Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

Niania_Frania

Zamieszcza historie od: 23 lipca 2020 - 12:00
Ostatnio: 18 lutego 2024 - 13:31
  • Historii na głównej: 28 z 28
  • Punktów za historie: 3086
  • Komentarzy: 27
  • Punktów za komentarze: 145
 

#91061

przez (PW) ·
| Do ulubionych
W gimnazjum miałam dosyć specyficzną nauczycielkę od biologii. Dlaczego specyficzną? Już tłumaczę.

- zażyczyła sobie czysty zeszyt. Mieliśmy zachowywać markines ileś tam centymetrów, ale nie mogliśmy go narysować nawet ołówkiem.

- Na jej lekcjach mieliśmy pisać tylko i wyłącznie piórem. Jak zobaczyła, że ktoś ma w rece długopis to dostawała spazmów.

- Na pierwszej stronie mieliśmy mieć napisane ;" Zeszyt do Biologii". Jak ktoś napisał po prostu "Biologia", to kazała wyrywać kartkę i napisać właściwie.

- Tematy lekcji musiały być podkreślone tylko i wyłącznie zielonym cienkopisem. Raz podkreśliłam temat na różowo, bo akurat ten kolor miałam w piórniku. Przy całej klasie wygłosiła tyradę o braku szacunku dla nauczyciela.

- Koleżance obnyżyła ocenę za odpowiedź, bo jej zdaniem odpowiadała zbyt wolno. Pal licho że owa koleżanka się jąkała, a na wszystkie pytania odpowiedziała poprawnie.

- Z kolei inna koleżanka nosiła zdejmowany aparat na zęby, więc na początku noszenia troszkę niewyraźnie mówiła. Pani od biologii zakazała przychodzenia na lelcję z "tym czymś" w buzi.

- Notorycznie zatrzymywała uczniów na przerwach, bo trzeba skończyć notatki.

- Przez pół roku była naszą wychowawczynią. Przez ten czas ani razu nie mieliśmy lekcji wychowawczej. Dodatkową godzinę poświęcała na prowadzenie swojej lekcji.

Tych sytuacji było o wiele więcej, ale te zapadły mi najbardziej w pamięć.

Rodzice interweniowali u dyrektora i napisali skargę do kuratorium. Reakcji jednego jak i drugiego nikt się nie doczekał.

Skomentuj (15) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 129 (147)

#91036

przez (PW) ·
| Do ulubionych
"Gang nastolatków terroryzuje galerię" - taki tytuł rzucił mi się w oczy, gdy przeglądałam fejsa. W komentarzach wiele osób zastanawia się gdzie jest ochrona.

Cóż...

Ostatnio wertowałam ogłoszenia o pracę w moim mieście. Ktoś potrzebował ochroniarza. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że musiałby być to ktoś, kto ma niepełnosprawność w STOPNIU ZNACZNYM!

ochrona ochroniarz

Skomentuj (11) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 138 (150)

#91011

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Z pracy w byłym Januszexie.

Pech chciał, że złamałam rękę.
Bywa.

Łapa w gipsie na sześć tygodni i L4, bo moja praca była typowo manualna i bez jednej ręki nie da się rady.
Cóż...
Janusz miał w poważaniu moje zwolnienie. Kilkanaście razy dzwonił do mnie, żeby przyjść, bo ludzi nie ma. Co z tego, że miałam złamaną rękę. I to w dodatku prawą. Trzeba wziąć przeciwbólowe i wracać na taśmę!
Na nic tłumaczenia, że według lekarza nie jestem zdolna do pracy.

Po którymś telefonie zagroziłam, że pójdę z tym na policję, bo to już podchodzi pod nękanie.

Miałam spokój do końca chorobowego.

Skomentuj (15) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 109 (111)

#90774

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Ja i mój partner planujemy ślub. Zdecydowaliśmy się na skromną uroczystość.
Mam sporą rodzinę, jednak z większością nie utrzymuję kontaktów. Zaprosiłam tylko osoby, które uważam za naprawdę mi bliskie.
Mam kuzynkę która nie odzywa się do nas od lat.
W sklepie potrafi przejść obok, odwraca wzrok i udaje, że mnie nie zna, ale do mojej matki ma czelność dzwonić z awanturą, że nie dostała zaproszenia na ślub.

Skomentuj (25) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 133 (143)

#90416

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Akcje zbierania nakrętek to jedna z popularniejszych form niesienia pomocy innym.

W mojej pracy jest specjalny słoik do którego solidarnie wrzucamy niepotrzebne nakrętki, jednak od jakiegoś czasu zauważyłam, że jest pusty. Okazało się, że jedna z koleżanek zabiera te nakrętki, ponieważ w szkole jej synka jest organizowany konkurs. Klasa, która uzbiera jak najwięcej zakrętek dostanie jakaś nagrodę.

Mi to wsio ryba, niech sobie bierze.
Wczoraj mamuśka pochwaliła się, że od czasu do czasu podkrada nakrętki ze specjalnego kosza w kształcie serca, który umieszczony jest na sąsiednim osiedlu. W ten sposób chce zwiększyć szansę na wygranie. Nie widziała w tym nic złego i była wielce zdziwiona moim niezadowoleniem z jej postępowania.

Ręce opadają...

Skomentuj (10) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 87 (91)

#90189

przez (PW) ·
| Do ulubionych
O tym jak zmarnowałam szansę na awans.

Kilka lat temu pracowałam na produkcji w pewnym Januszexie.
Kilka dni przed końcem umowy zostałam poproszona do biura szefa, aby uzgodnić moją przyszłość w tej firmie.

