Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

Niania_Frania

Zamieszcza historie od: 23 lipca 2020 - 12:00
Ostatnio: 28 lutego 2021 - 14:00
  • Historii na głównej: 13 z 13
  • Punktów za historie: 1431
  • Komentarzy: 10
  • Punktów za komentarze: 33
 
poczekalnia
Gdy byłam w gimnazjum, to na terenie mojej szkoły postanowiono wybudować Orlik. Chyba każdy był zachwycony, bo nie trzebaby było jeździć do sąsiedniej miejscowosci by pograć w piłkę na prawdziwym boisku. Wtedy komputery i internet nie były jeszcze tak popularne, więc dzieci częściej spędzały czas na zewnątrz.
Nasze betonowe boisko lata świetności miało już za sobą i nie nadawało się do użytku, jedynie służyło jako parking dla samochodów nauczycieli, więc tym bardziej cieszyliśmy się, że będzie w końcu gdzie grać.
Drugie, mniejsze boisko, które było trawiaste zostało przekształcone w ogródek, żeby szkoła ładnie się prezentowała.


Orlik wybudowany, uroczyste otwarcie odbyło się w towarzystwie lokalnych władz w tym starosty. Wszystko pięknie? No nie do końca...
Orlik był używany tylko od święta czyli na jakieś zawody i w dni otwarte szkoły.Na przerwach i przez większość roku był nieczynny. Dyrekcja twierdziła „ Że się zniszczy" i postanowiła zamknąć go na cztery spusty. Na nic się zdały sprzeciwy rodziców.


Teraz do tej szkoły chodzą synowie mojego kuzyna. Przez te lata nic się nie zmieniło, z dyrekcją włącznie. Rodzice nie mogą doprosić się, aby lekcje WF odbywały się na Orliku. Dzieci przez cały rok kiszą się w ciasnej sali gimnastycznej, chociaż mają do dyspozycji całkiem dobre boisko.

Skomentuj Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 3 (3)

#87735

(PW) ·
| Do ulubionych
O tym, jak zrobić krzywdę swojemu dziecku.

Cofnijmy się do początku lat dwutysięcznych.
Chodziłam wtedy do początkowych klas podstawówki i mieszkałam w zupełnie innej miejscowości.
Dom dzieliliśmy z babcią, która często się mną zajmowała ze względu na pracujących rodziców.

Bunia lubiła odwiedzać swoich znajomych, zwłaszcza pewną starszą parę mieszkającą niedaleko nas.
Państwo P. mieli jedyną córkę Marysię.
Marysia zbliżała się już do czterdziestki, ale umysł miała na poziomie dwulatka. Chorowała na zespół Downa, była mocno opóźniona w rozwoju, nie mówiła, a swoje potrzeby wyrażała piskiem. Po za tym miała inne dolegliwości, o których nie mówiło się głośno.

W domu prawie wszystko było pod kluczem, szklanki i talerze były plastikowe by nie zrobiła sobie albo komuś krzywdy.
Jak byłam dzieckiem to Marysia mnie przerażała, bo nie rozumiałam jej zachowania. Przed każdą wizytą w domu P. błagałam babcię, aby tam nie iść.

Z biegiem lat dostrzegłam, że Marysia wcale głupia nie była. Rozumiała proste komunikaty, jak przychodzili goście to czekała przed szafką z naczyniami by zabrać plastikową zastawę i ułożyć na stole. Jak przychodziłyśmy to przynosiła mi swoje pluszaki. Takich przebłysków było oczywiście więcej, ale tylko to najbardziej utkwiło mi w pamięci.

Marysia nigdy nie opuszczała domu rodziców, nie uczęszczała do żadnej szkoły specjalnej, czy na jakieś warsztaty. Nie miała kontaktu z rówieśnikami, była skazana tylko na towarzystwo swoje i rodziców. Nie licząc mojej buni, nikt ich za często nie odwiedzał.

Gdy jakiś czas później w miejscowości mojej babci otworzono świetlicę dla osób z podobnymi schorzeniami, to Marysia dostała zaproszenie na zajęcia. Opieka Społeczna chciała, aby rodzice mieli chociaż kilka godzin spokoju i trochę odpoczęli, zwłaszcza że obydwoje zbliżali się już do siedemdziesiątki.

