeczna która nie zareagowała w odpowiedni sposób?

Skomentuj (10) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 121 (127)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…