Od wejścia Janusz mnie wychwala pod niebiosa, co wydało mi się dziwne. Po krótkiej konwersacji dał mi propozycję nie do odrzucenia. Otóż umowa zostanie przedłużona pod warunkiem, że zgodzę się na awans i zostanę kierownikiem zmiany.
Z czym by się wiązał mój awans? Dostałabym więcej obowiązków oraz ciążyłaby na mnie odpowiedzialność za całą zmianę. Za to nie dostałabym ani złotówki więcej, bo Janusz był święcie przekonany, że powinnam być wdzięczna za to, że łaskawie zostawi mnie w firmie i da awans.

Podziękowałam, bo nie było tajemnicą, że Janusz wszystkie swoje frustrację wyładowywał na kierownikach i za przeproszeniem traktował ich jak guano. Norma nie została wyrobiona, bo maszyna się zepsuła? Wina kierownika! Przez moją kadencję przewinęło się kilku kierowników, rekordzista wytrzymał niewiele ponad pół roku. Mieli dosyć psychicznego nękania ze strony szefa. Rotacja pracowników też była dosyć spora.

Jeszcze tego samego dnia w firmie pojawiła się plotka, że nie mam odpowiednich kwalifikacji i zostanę zwolniona.

Uprzedzając pytania: Dlaczego wtedy podjęłam tą pracę? Cóż, byłam wtedy pod ścianą i potrzebowałam pieniędzy, więc brałam to co akurat było.

januszex

Skomentuj (2) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 138 (146)

#90034

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Moja babcia od jakiegoś czasu skarżyła się na złe samopoczucie.
Mama umówiła ją do lekarza, ja miałam ją zawieźć do przychodni.
Podjeżdżam rano pod dom babci, ale ta stwierdziła, że nigdzie nie jedzie.
Dlaczego?

Bo w telewizji jest transmisja pogrzebu byłego papieża.

Tak, że ten...

Skomentuj (21) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 184 (198)

#89598

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Moja babcia zasługuję na miano Piekielnej.

Nigdy nie dawała mi odczuć, że chociaż trochę mnie lubi, raczej traktowała jak "wnuczkę drugiej kategorii". Złośliwość wobec mnie wezbrała na sile, gdy odmówiłam bycia chrzestną dziecka jednego z kuzynów.

Ostatnio były trzecie urodziny mojej niedoszłej chrześnicy. Babcia wręczyła mi pieniądze i kazała kupić jakiegoś ładnego misia. Tak też zrobiłam. Gdy pokazałam babci pluszaka, to ta wpadła w furię.

Piekielna: Coś ty za szkaradziejstwo kupiła?! Zwariowałaś do reszty? Jest paskudny, ona przecież będzie się go bać, zobaczysz! Wygląda okropnie, na pewno zaraz go wyrzucą!

Wkurzyłam się. Miś był normalny, miał uroczy wyraz pyszczka i nie widziałam w nim nic strasznego. Ot, zwykły pluszak.

Zabawkę zwróciłam do sklepu, bo miałam już kupiony prezent dla małej.

W ostatnią niedzielę odbyły się urodziny. Podczas poczęstunku dostrzegłam misia leżącego na kanapie. Identycznego zwróciłam do sklepu zaledwie kilka dni wcześniej.

Ja: Ale fajny miś. Jest naprawdę uroczy...

Żona kuzyna: Jest świetny. Dostała go od babci Piekielnej i Sebastiana.

Sebastian to ulubiony wnuczek babci.

Rodzina

Skomentuj (13) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 148 (160)

#89329

przez (PW) ·
| Do ulubionych
W nawiązaniu do historii #83642

Mąż mojej koleżanki z pracy ma problemy ze wzrokiem od urodzenia. Ma z tego tytułu orzeczenie o niepełnosprawności.
Pracuje jako kierowca.

Zawodowy.

A jest praktycznie ślepy jak kret.

Kto jest piekielny?

Facet, który stwarza zagrożenie na drogach?
Lekarz medycyny pracy, który stwierdził że jest zdolny jeździć w dalekie trasy?

kierowca wzrok

Skomentuj (20) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 92 (102)

#88899

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Kochany NFZ...

Od kilku lat leczę się na pewną chorobę, a od trzech przyjmuję leki w takiej samej dawce.

Do lekarza chodzę mniej więcej co trzy miesiące, aby dostać nową receptę. Po każdej wizycie rejestruję się na następną. Z reguły staram się tak je ustalać, by w razie czego mieć zapas leków na jakieś dwa tygodnie.

Ostatnio dostałam telefon z przychodni odnośnie przyszłotygodniowej wizyty. Mojego lekarza nie ma, dlatego muszą mnie przesunąć na inny termin. Pozostali lekarze nie mają jak mnie przyjąć, bo nie mają już miejsc. Po szybkim przekalkulowaniu mówię pielęgniarce, że leków wystarczy mi tylko na trzy tygodnie. Nie ma mowy bym została przyjęta dopiero za prawie PÓŁTORA MIESIĄCA.

Po moich protestach usłyszałam tylko: "Niech Pani bierze połowę dawki. Wtedy leków powinno wystarczyć".

Pal licho, że nagłe zmniejszenie dawki może być dla mnie niebezpieczne w i jakąkolwiek zmianę i ewentualne odstawienie powinnam ustalać z lekarzem, a nie pielęgniarką.

Skomentuj (47) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 146 (164)