Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#88028

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Od miesięcy poluję na książkę, której nie ma nigdzie. Wydawca nie przekazał egzemplarzy obowiązkowych (to podobno była norma na początku lat dziewięćdziesiątych), allegro, antykwariaty, biblioteki uniwersyteckie o tym tytule nie słyszały.

Wydawnictwo od dawna nie istnieje, nakład był malutki. Sama dowiedziałam się o istnieniu tej pozycji, kiedy przypadkiem znalazłam urwaną okładkę i kilkanaście kartek – i od tamtej pory poświęciłam bardzo dużo czasu i pieniędzy, żeby ją gdzieś znaleźć.

Udało mi się po obdzwonieniu kilkuset miejsc, które nie miały katalogów w internecie – jest, znalazł się egzemplarz w bibliotece wiejskiej na kompletnym zadupiu. Zadzwoniłam tam (mogą śmiało iść w zawody z sekretariatami sądów, jeśli chodzi o nieodbieranie) i zapytałam o możliwość zrobienia mi, za opłatą, skanów albo ksera i przesłania ich do mnie, bo tego po prostu nigdzie bliżej nie ma – nie robią w pandemii takich rzeczy.

Zapytałam o wypożyczenie międzybiblioteczne – nie robią w pandemii takich rzeczy. Jeśli tak bardzo potrzebuję, to mogę skorzystać na miejscu. Czyli 400 kilometrów ode mnie. Mówię, jaka jest sytuacja – nie, nie ma mowy, jak musi, to ma przyjechać.

Tak rozmawiałam po Wielkanocy.

Po majówce odżałowałam jeden dzień z urlopu, czyli wczoraj, wsiadłam przed świtem w samochód (bo to takie serce cywilizacji, że nawet PKS tam już nie istnieje) i pojechałam. Wcześniej jeszcze upewniłam się, czy pracują – tak, pracują, można wejść i korzystać z książek. Trudno, jak mus, to mus, jadę.

Dojechałam na miejsce i nie wiem, jakim cudem nie zrobiłam krzywdy tej babie na miejscu. Naprawdę nie wiem. Rozmawiałam z tą samą kobietą, co za pierwszym razem – nikt inny tam nie pracuje, już sprawdziłam. Przypomniałam się, że ja to ja, że dzwoniłam i pytałam o tę książkę i że chciałabym ją dostać do ręki, to sobie zrobię zdjęcia.

Usłyszałam, że we wtorek – czyli tego samego dnia, kiedy zapowiedziałam, że przyjadę - tę książkę „wycofano” – czyli ona wycofała – ze zbiorów, bo nikt się nią nie interesował przez dekady. „Co za przypadek, że akurat dzisiaj pani przychodzi i o nią pyta.” Mówię jej, że przecież dzwoniłam w kwietniu, dzwoniłam we wtorek i pytałam, czy są otwarci – ona nie pamięta, przecież nie nagrywa każdego telefonu. Szkoda, że ja też nie nagrywałam.

Na koniec jeszcze pożyczyła mi szerokiej drogi powrotnej. Z wrednym uśmieszkiem. Bo miastowej trzeba dowalić, żeby się nosem osr*ła.

To był taki poziom perfidii, że nawet moje standardy przekroczył.

Skomentuj (38) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 180 (186)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…