Dziewczyna miałaby zapewnioną opiekę, dojazd, wyżywienie i kontakt z innymi. Nie zostałaby im zabrana czy coś. Państwo P. nie musieliby za to płacić.
Rodzice dziewczyny nie zgodzili się. Bali się że ktoś może wyrządzić krzywdę ich dziecku. Twierdzili, że to właśnie oni znają jej potrzeby najlepiej.

Wtedy dostali propozycję, aby jeden z rodziców uczestniczył w zajęciach. Opieka społeczna wychodziła z założenia, że Marysia lepiej zaaklimatyzuje się mając przy sobie mamę lub tatę. Poza tym rodzice zobaczyliby, że ich dziecko nie doświadcza niczego złego.
Wtedy także odmówili, tłumacząc się takimi samymi argumentami. Również z tego powodu nie zapisali córki do szkoły specjalnej, gdy ta była jeszcze dzieckiem.

W taki oto sposób zaprzepaścili jej szansę na trochę normalniejsze życie.

Kilka lat po tym jak wyprowadziliśmy się z domu babci zmarł tata Marysi, a jakiś czas później jej mama.
Dziewczyna została zabrana do jakiegoś ośrodka i słuch po niej zaginął. Od tego czasu minęło ponad dziesięć lat, nawet nie wiem czy Marysia nadal żyje.
Szczerze mówiąc, to bardzo mi jej szkoda.

Kto był bardziej piekielny? Rodzice, czy Opieka Społeczna która nie zareagowała w odpowiedni sposób?

Skomentuj (10) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 112 (116)

#87580

(PW) ·
| Do ulubionych
Godziny dla seniorów - temat rzeka.
Któregoś dnia wybrałam się do sklepu. Godziny popołudniowe. Stoję w kolejce do kasy. W ręce trzymam kilka produktów i czekam aż pani za kasą mnie obsłuży.
Za mną ustawia się piekielny dziadek. Nie tyle stoi, co wisi mi na plecach. Dosłownie. Zaczynam chrząkać. Może pan się zamyślił czy coś?
- Jak się jest chorym to się siedzi w domu, a nie po sklepie biega! - dziadek nie krył oburzenia.
- Są godziny dla seniorów. Jak się panu coś nie podoba to proszę chodzić do sklepu miedzy dziesiątą, a dwunastą.
- Ja wtedy nie mogę! Mam ważne sprawy w telewizji!

Ehhh...

Skomentuj (6) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 151 (173)

#87579

(PW) ·
| Do ulubionych
Choruję na łysienie plackowate. Choroba jak choroba. Czasem mam na głowie więcej włosów, czasem mniej...kiedyś pisałam o kuzynce, która stwierdziła że włosy lecą mi przez antykoncepcję, bo młodzież prowadzi teraz rozwiązły tryb życia.

Gdyby tak pomyśleć to w sumie nie tylko jej komentarz był piekielny. Poniższe teksty pochodzą z okresu kilku miesięcy.

"Rany boskie! Weź to zakryj!" - reakcja mamy gdy chodziłam po domu w rozpuszczonych włosach

" Ubierz czapkę jak idziesz do sklepu! Co sąsiedzi powiedzą!"- tym razem ciocia. Mnie akurat reakcja tych hien zza płotu nie obchodzi.

" To wszystko dlatego, że nie myjesz włosów" - piekielna sąsiadka w akcji. Włosy myję codziennie i nie ma to związku z ich wypadaniem.

- "Fuj zakryj to! Jak ty możesz pokazywać to przy jedzeniu?" - poszłam kiedyś z koleżanką na pizzę. Nie była zadowolona że, musi patrzeć na moje łyse plamy podczas jedzenia. Na pytanie, czy jak umawia się z łysym to w trakcie romantycznej kolacji każe mu nosić czapkę już nie odpowiedziała :D

- "Brajanku jak nie będziesz mył włosów to ci wypadną jak tej pani!"- sytuacja w tramwaju. Dlaczego ludzie łączą wypadanie z ich niemyciem? Nie wiem.

- "No pokaz co ci się na głowie stało" - tekst mamy, gdy akurat jestem w domu i przyjdzie do niej jakaś koleżanka. Moje włosy, moja sprawa i nie mam obowiązku każdemu pokazywać moich plam.

