Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#88413

(PW) ·
| Do ulubionych
Jakiś miesiąc temu żaliłam się tutaj, że za płotem otworzyli mi knajpę, która w każdą sobotę urządza bardzo głośne imprezy. Oto mała aktualizacja.
Chciałam rozmawiać. Właściciel był dla mnie nieosiągalny, a menadżerka knajpy wpierw była miła, ale potem jej przeszło i zmieniła front. Sąsiadce powiedziała na przykład, że wszyscy na tej ulicy nie mamy dość pieniędzy, żeby zaszkodzić tej knajpie.

Próbowałam dalej. Odezwałam się do znajomego, o którym wiem, że kolegował się z właścicielem, z prośbą o pomoc. Twierdzi, że prosił właściciela o ściszenie i tłumaczył sytuację. Dał właścicielowi kontakt do mnie. Usłyszał, że menadżerka do mnie zadzwoni. Cóż, nie zadzwoniła. Odezwałam się do drugiego znajomego, który pomagał w budowie knajpy: ponoć rozmawiał z właścicielem, który obiecywał ekrany wygłuszające, zmianę ustawienia głośników i ogólną szczęśliwość, jak już zarobi. Pierwsza myśl: kurde, szkoda, że jakbym chciała otworzyć jakąkolwiek działalność, to najpierw muszę ogarnąć wszystkie sanepidy i przepisy, a nie dopiero potem, jak zarobię. Druga myśl: a ponoć tyle pieniędzy mieli, ale żeby szanować prawo innych do spokoju, to najpierw muszą na to zarobić? Przy okazji, właściciel był ponoć bardzo rozżalony, że zamiast przyjść porozmawiać, sąsiedzi dzwonią na policję.

Ale kiedy na Facebooku na stronie knajpy pojawił się bardzo grzeczny komentarz z prośbą o rozmowę z właścicielem, w odpowiedzi odpisano, że od rozmów są pracownicy i menadżer, bo właściciel jest bardzo zajęty i nie ma czasu na rozmowy aż do 30 października (planowe zakończenie sezonu imprezowego knajpy). Na stronie pojawiło się też sporo komentarzy o hałasie i braku szacunku dla ludzi wokół. Wszystkie są olewane lub wyśmiewane. Piszę o tym po to, abyście mieli świadomość, że właściciel knajpy nie może nie wiedzieć o tym, że jego działalność jest uciążliwa. Po prostu to olewa.

Nie, nie dzwoniłam na policję. Nie było po co. Mój sąsiad dzwonił. Jednego wieczoru czterdzieści razy. Policja przyjechała raz, spisali notatkę i powiedzieli, że nie wejdą na teren knajpy, bo jest ich tylko dwóch, a tam jest setka pijanych ludzi. Jeśli komuś przeszkadza hałas, niech pozywa właścicieli do sądu.

Jakieś dwa tygodnie temu na Facebooku pojawiła się nowa grupa w rodzaju „Jesteśmy za knajpą X, nie przeciw”. Na grupie jest stronnicza ankieta: Czy chcesz zamknąć knajpę? Czy knajpa ma zostać? Czy ma grać tylko do godziny 22.00? Nigdy nie byłam przeciw tej knajpie. Żadnemu z sąsiadów, z którymi rozmawiałam, nie zależało na zamknięciu tego miejsca. Chcemy tylko, żeby w soboty grali ciszej. Ale taka strona to świetny sposób, żeby skłócić ludzi. Posypał się hejt na „dziadersów”, co nie dają się ludziom bawić. Było sporo głosów, że wystarczy po prostu ściszyć i wszyscy będą zadowoleni, ale zostały zakrzyczane. Bo przecież trzeba zaognić konflikt, zamiast go rozwiązać.

Zorganizowano też spotkanie u włodarza naszego miasta. Dowiedziałam się o nim przypadkiem, nie było to ogłaszane przez urząd miasta, za to na stronie knajpy był komunikat typu „brońmy knajpy”. Nie dałam rady dojechać z pracy. Sąsiad mi opowiadał, że była spora grupa entuzjastycznych sympatyków knajpy i kilkanaście osób z mojej ulicy, których praktycznie wyśmiano. I bezradny włodarz naszego miasta, który rozkłada ręce, bo co on może, on tylko rozdaje koncesje na alkohol, jak jest hałas, to trzeba zgłaszać na policję, a na komendzie było tylko „kilka” skarg. Finalnie ojciec właściciela zabłysnął odgrażając się, że on nas wszystkich, „nepków” ustawi w szeregu i nam pokaże. Farsa.


Co dalej? Minął miesiąc. Rozmowy nic nie dały. Telefon na policję to strata czasu. Do sądu nie pójdę, bo za dwa lata dostanę może wezwanie na pierwszą rozprawę. Została tylko opcja zwalczania chamstwa chamstwem. Kupiłam zestaw klaksonów samochodowych i podłączyłam je do akumulatora. To tylko 50 złotych. Włączyłam to dopiero wtedy, kiedy podkręcili muzykę ponad zdrowy rozsądek, a było już po godzinie 22.00. Chciałam pokazać, że ja, biedny „nepek” też tu jestem i też mogę uprzykrzać życie, tak jak mnie się je uprzykrza, więc może warto wziąć pod uwagę moje potrzeby.

Spodziewałam się złości, byłam gotowa, że wezwą policję i byłam gotowa na mandat za zakłócanie spokoju. Nie przewidziałam, o święta naiwności, że grupa chłopaków przejdzie mi przez płot, zepsuje zestaw i zacznie się dopytywać, czy mi zaj..ać. Naiwna jestem, bo skoro ja nikomu nic nie niszczę, to nie przewidziałam, że knajpa ma inne zasady. Narobiłam rabanu, że wzywam policję, mój chłopak nadbiegł z odsieczą i obrońcy knajpy przeskoczyli przez płot, pokrzyczeli jeszcze trochę o tym, jaki ze mnie golec i zniknęli w tłumie.

I wiecie co? Nie będę stać w szeregu przed właścicielem knajpy. Za tydzień będę miała nowy zestaw. Bo nie dam się zastraszyć i upokarzać. Brakuje tylko telewizji, ale nie będę bucom robić darmowej reklamy. Tyle mojego, że sobie popiszę na Piekielnych.

impreza u sąsiada

Skomentuj (42) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 256 (278)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…