No i ostatnie. Sytuacja z wczoraj. Stoję sobie w kolejce na poczcie. Nudzę się jak jasna cholera, sporo osób przede mną a paczkę muszę wysłać tego samego dnia. Nagle czuje że ktoś mnie szarpie. Odwracam się i moim oczom ukazuje się drobna staruszka.
- Pani stąd wyjdzie! - wrzeszczy babcia. Czuje na sobie wzrok innych. Milusio.
- Dlaczego?
- Bo pani włosy od COVIDA wypadły! Zaraża pani innych!!!

Ręce i cycki opadają...

Skomentuj (6) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 168 (182)

#87426

(PW) ·
| Do ulubionych
W moim rejonie o pracę dosyć trudno. Zwłaszcza teraz. Udało mi się dostać umowę na okres próbny w sklepie przy niewielkiej cukierni.

Brzmi fajnie, co?

Niestety kończy się ona ostatniego listopada. Szefowa zapewniała mnie, że zostanie ona przedłużona.
Dzisiaj wezwała mnie do siebie. Dlaczego? Otóż klientka wysłała jej zdjęcie ciastka z naszego sklepu w którym był włos.
Choruję na łysienie plackowate więc pewnie to mój! Nawet pokazała mi tą nieszczęsną fotografię na swoim ajfonie.
Z racji niedopełnienia obowiązków i "ściągnięcia" sanepidu umowa nie zostanie mi przedłużona.

Po pierwsze: Włos wpadł zapewne w trakcie wykonywania ciasteczek, bo znajdował się w środku masy. Przypomnę, że ja wypiekami się nie zajmowałam. Sprzedawałam je tylko.

Po drugie: Włos był jasny i kręcony. Ja kłaki mam proste i ciemne.

Po trzecie : Włosy w pracy mam zawsze upięte w kok, pospinane wsuwkami i popsikane lakierem.

Fajnie że szefowa zamiast po ludzku powiedzieć, że nasza współpraca nie będzie kontynuowana to robi takie cyrki.

Cukiernia

Skomentuj (5) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 132 (142)

#87259

(PW) ·
| Do ulubionych
Mój luby kilka lat temu był właścicielem Fiata 125p, którego dostał od ojca. Postanowił spieniężyć samochód bo stał praktycznie od kilku lat tylko w garażu. Nie miał jakoś czasu ani chęci by się nim zajmować a hajs zawsze się przyda.
Na OLX zamieścił ogłoszenie wraz ze zdjęciami i odpowiednią kwotą. Nie była ona jakoś bardzo wygórowana, bo chciał się szybko auta pozbyć.

Już po paru dniach napatoczył się pierwszy kupiec. Po wymianie kilku wiadomości stwierdził że on Fiata kupił pod warunkiem,że Luby zejdzie z ceny o prawie połowę i dowiezie na swój koszt do miasta oddalonego o prawie trzysta kilometrów. Mojemu facetowi się to niebyt podobało, więc zrezygnował ze współpracy.

Wtedy Piekielny zaczął do niego wypisywać kilkanaście wiadomości dziennie w których twierdził, że lepszego klienta od niego nie znajdzie i że bardzo mu na samochodzie zależy. Na szczęście po jakiś dwóch tygodniach mu się znudziło.

A Fiata kupił pan z sąsiedniego miasta za kwotę podaną w ogłoszeniu :)

Skomentuj (3) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 78 (86)

#87335

(PW) ·
| Do ulubionych
Mam duże starsze kuzynostwo. Starsze o tyle, że mają już dzieci mniej więcej w moim wieku ( tata był najmłodszy, a do tego późno wzięli się z mamą za powiększanie rodziny). Większość kuzynek próbuje mi matkować.
Jedna się wyróżnia.
Bizneswoman po czterdziestce. Gdyby nie pieniądze byłego męża to nie otworzyłaby swojego sklepu. Ma się za najważniejszą w rodzinie. Każdym próbuje rządzić.
W moje życie wpycha się najbardziej. Krytykuje wszystko jak leci. Szkoła nie taka, praca nie taka, auto za brzydkie i za tanie, facet nie taki... Długo by wymieniać. Mam z nią na pieńku, bo wymyśla o mnie plotki nie pokrywające się z prawdą.
Choruje na łysienie plackowate. Przywykłam już do tego, że moja fryzura w jednej trzeciej składa się z łysych plam. Na poczatku było mi ciężko, próbowałam je jakoś zakrywać ale z czasem oswoiłam się z moim demonem.
Piekielna kuzynka jak mnie zobaczyła kiedyś z niezasłoniętą łysinką wpadła w złość.
Na drugi dzień wydzwaniała do mojej matki ze stwierdzeniem że:" to na pewno przez tabletki antykoncepcyjne, bo młodzież teraz się ku**i" Próbowała mojej mamie wmówić że na pewno muszę coś ćpać. Dlatego włosy mi wypadły.W kolejnych dniach otrzymała kilka adresów do znachorów z okolicy. Na nic tłumaczenia że jestem pod opieką dermatologa i trychologa. Ona mi załatwi wizytę u znajomej znachorki koniec i kropka. Zakończyło się to wielką awanturą.
Od ponad pół roku z nią nie rozmawiam. Moi rodzice również. Ponoć bardzo przeżywa mój brak włosów i odrzucenie pomocy.
A włosy zaczynają mi rosnąć bez jej pomocy :)

Skomentuj (7) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 103 (123)

#87206

(PW) ·
| Do ulubionych
Jestem ateistą.

Nie tym wojującym, który każdemu próbuje na siłę udowodnić swoje racje. Wierzysz? fajnie. Nie wierzysz? Też fajnie.
Do kościoła nie chodzę. Bywam w tym przybytku tylko podczas pogrzebów i ślubów.

Ostatnio była msza za babcię. Postanowiłam iść, bo bunia za życia była mi bardzo bliska.

Przycupłam w ostatniej ławce. Do ceremonii zostało jeszcze kilka minut. Znudzona zaczęłam się rozglądać.

Moją uwagę przykuła ławka przede mną. A raczej napisy wyryte na niej. "Seba kocha Dżesikę", " Y***ać Policję" itp. itd.

Mnie osobiście zamurowało. Do religii mam stosunek jaki mam, ale nigdy nie przyszłoby mi na myśl by zrobić coś takiego. Zwłaszcza że kościół zabytkowy i swoje lata już ma.

Efekt nudnych rekolekcji czy bezstresowego wychowania?
Chyba raczej to drugie...

Skomentuj (18) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 112 (128)

#87157

(PW) ·
| Do ulubionych
OLX. Temat rzeka...
Od czasu do czasu zdarza mi się coś wystawić. Tym razem padło na dosyć sporego pluszaka, który mi zbywał.
Ogłoszenie napisane. Zabawka obfocona. Cena niezbyt wygórowana, bo tylko 10 złotych. Nic tylko czekać na odzew.
Po kilku dniach trafił się kupiec. Zapłacił za pluszaka i za wysyłkę. Spakowałam go i zaniosłam na pocztę.
Po kilku dniach piekielny pisze, że on otrzymał paczkę i zabawka nie spełnia oczekiwań. Chce abym mu zwróciła pieniądze. Ja na to, że okej. Ale wysyła na swój koszt. Pan wielce oburzony, bo jak to tak? Mam mu oddać dychę za pluszaka i dwa razy za wysyłkę. Inaczej mu się nie będzie opylać.
Czyli w skrócie mam gościowi dopłacić za to, że mi zwróci pluszaka wartego dychę. Logika...

Olx

Skomentuj (12) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 133 (145)

#87079

(PW) ·
| Do ulubionych
Jadę sobie swoim Czinkłeczento w kolorze blue.
Zbliżam się do skrzyżowania z drogą z pierwszeństwem. Powoli zwalniam i włączam lewy kierunkowskaz. Ustawiam się po lewej stronie SWOJEGO pasa. Zbliżam się do znaku stop a tu ...

Rozpędzona Bejca skręca w moją drogę, ścinając kompletnie zakręt. Mija mnie na milimetry, utrącając przy okazji lusterko w Czinkusiu. Gdybym dojechała do linii to pewnie nie miałabym połowy auta.
Kierowca zatrzymuje się. Wychyla głowę i woła:
"Jak jedziesz kuro yebana!"
Po czym odjeżdża z piskiem opon.

Zamiast na zakupy do centrum handlowego musiałam jechać na szrot po nowe lusterko.

W duchu przeklinałam się, że nie zapamiętałam numerów rejestracyjnych tego debila...

Skomentuj (12) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 161 (177)